Kedyw Armii Krajowej – wybrańcy, komandosi. Kim byli?

kedy.jpg

Syn żołnierza Legionów Polskich. Członek Kedywu Armii Krajowej, czyli grupy od zadań specjalnych największego podziemnego wojska w historii. Andrzej Uchwat ps. „Wichura” opowiada o swojej walce okupacyjnej. – Wybrańcy. Tak o nas mówiono – wspomina porucznik AK.

Niektórzy spędzają ten wieczór przed telewizorem. Inni organizują imprezy z wróżbami. A w Klubie Muzyki i Literatury garstka osób postanowiła świętować Andrzejki z niezwykły solenizantem. Jego opowieści zabierają wyobraźnię człowieka w zupełnie inny świat. I nie trzeba żadnych wróżb, żeby poczuć niezwykłą atmosferę.

Spotkanie z p. Andrzejem Uchwatem to jedno z tych, które dają więcej niż kilka przeczytanych książek historycznych. Żołnierz Armii Krajowej, mimo swojego podeszłego wieku, ma doskonałą pamięć i jest w bardzo dobrej formie fizycznej.

Gdzie zaczęła się jego historia? Rodzina Andrzeja Uchwata mieszkała w okolicach Bielska-Białej. W czasie okupacji ojciec nie chciał podpisać żadnej lojalnościowej volkslisty, więc zostali wiosną 1940 roku wysiedleni do Generalnej Guberni pod Przemyśl (dzisiejsze woj. podkarpackie). I tam młody Andrzej zaczął działać w konspiracji przeciwko Niemcom.

-Tak jak teraz wyjeżdżają Polacy do Anglii, tak po pierwszej wojnie światowej masę osób wyjeżdżało do Austrii do pracy. Mój ojciec z moim wujkiem znaleźli się w Wiedniu. Tam chodzili do szkoły, pracowali i wrócili przed wojną. Mój ojciec walczył w Legionach Polskich podczas I wojny światowej. Był kolejarzem na stacji w Bielsku Białej. Najstarszy brat skończył szkołę lotniczą w Dęblinie i był pilotem myśliwskim podczas wojny w Anglii. Całą wojnę latał – wspomina p. Andrzej.

Tłumaczy także czym był Kedyw, do którego trafił ze „zwykłej” partyzantki. Kedyw wykonywał specjalne działania doraźne. Okręgi AK podzielono na obwody. Obwód znajdował się w każdym powiatowym mieście. Armia Krajowa liczyła ponad 400 tysięcy żołnierzy! Tak kolosalnego podziemnego wojska nie było nigdzie.

tytuł

-Oddział Kedywu funkcjonował przy każdym obwodzie powiatowym Armii Krajowej. Określano nas komandosami. I tak to trzeba chyba nazwać. Dobierano nas tworząc ścisłe grono. Znaliśmy bardzo dobrze język niemiecki, bo uczyliśmy się w szkole go od dzieciństwa. Byliśmy dobrze przeszkoleni pod względem strzelania z broni, dlatego wykonywaliśmy tzw. „mokrą robotę” – wyjaśnia p. Uchwat.

Ocenia, że najlepiej zorganizowana konspiracja była na wsi. Nawet chłopcy w wieku 12-14 lat należeli do grupy konspiracyjnej. Pełnili rolę zwiadowców wszystkich negatywnych rzeczy związanych z Polską. Np. wyłapywali konspiratorów niemieckich, którzy podpisali volkslisty, reichlisty itd. i przez to dostawali większe porcje żywności czy posady w gminie. Dzięki temu szefostwo obwodu miało dobre rozeznanie. Sporządzało raporty i wtedy wkraczali do akcji żołnierze Kedywu. Padały decyzje, co robić wobec zdrajców i Kedyw wykonywał te wyroki.

Zawsze brakowało amunicji. Dopiero po zrzutach z Zachodu byli dobrze uzbrojeni.

-Warto powiedzieć o dobrze zorganizowanej konspiracji akowskiej na Kresach. Od Kańczugi i Pruchnika po Lwów. Byłem tam na akcji „Burza”. Dochodziło do ciężkich sytuacji, ale w szeregach służyli bardzo odważni chłopcy. Niczego się nie bali ci chłopcy z Kresów. Nastolatki! Ich nie można było zatrzymać w walce o wolną Polskę. Byli bardzo mocni. Każdy miał bliskiego, który został zamordowany przez Niemców lub UPA, więc chciał walczyć. Czuł bardzo silny obowiązek – wspomina „Wichura”.

Pułkownik AK podkreśla dużą rolę polskiej ludności cywilnej, która np. użyczała zimą stodoły na nocleg dla partyzantów. O tej porze roku akowcy zdobywali broń napadając na magazyny broni, składowanej w cerkwiach.

-Wybrańcy. Tak o nas mówiono. Umieliśmy dobrze strzelać. Znaliśmy dużo rodzajów broni. Byliśmy odważni i dlatego kierowano nas tam, gdzie było najgorzej. Nie organizowano żadnych testów psychologicznych. Po prostu typowano żołnierza, który miał predyspozycje. Niektórzy chłopcy chorowali po 2-3 tygodniach po akcjach. Takie ciężkie momenty były. Nie istniała żadna rekrutacja. Dowódcy wcześniej sprawdzali człowieka na podstawie tajnych akcji, na których trzeba było się po prostu sprawdzić i wykonać dobrze swoje zadanie. Później mieliśmy carte blanche – mówi p. Andrzej Uchwat ps. Wichura.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ