Macierewicz odpowiada Michnikowi: „W mojej rodzinie nie było ludzi, którzy mordowali polskich patriotów, czy zdradzali na rzecz Sowietów”

Stał się pan bohaterem ostatniego programu Tomasza Lisa, w którym Adam Michnik mówił, że pana zaangażowanie w walkę o „prawdziwą Polskę” wynika z rodzinnej tragedii i zamordowania pana ojca przez komunistów.Michnik tłumaczył również, że był pan radykalnym lewicowcem, zwolennikiem Che Guevary, a obecnie nie może zrozumieć pańskiej postawy ws. smoleńskiej. „Ja myślę , że jest to taki syndrom jak w latach stalinizmu, kiedy ludzie tak uwierzyli w te wszystkie brednie, które mu towarzyszyły” – mówił o pańskiej aktywności w zespole parlamentarnym. Jak Pan ocenia te słowa?

Antoni Macierewicz: Mój ojciec został zamordowany przez komunistów, gdy miałem 10 miesięcy, więc moja lewicowość trwała krótko i dotyczyła młodego wieku, jeśli miała się zakończyć pod wpływem traumy rodzinnej. Nie chcę odpłacać Adamowi Michnikowi pięknym za nadobne. Mam wrażenie, że Pan Michnik goni w piętkę. Jeśli już porusza on kwestie uwarunkowań rodzinnych i zastanawia się, jak one wpływają na postawy ludzkie, to wskazuję, że w mojej rodzinie wszyscy byli patriotami, którzy ginęli za Polskę i ojczyznę. Nie było wśród nich ludzi, którzy mordowali polskich patriotów, ani takich, którzy zdradzali ojczyznę na rzecz Sowietów.

 

Takie teksty o panu widzimy i słyszymy nie od dziś. Jest pan na celowniku od lat. Jaki jest cel tego typu wypowiedzi, jak wystąpienie Michnika w telewizji publicznej?

Traktuję to, jako obłudną, sformułowaną w obłudnych słowach przesłankę do ataków na mnie. Adam Michnik tezę, iż moje antykomunistyczne poglądy i zaangażowanie jest wynikiem osobistych przeżyć, a nie stosunku do komunizmu i jego obiektywnej oceny, formułuje od dawna, przynajmniej od lat 70. Michnik już wtedy upowszechniał takie opinie wśród opozycji. Starał się przedstawić mnie, jak osobę, która ze względów osobistych i rodzinnych działa przeciw komunizmowi. To miało pokazać, że moja aktywność nie wynika z przemyślanej decyzji, ugruntowanej względami patriotycznymi, nie wynika z rozeznania racji stanu i polskich interesów narodowych. Jednak ta teza to jest takie samo kłamstwo, jak mówienie o moich związkach z Che Guevarą.

 

Nie był pan zafascynowany tą postacią?

Takie fałszywe plotki doprowadziły nawet do tego, że jeden z byłych opozycjonistów twierdził, że otrzymałem nagrodę od kubańskiej akademii nauk za pracę na temat Che Guevary. Tymczasem ja pisałem pracę na temat: „Hierarchia władzy a struktura własności ziemskiej w Tawantinsuyu w pierwszej połowie XVI w.” Te historie są więc zabawne. Adam Michnik powtarza takie kłamstwa od kilkudziesięciu lat i korzystając z możliwości medialnych powtarza to także „Gazeta Wyborcza” i wszystkie przychylne jej media. To ma mnie stygmatyzować i pokazać, że jedynie ze względów osobistych przeżyć byłem zaangażowany w walce z reżimem komunistycznym. Przedstawiano je jako osobistą wendettę, a nie polską rację stanu. Do tego mamy próbę przedstawienia mnie, jako lewicowca, który zmienił poglądy po tragedii rodzinnej. Powtarzam jednak, że mój ojciec został zamordowany, gdy miałem 10 miesięcy. To wskazuje, że lewicowcem długo nie byłem.

 

Adam Michnik przyznał w czasie programu, że jest pan „niebanalny, wykształcony, sprawny intelektualnie, odważny”…

No naprawdę, tego się nie spodziewałem. Taki obiektywizm w wykonaniu Adama Michnika. Uznał, że jestem wykształcony. Naprawdę łaska pańska…

 

Jednak to znów staje się być przytaczane jedynie po, by zaatakować pana za sprawę smoleńską. Michnik mówi bowiem, że „nie może uwierzyć w pański kompletny cynizm”, ale również nie jest w stanie „uwierzyć w ten trotyl, sztuczne mgły, androny nonsensy”. Kwituje swoją wypowiedź stwierdzając, że „to taki syndrom jak w latach stalinizmu, kiedy ludzie tak uwierzyli w te wszystkie brednie, które mu towarzyszyły”.

Kwestia wiary w sprawie Smoleńska nie ma żadnego znaczenia. Sprawa katastrofy to sprawa badań i dowodów. Materiał dowodowy pokazujący, że do tragedii doszło na skutek eksplozji, jest przekonujący i jednoznaczny. Naukowcy nie mają w tej sprawie żadnych wątpliwości. To jest efekt pracy wielu naukowców, również – a może przede wszystkim – ekspertów współpracujących z zespołem parlamentarnym. Pamiętajmy, że w czasie I Konferencji Smoleńskiej niezależnych naukowców prelegenci nie formułowali w tak jednoznaczny sposób tezy o eksplozji jako przyczynie katastrofy. Na II Konferencji Smoleńskiej niezależnych naukowców wykładowcy kończyli swoje wystąpienia wnioskami, że na pokładzie tupolewa doszło do eksplozji. Tak mówili eksperci od chemii, dynamiki, aerodynamiki, wytrzymałości materiału itd. Ci ludzie nie robili i nie mówili tak, ponieważ tak wierzą. Tak mówi materiał dowodowy. Zespół parlamentarny w tej materii również nie zajmuje się odczuciami, czy wierzeniami, ale materiałem dowodowym. Nigdy nie formułujemy publicznie poglądów, które nie mają oparcia w materiale dowodowym. Występujemy publicznie z pewną tezą, gdy ma ona silne i wiarygodne podstawy dowodowe. Być może natomiast Adam Michnik opiera swoje sądy i działanie na intuicjach, poglądach politycznych i uwarunkowaniach osobistych. My tego nie robimy, my się kierujemy nauką.

 

Czy Adam Michnik albo Tomasz Lis są w pana ocenie w stanie zacząć prezentować inną postawę ws. smoleńskiej? Takich ludzi można przekonać?

Nie chcę się odwoływać do pana Lisa, nie znam go. On wydaję mi się być propagandystą, który nie ma w ogóle poglądów. W mojej ocenie on wykonuje jedynie zawód propagandysty i to często w sposób brudny. Dowiódł tego wielokrotnie redagując swoje pismo. To jest człowiek, który zajmuje się brudną propagandą. Natomiast Adam Michnik działa w ramach pewnego zamierzenia politycznego. Wszystkie jego argumenty, wystąpienia, stanowiska mają za podłoże pogląd i działanie polityczne. Ono jest nastawione na utrzymanie władzy politycznej, gospodarczej nad Polską grupy, do której należy Michnik i którą on reprezentuje. Pod tym względem on się nie zmienił, zawsze taką osobą był. I jest. On zmienia sojuszników, ale nie zmienia celu. Czy on może zmienić zdanie? Sądzę, że zmieni je, gdy zrozumie, że nie ma żadnych szans politycznych z głoszeniem obecnych poglądów. I wtedy zmieni zdanie, jak w sprawie Kościoła, czy niepodległości Polski. Michnik zawsze zmieniał zdanie, gdy było to z jego punktu widzenia korzystne politycznie. Argumentacja nie jest tu najważniejsza. Gdy trzeba jest on w stanie dostosować się do nowych wymagań. I sądzę, że w sprawie smoleńskiej również tak może być.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ