Lewicowe organizacje promują się na krzywdzie rumuńskich Romów

romowie.jpg

Za nami druga część procesu o eksmisję, jaki miasto Wrocław wytoczyło rumuńskim Cyganom z koczowiska na ul. Kamieńskiego. Podobnie jak podczas pierwszej rozprawy, dziennikarze i lewicowi działacze powodowali zamieszanie na sali sądowej.

Na rozprawę stawiło się mniej Romów niż poprzednim razem. Frekwencja dopisała za to wśród lewicowych aktywistów, którzy w liczbie przewyższającej pozwanych, stawili się we wrocławskim sądzie okręgowym. Barwny korowód działaczy Nomady czy Krytyki Politycznej żywo reagował na wydarzenia z sali sądowej. Obrońcy praw człowieka swobodnie rozmawiali z Romami, choć według linii obrony, pozwani językiem polskim się nie posługują.

Rolę cyrkowych operatorów odegrali z kolei przedstawiciele mediów, którzy na krok nie odpuszczali przybyłych na rozprawę Romów. Tak jak poprzednim razem, sąd zmuszony był do upomnienia żurnalistów, którzy ograniczali kontakt wzrokowy pomiędzy prowadzącą proces a tłumaczką języka rumuńskiego i pozwanymi.

By uniknąć sytuacji z listopada, kiedy widownia i dziennikarze bez przerwy wchodzili i wychodzili z sali rozpraw, powodując hałas i zamieszanie, sąd nakazał policji, by nie wpuszczała ponownie na salę osób, którzy ją opuścili. Ze zrozumieniem próśb prowadzącej proces publiczność niekiedy miała problem, jak choćby wtedy, gdy na początku rozprawy zarządzono przerwę, a spora część osób mimo to została na sali.

Na sejmowym korytarzu panowała spokojniejsza atmosfera. W przeciwieństwie do rozprawy z listopada, nikt z aktywistów nie nazwał dziennikarki publicznej telewizji „niekompetentną idiotką”. Może to efekt postanowienia sądu, o którym pisałem w poprzednim akapicie.

Niewyjaśnioną kwestią pozostaje także to, co uczynili lewicowi działacze dla mieszkańców koczowiska. Opracowanie raportu o ich problemach i przybycie na rozprawę to chyba dość marne zasługi.

W walce o prawa człowieka niektórzy zapomnieli bowiem, że ludziom należy się również spokój i poszanowanie prywatności. Relacjonowanie procesu nie budzi żadnych zastrzeżeń, ale robienie z tego cyrku urąga zarówno dziennikarzom, społecznym działaczom, jak i rumuńskim Romom.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ