Jak wybijano Ukraińcom Europę z głów

Ukraina.jpg

Zaciągnęli nas do samochodu, rzucili się na nas, bili, kopali. Jeden z nich krzyczał, że wybije nam Europę z naszych załganych łbów – opowiada nam Andrij, który musiał uciekać z Ukrainy. Jego wstrząsająca historia pokazuje, do czego zdolne są tajne służby.

15 grudnia Andrij z Rusłanem wracali do domu z centrum Tarnopola. Trwał tam kolejny dzień protestów przeciwko polityce Wiktora Janukowycza, który nie podpisał umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. – Wbrew pozorom, tutaj na zachodzie, blisko granicy z Polską, tajne służby działają bardzo intensywnie – mówi Andrij. – Co jakiś czas pojawia się grupa nieznanych osób i przeszkadza w naszych protestach.

Tym razem nie skończyło się jedynie na dezorganizacji. Pod domem Rusłana stał nieoznakowany bus, z którego wyskoczyło kilku mężczyzn. Nim zaskoczeni młodzi Ukraińcy zorientowali się o co chodzi, leżeli już w furgonetce.

– Zaciągnęli nas do samochodu, rzucili się na nas, bili, kopali. Jeden z nich krzyczał, że wybije nam Europę z naszych załganych łbów – opowiada nam Andrij. – Gdy wyrzucili nas z busa, zauważyłem, że Rusłan jest zakrwawiony. Cały czas mam ten straszny widok przed oczami.

Napastnicy zostawili mężczyzn kilkaset metrów dalej w parku. Przechodzący tamtędy ludzie wezwali pogotowie, które zabrało młodzieńców do szpitala. Andrij, będąc mniej poszkodowany od swojego kolegi, opuścił szpital następnego dnia. Od razu został wezwany na milicję, gdzie był przesłuchiwany przez niemal cały dzień. – Pytali mnie o każdy szczegół z mojego życia. Interesowały ich szczególnie wyjazdy zagranicę i kontakty z innymi organizatorami manifestacji. Czułem się jak agent, jak oprawca, a to przecież ja zostałem pobity.

Następnego dnia Andrij zorientował się, że cały czas ktoś go śledzi. Zapewne był to agent służby bezpieczeństwa. – W końcu udało mi się zapytać go, dlaczego to robi. On odpowiedział tylko, że na takich jak ja, to potrzebny jest Stalin i pistolet przystawiony do głowy. Gdy Ukrainiec wyjechał do Kijowa na kilka dni, tajemniczy mężczyzna przestał go śledzić. Nie oznaczało to jednak końca kłopotów.

Wieczorem do Andrija zadzwonił znajomy. – Drżącym głosem powiedział, że tajne służby chcą mnie aresztować. Groziła mi również deportacja do Rosji – wspomina z przerażeniem Ukrainiec, który urodził się w Rosji. Jego rodzice wyjechali tam na kilka lat do pracy. Stąd też Andrij posiada i rosyjskie obywatelstwo. A to doskonały pretekst, by go deportować. – W Rosji nie mam żadnej rodziny, ani przyjaciół. Jedyne co czeka tam na mnie, to cela w więzieniu. I to na co najmniej kilka lat – z przerażeniem opowiada Ukrainiec.

Tej nocy młodzieniec nie mógł zasnąć. Bez przerwy myślał o tym, co może uczynić w takiej sytuacji. Wczesnym rankiem wyjechał z powrotem do Tarnopola. Jechał do mieszkania w jednym celu – spakować się i uciekać. Do Polski. – Na szczęście miałem jeszcze ważne zaproszenie. Wiem, że tutaj nie grozi mi nic złego. Polska to zupełnie inny świat – opowiada nam Ukrainiec.

Andrij pakował się bardzo szybko, zabierając przede wszystkim dokumenty, telefon, pieniądze i trochę ubrań. „Jedzenie można kupić po drodze” myślał wtedy dwudziestolatek. Przeglądając rzeczy w mieszkaniu, co chwilę nerwowo spoglądał na drzwi. Bezpieka mogła przyjść po niego w każdej chwili. – Gdy usłyszałem pukanie do drzwi, zamarłem ze strachu. Przez chwilę myślałem nawet o tym, by uciekać przez okno – wspomina niespokojnym głosem nasz rozmówca. Okazało się jednak, że to sąsiad. – Powiedziałem mu, że jadę odwiedzić rodzinę w stolicy. Nie pamiętam nawet, po co do mnie przyszedł – mówi nam przejęty Ukrainiec.

Niepokój ogarnął go również przy przejściu granicznym. Odprawa odbyła się jednak bezproblemowo i po przekroczeniu granicy Andrij mógł odetchnąć. To na pewno jeszcze nie koniec jego problemów i zmartwień. Młody Ukrainiec stara się o status uchodźca i planuje pozostać na dłużej w Polsce. Od znajomych wie, że milicja i służby bez przerwy wydzwaniają do jego przyjaciół i pytają: gdzie jest, czym się zajmował, gdzie podróżował, etc.

Bardzo niepokojące informacje dochodzą też z samego Kijowa. Od początku protestów zaginęło ponad 20 osób, głównie studentów. Ich rodziny od kilkunastu dni nie mają z nimi żadnego kontaktu. Demonstranci twierdzą, że podczas pacyfikacji Euromajdanu osoby te zostały zamordowane przez berkut, a ich ciała ukryte w nieznanym miejscu. W centrum Kijowa powstała „choinka krwi”, do której rodzice przypinają zdjęcia zaginionych dzieci.

– Janukowycz to zbrodniarz. Nie chodzi już o to, jaką prowadzi politykę i jak fatalne dla Ukrainy podejmuje decyzje. On siłą próbuje zwalczać spokojnych obywateli – twierdzi Andrij.

Warto tutaj wspomnieć o młodości obecnego prezydenta Ukrainy. Janukowycz dwukrotnie siedział w więzieniu za rozboje i pobicia. Jak widać, nie przeszkodziło mu to w politycznej karierze. Dziś również występuje w roli ciemiężyciela. Tyle tylko, że nie pojedynczych osób, a całego społeczeństwa

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ