MPWiK Wrocław żąda 1224 zł za udostępnienie informacji publicznej

mpwik.jpg

Ponad 1200 zł za udostępnienie informacji publicznej? Czy prawo, które gwarantuje konstytucja i ustawa, jest ograniczane przez gminną spółkę? Tak niepokojące wnioski nasuwają się po próbach uzyskanie dokumentów od MPWiK we Wrocławiu.

Prawo dostępu do informacji publicznej ma w Polsce każdy obywatel. Wniosek może dotyczyć niemalże wszystkiego, co związane jest z wydawaniem publicznym funduszy. Jest to jak najbardziej zasadne, ponieważ są to nasze pieniądze.

Wszystko wygląda świetnie, ale tylko na „papierze”. Praktyka bowiem pokazuje, że niektóre samorządy czy państwowe instytucje, gotowe są stanąć na głowie, by nie ujawnić pewnych informacji. Stosowane są w tym celu różne zabiegi.

3 stycznia wysłałem wniosek do MPWiK Wrocław, spółki podlegającej prezydentowi Dutkiewiczowi. Prosiłem o udostępnienie informacji związanych z wydatkami spółki na szeroko pojętą promocję (reklamy, artykuły sponsorowane, ogłoszenia, przetargi, etc., które umieszczane były w mediach). Wnioskowałem o udostępnienie mi faktur i rachunków w siedzibie firmy. Początkowo rzecznik prasowy MPWiK odmówił realizacji wniosku, twierdząc, że jest to informacja przetworzona (czyli taka, która jest nowym „jakościowo” dokumentem, wymagającym dodatkowego nakładu pracy). Odwołałem się jednak, ponieważ nie prosiłem o stworzenie dla mnie zestawienia danych, lecz o informacje źródłowe.

Kolejny mail od spółki oznaczał w praktyce, że w tym zakresie została przyznana mi racja. Rzecznik prasowy spółki zgodził się na udostępnienie danych. Okazało się jednak, że realizacja wniosku ma mnie kosztować 1224 zł. (612 stron). W piśmie wskazano numer konta bankowego instytucji, a także prośbę o podanie adresu zamieszkania, w celu wystawienia noty obciążeniowej.

Poprosiłem MPWiK, by wyjaśniono mi, w jaki sposób naliczona została kwota 2 złotych za jedną stronę kserokopii dokumentów (przy rynkowej cenie 6-20 groszy). Rzecznik spółki stwierdził, że poczyniona została tutaj analogia do rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 grudnia 2013 roku w sprawie wysokości opłat kancelaryjnych pobieranych w sprawach sądowo-administracyjnych.

Nie chcąc wnikać w słuszność tej opinii (wątpliwym bowiem jest to, czy wniosek o udostępnienie informacji publicznej, jest sprawą sądowo-administracyjną), poprosiłem o przekazanie mi dokumentów na nośniku pamięci (np. płycie CD), a nie w formie kserokopii. Okazało się bowiem, że w spółce obowiązuje elektroniczny obieg informacji. A mnie nie zależy na uprzykrzaniu życia urzędnikom i nie chciałbym zarzucać ich dodatkową pracą. Na tym samym powinno zależeć też władzom MPWiK. Okazało się jednak, że przeniesienie istotnych dla mnie danych na płytę CD również wiąże się z kosztem 1224 złotych. Jakim cudem? Na tę odpowiedź czekam.

Rozwiązaniem może być napisanie nowego wniosku i poproszenie o wgląd do dokumentów w siedzibie spółki. Tylko co, jeśli okaże się, że abym mógł przeglądać faktury, najpierw muszą one zostać skserowane? A może pojawi się opłata za każdą minutę mojego przebywania w MPWiK? Czy zrobienie zdjęć fakturom też wiązać będzie się z kosztami administracyjnymi? Odpowiedzi na te pytanie zapewne niedługo poznam. Mam głęboką nadzieję, że uda mi się dotrzeć do tych informacji, bez względu na to, jak ciekawe dane tam znajdę.

Sprawę skomentował radny miasta Wrocław Rafał Czepil.

– To bardzo niepokojąca sytuacja. Dochodzi bowiem do łamania praw obywatelskich, które są jednym z filarów demokratycznego państwa – powiedział polityk Prawa i Sprawiedliwości i dodał – Na takie działania miejskich spółek nie może być zgody. Dziennikarze i obywatele mają prawo wglądu do finansów publicznych, na które składają się przecież wszyscy,a żądanie zapłaty za takie dane, jest jawnym ograniczaniem praw wynikających z konstytucji.

Już teraz zastanawia mnie jedno. Dlaczego uzyskiwanie informacji publicznej, które jest przecież moim jak i każdego obywatela Polski prawem, związane jest z takimi utrudnieniami? W jakim celu, spółka miejska robi wszystko, by nie ujawnić dokumentów?

Jeśli bowiem dostęp do informacji publicznej ma kosztować setki złotych (i to przy jednym tylko wniosku) to tak naprawdę ten dostęp jest mocno ograniczony, a prawa wynikające z konstytucji i ustawy zawężone. A to naprawdę bardzo niepokojące zjawisko w demokratycznym państwie.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ