Grzegorz „Zniszczę Cię” Schetyna na trudne czasy?

schetyna.jpg

W dobie wojny rosyjsko-ukraińskiej, mocarstwowych zapędów Władimira Putina czy eskalacji konfliktów związanych z tak zwanym państwem islamskim, za Platformę Obywatelską  ma odpowiadać ma Grzegorz Schetyna, biznesmen-polityk, wokół którego krąży wiele niejasnych historii.

Grzegorz Schetyna swoją polityczną karierę zaczął bardzo szybko. Po ukończeniu studiów (Historia na Uniwersytecie Wrocławskim) trafił do dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego, gdzie został dyrektorem jednego z wydziałów. Odpowiadał za kwestie personalne, za jego sprawą dokonano wielu zwolnień (czy jak wolą inni „czystek”), stąd współpracownicy nazywali go „czekistą”. Już w 1991 roku został wicewojewodą, ale od razu skonfliktował się ze swoim szefem. Wojewoda Mirosław Jasiński doniósł na Schetynę do prokuratury. Powodem było służbowe mieszkanie, o które zabiegał młody polityk, mimo, że mu nie przysługiwało. Ówczesny premier Jan Krzysztof Bielecki zdymisjonował Jasińskiego (choć za dwa tygodnie i tak zmienił się rząd, jego szefem został Jan Olszewski i Schetyna opuścił Urząd Wojewódzki).

W tym samym roku zaczyna się przygoda dolnośląskiego polityka z Kongresem Liberalno-Demokratycznym, w którym zostaje on szefem wrocławskich struktur.

W 1993 roku Schetyna zakłada Radio Eska, na które pieniądze wykłada Zbigniew Benbenek, właściciel Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych, jednego z głównych graczy na polskim rynku hazardowym. Biznesmen znajduje się w setce najbogatszych Polaków, a jego osoba pojawia się również przy okazji „afery hazardowej”, po której Schetyna został zdymisjonowany z funkcji ministra spraw wewnętrznych.

W 2000 roku obaj biznesmeni poróżnili się jednak co do wizji popularnej rozgłośni. Eska staje się własnością Benbenka, a Schetyna skupia się na koszykarskim Śląsku Wrocław, który dzięki finansowaniu Radia stał się najsilniejszym klubem w Polsce. Ku wielkiemu zaskoczeniu opinii publicznej w radzie nadzorczej zespołu zatrudnia polityków z innych opcji (Schetyna wówczas jest w Unii Wolności, która powstała z połączenia KLD i Unii Demokratycznej): Piotra Żaka z AWS oraz Jerzego Szmajdzińskiego z SLD. Okazuje się, że wkrótce sponsorami klubu zostają państwowe spółki (KGHM oraz Totalizator Sportowy).

Dolnośląski polityk dalej angażuje się w sport. W 2003 roku przejmuje spółkę, która zarządza piłkarskim Śląskiem, tułającym się wówczas po niższych ligach. Negocjuje wtedy m. in. z Ryszardem Sobiesiakiem, kolejnym „bohaterem” afery hazardowej. Dwa lata później Newsweek oskarżył Schetynę o to, że wykorzystuje swoją pozycję polityczną, by pozyskać pieniądze na Śląsk Wrocław. Ostatecznie tygodnik musi przeprosić polityka, bo zarzuty się nie potwierdziły. Mimo tego, Schetyna wycofuje się ze sportu, a koszykarski klub oddaje Waldemarowi Siemińskiemu. Po 3 latach zasłużony klub upada.

Ludzie namaszczeni przez Schetynę zawsze dochodzili bardzo daleko. To jego pomysłem było wystawienie w wyborach parlamentarnych Bogdana Zdrojewskiego, który był bardzo chwalony za rządzenie Wrocławiem. Późniejszy minister kultury okazał się lokomotywą wyborczą PO w każdych wyborach, w których startował. Również Rafał Dutkiewicz to kandydat, którego proponował Schetyna. Ich drogi później się poróżniły. Prezydent Wrocławia miał usłyszeć z ust przyszłego ministra spraw zagranicznych słynne słowa „zniszczę Cię”, które zresztą uważane są za jeden z pseudonimów polityka.

Zawsze uważany był za człowieka od „czarnej roboty”. Jak pisze portal Onet Tusk rękami Schetyny wycinał kolejnych swoich konkurentów: Andrzeja Olechowskiego, Pawła Sikorskiego, Zytę Gilowską czy Jana Rokitę. Dolnośląski polityk wyrósł wówczas na drugą najsilniejszą osobę w partii i sam znalazł się na celowniku premiera.

Zdymisjonowany z funkcji ministra spraw wewnętrznych został po aferze hazardowej. W aktach CBA pojawiało się jego nazwisko, jednak Schetyna zaprzeczył jakimkolwiek związkom z tą sprawą. Choć nie da się ukryć, że znał się z Ryszardem Sobiesiakiem. Zresztą to niejedyny biznesmen z którym miał do czynienia polityk. Wystarczy wspomnieć chociażby Zbigniewa Benbenka, który trzęsie polskim światem hazardu.

Wiele pisano również o powiązaniach byłego marszałka sejmu z Beatą Sawicką, skorumpowaną posłanką, która przyjęła łapówkę od agenta CBA. W 2006 otworzyli oni wspólne biuro w Legnicy. Warto również przypomnieć, że na 7 wówczas złożonych sejmowych interpelacji przez posła Schetynę w 4 współautorką była posłanka Sawicka.

Newsweek z kolei ujawnił aferę dotyczącą wyprowadzania partyjnych pieniędzy, w której także łączy się nazwisko skorumpowanej polityk ze Schetyną. Dwóch działaczy Platformy wystawiało fikcyjne zlecenia na rzecz PO. Fikcyjne umowy podpisywali wolontariusze, na których konta trafiały pieniądze z partyjnej kasy za nieistniejące zlecenia. Prokuratura badała, czy politycy PO nakłaniali świadków do milczenia w sprawie nieprawidłowości w finansowaniu swojej partii. Jedną z osób, która próbowała tuszować aferę miała być Beata Sawicka. Według jej byłego asystenta, Łukasza Lorentowicza, był on jednym ze „słupów”, które użyczały swojego konta do transakcji finansowych. W kwietniu 2006 r. Lorentowicz przyznał się Sawickiej, że na temat wyprowadzania partyjnych pieniędzy rozmawiał z dziennikarzami. Lorentowicz opowiedział prokuratorom, że Sawicka najpierw rozmawiała z Grzegorzem Schetyną. Sumy z bankowych rachunków „słupów” trafiały następnie do dwóch działaczy PO: Marcina Rosoła i Piotra Wawrzynowicza – pomysłodawców procederu. Ten pierwszy był asystentem sekretarza generalnego PO Grzegorza Schetyny, a drugi prawą ręką posła Mirosława Drzewieckiego, skarbnika partii”.

Z byłym marszałkiem sejmu kojarzone są również procedury pompowania kół w partiach politycznych. „To we Wrocławiu pod koniec lat 90. ubiegłego wieku wybuchła głośna afera z pompowaniem kół, gdy grupa Schetyny walczyła o władzę w Unii Wolności z frakcją Władysława Frasyniuka. Wtedy podejrzenia o wprowadzenie do partii „martwych dusz” padały na liberałów z Kongresu, których liderem był Schetyna – czytamy w serwisie Gazeta.pl.

Jak się okazuje podobne zdarzenia miały miejsce również później. Przed wyborami parlamentarnymi w 2005 roku jedno z kół w województwie warmińsko-mazurskim zwiększyło liczbę członków z 37 do 260. Przypominamy, że od liczby osób zależy liczba delegatów, którzy decydują m. in. o listach wyborczych. Władze partii początkowo zlikwidowały napompowane koło, ale Schetyna unieważnił później tę uchwałę.

Do podobnych zdarzeń dochodziło również na Dolnym Śląsku, na co biznesmen miał pozwalać.”Protasiewicz zaznacza też, że ma czyste sumienie jeśli chodzi o „pompowanie kół” na Dolnym Śląsku (zapisywanie do partii luźno związanych z nią osób, by uzyskać większą liczbę głosów delegatów na zjeździe wyborczym – red.). – Grzegorz Schetyna jako przewodniczący regionu, mimo próśb moich i zarządu wrocławskiej PO, pozwolił na tę praktykę, więc niektóre zarządy kół we wrocławskiej PO też zaczęły w ten sposób rekrutować. Ja mam czyste sumienie, bo wiele razy prosiłem Schetynę o interwencję – zapewnia (czytamy we Wprost).

Teraz szykuje się wielki powrót Grzegorza Schetyny. Po przegranej w wyborach na szefa dolnośląskich struktur jego ludzie z regionu byli spychani na polityczny margines. Władze wojewódzkie nie znalazły dla nich miejsca na listach ani do Europarlamentu ani do sejmiku czy rady miejskiej Wrocławia.

-Boję się, że Grzesiu się odwinie – mówił Radosław Sikorski na słynnych taśmach Wprost.

Czy zatem Jacek Protasiewicz może się obawiać zemsty? A może właśnie po to Ewa Kopacz desygnowała Schetynę na tak ważną funkcję, by wyeliminować ryzyko jego dywersyjnych działań? Szkoda tylko, że ze stratą dla polskiej polityki zagranicznej. Były marszałek tylko przez 3 lata zajmował się tą tematyką w sejmowej komisji. Wcześniej działał na polu biznesu, sportu i sprawdzał się w zarządzaniu zasobami ludzkimi.

Dla Gazety Wrocławskiej Schetyna powiedział, że „Wizja i koncepcja pani marszałek Kopacz zwyciężyła. Chodzi o połączenie wszystkich środowisk PO”. Co to oznacza? Nowa premier kierowała się przede wszystkim dobrem partii i jej przetrwaniem, a nie zbudowaniem jak najlepszego zespołu, który przez najbliższy rok mógłby sprawnie kierować Polską.

Ale wielu jest takich, którzy twierdzą, że Schetyna „nie zapomina”.

-Ci wszyscy działacze PO, którzy wbili mu nóż w plecy w Karpaczu, mogą oglądać film „Rzeczy, które robisz w Denver będąc martwym”, bo jest on o ich przyszłości – powiedział dla Polskiego Radia Wrocław Patryk Wild z Bezpartyjnych Samorządowców.

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ