Krzysztof Jaraczewski: Józef Piłsudski to nasz wspólny dziadek, dziadek całej ojczyzny

Wnuk marszałka Józefa Piłsudskiego, Krzysztof Jaraczewski, zdradza historię z życia rodzinnego swojego dziadka oraz wyjaśnia, dlaczego Polacy nie świętują już rocznicy 6. sierpnia 1914.

Czy te wartości, o które walczył pana dziadek marszałek Józef Piłsudski oraz ludzie u jego boku, są obecne we współczesnej Polsce? Czy tak naprawdę wywalczył to, czego pragnął?

Krzysztof Jaraczewski: Trudno powiedzieć. To było sto lat temu i wiele przez ten okres się zmieniło. Od tamtych czasów dzieli nas wiele wydarzeń, które raniły naszą psychikę: okupacja niemiecka, komunizm. Przeżyliśmy także piękne wydarzenia, jak pontyfikat Jana Pawła II, ruch społeczny Solidarność. To wszystko zmieszane ze sobą zmieniło nasze podejście i zrozumienie wolności, o którą tak dzielnie nasi przodkowie walczyli. Myślę, że ich duch był odczuwalny podczas wielu przełomowych chwil w ciągu tych stu lat.

Czy otwierając wystawę „O Niepodległą – Rok 1914”, patrzy Pan na nią bardziej okiem wnuka wodza, który tworzył tę historię, miał na nią wielki wpływ, czy jednak podchodzi Pan do niej jako Polak, rodak, patriota?

Krzysztof Jaraczewski: Dodałbym jeszcze, że nie tylko jako obywatel czy wnuk, ale jako dyrektor Muzeum Józefa Piłsudskiego, które się tworzy i które będzie otwarte w 2017 roku, w 150. rocznicę urodzin marszałka. Myślę, że to muzeum ma służyć godnemu upamiętnianiu choćby tych stuletnich rocznic: Niepodległości, Wojska Polskiego, Sejmu. Patrzę na wystawie na zdjęcia dziadka i szczególnie te w sepii kojarzą mi się z fotografią, którą pamiętam z dzieciństwa u cioci Wandzi. Przedstawiała ona dziadka w pięknym świetle z legionistami w sosnowym lesie. Nie mogłem uwierzyć jako dziecko, że to była wojna! To było coś więcej, to było marzenie, o które oni walczyli.

Jak określiłby pan Józefa Piłsudskiego z perspektywy wnuka? Jaki był marszałek jako dziadek, ktoś jednak bardzo bliski. My znamy go jako charakternego, charyzmatycznego wodza, który wyprowadził ludzi na wojnę i odniósł zwycięstwo.

Krzysztof Jaraczewski: Trochę trudno powiedzieć. Każdy ma swojego dziadka i dlatego to dla mnie był przede wszystkim dziadek. Z biegiem lat, jako dyrektor muzeum myślę, że to nasz wspólny dziadek, dziadek całej ojczyzny. Był osobą surową i wymagającą, która pomogła nam wywalczyć niepodległość i ją utrzymać. Ja dziadka nie poznałem. Urodziłem się 20 lat po jego śmierci, więc znam go jedynie z przekazu rodzinnego.

Jaka ta opowieść rodzinna zatem była?

Krzysztof Jaraczewski: Gdy mówiono mi o dziadku, przedstawiano go w nastroju rodzinnym, bliskim, ciepłym. Tak, jak, mam nadzieję, każdego dziadka. Wiem z relacji mamy, że przytulał córki bardzo serdecznie. Moja mama zawsze opowiadała taką anegdotę: dziadek posiadał klasyczny zegarek kieszonkowy z takimi specjalnymi drzwiczkami. Kiedy chciał sprawdzić, która jest godzina, wołał wtedy swoją córkę Jadwigę i prosił, żeby nosem dotknęła drzwiczek zegarka, ponieważ to jedyny sposób, żeby go otworzyć. Po jakimś czasie Jadwiga zapytała: „A co się dzieje, gdy mnie przy tobie nie ma?” „Wtedy proszę adiutanta” – odpowiadał jej ojciec. Zawsze miał czas na córki i ta serdeczność w domu była stale obecna.

Twórcy wystawy „O Niepodległą – Rok 2014” powiedzieli, że przed wojną ta rocznica 6. sierpnia była hucznie świętowana. Dzisiaj już tego nie możemy zaobserwować. Czy inne wielkie wydarzenia polskich dziejów, jako choćby Powstanie Warszawskie, przełom 1989 r., 3 maja lub 11 listopada nie przysłoniły tych z 1914 roku?

Krzysztof Jaraczewski: Wydaje mi się, że wspomniane rocznice są nam bliższe w jakiś sposób. Ja jestem pokoleniem Solidarności, pokoleniem JP II, więc to są moje przeżycia, silne i piękne i to zrozumiałe, że rocznice z tym związane przeżywam być może bardziej. Miałbym jednak nadzieje, że setna rocznica wymarszu i tworzenia I Kompanii Kadrowej Legionów Józefa Piłsudskiego jest pierwszą, która nas będzie wprowadzać w te wiele setnych rocznic, które nas teraz czekają. Za kilka lat będziemy przecież obchodzić stulecie odzyskania niepodległości. Traktujmy więc tegoroczne obchody jako dobry wstęp.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ