Krzysztof Szwagrzyk: Sprawa „Łączki” jest sprawą świętą. Dlatego ona zwycięży

Rozmawiamy z profesorem Krzysztofem Szwagrzykiem, kierownikiem prac ekshumacyjnych Żołnierzy Wyklętych m.in. w słynnej kwaterze na warszawskiej „Łączce”. Historyk opowiada o kłodach pod nogi, które rzuca się zespołowi badawczemu, misji, jaką jest rehabilitacja podziemia antykomunistycznego, hołdowaniu zbrodniarzy w wolnej Polsce i pozostałościach po komunizmie.

Podczas dyskusji po wrocławskiej premierze filmu „Dzieci Kwatery Ł” wspomniał Pan o komplikacjach, problemach, które napotykacie podczas prac identyfikacyjnych na „Łączce”. Czy może Pan konkretnie powiedzieć, co lub kto tak naprawdę utrudnia tę misję, jaką jest rehabilitacja historyczna antykomunistycznego podziemia niepodległościowego?

Prof. Krzysztof Szwagrzyk: Odpowiem tak, jak mogę na ten czas to zrobić. Gdy przejdę na emeryturę, z pewnością napiszę pamiętniki i wtedy powiem coś, czego ani dziś, ani za miesiąc, ani w ciągu najbliższego czasu nie będę mógł publicznie powiedzieć. Tam znajdą się wszystkie okoliczności związane z pracami, z trudnościami, ze wskazaniem na przyczyny i z wymienieniem osób oraz instytucji.

Pan Krzysztof Olechnowicz, potomek Antoniego Olechnowicza – jednego ze zidentyfikowanych Żołnierzy Wyklętych, stwierdził, że jakieś ciemne moce próbują utrudniać ten proces, który cały czas trwa na „Łączce” na warszawskich Powązkach. Pewnie niektórym środowiskom zależy na tym, aby nie udała się wam ta misja. Jesteście dla kogoś niewygodni?

Prof. Krzysztof Szwagrzyk: Tak, potwierdzam te słowa. Powiem więcej, jest tych środowisk wiele. Mimo to mogę nazwać się jednak optymistą. Wielokrotnie mówiłem to publicznie i powtórzę w tej chwili: ta sprawa jest sprawą świętą. Dlatego ona zwycięży. Bez względu na skalę trudności, które występują. Nie ma innej możliwości. Te problemy będą się pojawiać, ale nigdy nie dojdzie do sytuacji, w której prace zostaną przerwane czy cofnięte. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

Z dnia na dzień, z etapu na etap, który przechodzicie – jest coraz łatwiej, bo ci nieprzychylni uświadomili sobie, jak mocno wam i wielu innym ludziom zależy na tych badaniach? Czy jednak jeszcze bardziej „los” zawziął się na was i droga okazuje się trudniejsza?

Prof. Krzysztof Szwagrzyk: Właśnie jest trudniej, a wydawałoby się , że powinno być łatwiej z każdym etapem. Być może dlatego, że działania prowadzone są w całej Polsce. One uruchamiają różne środowiska, różne osoby i jest ich coraz więcej. Zmieniają się po prostu metody utrudniania tych prac i myślę, że dlatego jest trudniej. Trzeba się ciągle dostosowywać do nowych okoliczności. Coś, co już udaje się pokonać, okazuje się, że jutro zmienia tylko swoją postać i nadal występuje. Ale staramy się jakoś żyć i pracować w takiej właśnie atmosferze, czyli stąpać po polu minowym. Zastanawiamy się wciąż, gdzie w tej chwili postawić stopę, żeby nie natrafić na minę. Myślę, że już się tego dość dobrze nauczyliśmy.

Czy w Pana zespole wszyscy członkowie bezsprzecznie wierzą w misję „Łączki”? Że ekshumacja, identyfikacja i godny pochówek szczątków żołnierzy ma wielkie znaczenie, nie tylko dla ich bliskich, ale dla całego społeczeństwa, dla historii? Są to ludzie przekonani o bezwzględnej słuszności w rehabilitację Armii Wyklętej?

Prof. Krzysztof Szwagrzyk: Innych tam nie ma. Sądzę, że przy tych badaniach i całej akcji związanej z „Łączką” to muszą być tacy ludzie, którzy oprócz swojej pracy naukowej, wierzą w społeczną wagę tego, co robią. Nie mogą się po prostu odciąć. Są profesjonalistami i wykonują swoją pracę rzetelnie, ale pamiętają, kogo szukają, kogo znajdują – polskich bohaterów.

Dla niektórych to prozaiczne, absurdalne, natomiast dla innych istotne pytanie: Czy we współczesnej Polsce istnieją jeszcze powiązania, pozostałości z reżimu komunistycznego, który przecież 25 lat temu oficjalnie się na naszych ziemiach zakończył?

Prof. Krzysztof Szwagrzyk: Tak, istnieją, najczęściej na wysokich stanowiskach, które mają wpływ na masy czy rozporządzają dużymi pieniędzmi. Nawet w mediach mamy taką sytuację. W naszej pracy przekonujemy się o tym wyraźnie. Warto przy tym wątku poruszyć kwestię, o której wspomniał Krzysztof Olechnowicz po seansie. W Polsce w różnych miejscach wciąż chowa się z honorami oprawców komunistycznych. Ta sytuacja jest absolutnie nie do przyjęcia. W normalnym państwie, gdzie kat nazwany jest katem, staje przed sąd i jest skazany, a bohater ma miejsce godne spoczynku w panteonie narodowym, taki obrót spraw byłby nie do przyjęcia. A w Polsce ciągle tak się dzieje. To, co się stało miesiąc temu z pułkownikiem Krzyżanowskim, oskarżycielem „Inki” jest kolejnym wydarzeniem, nie wyjątkowym, tylko kolejnym. Gdyby nie nagłośnienie sprawy przez media, doszłoby do takiego pochówku. A żołnierze Wojska Polskiego oddawaliby salwę honorową nad grobem zbrodniarza.

Wobec tych spraw, które tu pan profesor opisał, film Arkadiusz Gołębiewskiego „Dzieci Kwatery Ł” nabiera jeszcze większego znaczenia, staje się pewnym orężem w ciągłej walce o świadomość.

Prof. Krzysztof Szwagrzyk: Ja mam nadzieję, że ten film otworzy oczy niektórym ludziom. Być może dotrze do decydentów. A ci zastanowią się, czy nie najwyższy już czas doprowadzić do pewnych uregulowań. Takich, które w sposób ostateczny uniemożliwiłyby chowanie katów z honorami wojskowymi. Jednym z bohaterów filmu „Dzieci Kwatery Ł” jest pani Borychowska. Szukała swojego ojca od bardzo wielu lat. Dzisiaj już wiemy, że jej tata leży na kwaterze F3 na Powązkach. Ale wiemy także, że kwatera F3, teraz, jak i przez ostatnie lata, jest polem pochówku np. autorów stanu wojennego (m.in. generała Floriana Siwickiego). Czy może być bardziej gorzki komentarz do tej uroczystej wrocławskiej premiery filmu oraz dyskusji, którą podjęliśmy?

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ