Na Dolnym Śląsku w biedaszybach pracują nawet dzieci

biedaszyby.jpg

Ryzykują życie, aby utrzymać rodzinę, uczą dzieci jak wydobywać węgiel. Państwo nie pomaga. Perspektyw na polepszenie sytuacji nie widać.

Maciek ma 11 lat. Mieszka w gminie Nowa Ruda, gdzie według wójta bezrobocie sięga 38%. Chłopcu brakuje siły, aby posługiwać się kilofem. Łopatą radzi sobie całkiem nieźle. W dni wolne od zajęć szkolnych pomaga tacie w wydobywaniu węgla kamiennego z biedaszybów.

 

„Kiedy zabraknie taty, to ja będę musiał zająć się rodziną – wyjaśnia Maciek, który ma jeszcze młodsze rodzeństwo”

Wydobywanie węgla z biedaszybów na terenie powiatu kłodzkiego wygląda nieco inaczej niż w Wałbrzychu, który z tym problemem walczy od lat.

 

„Nie trzeba schodzić kilkadziesiąt metrów pod ziemię, a pokłady węgla często wychodzą na jej powierzchnię, dlatego zabieram syna w mniej niebezpieczne miejsca. Znam przynajmniej kilkanaście osób, które również dorabiają w ten sposób. Najczęściej pracujemy w kilkuosobowych grupkach – wyjaśnia pan Mieczysław, ojciec Maćka”.

W lesie i przy drogach łatwo natknąć się na charakterystyczne dziury, które pozostawiają po sobie nielegalni górnicy. Wydobywanie węgla uzależnione jest od pory roku, bo jak twierdzi pan Mieczysław latem i jesienią łatwo trafić na turystów i grzybiarzy.

 

„W tych porach roku praca zaczyna się o zmierzchu, a kończy o świcie. Kiedy usłyszymy szmery, zwykle zostawiamy narzędzia pracy i uciekamy. Wiemy, że straż leśna czuwa. Czy jest niebezpiecznie? Kto się boi, ten nie idzie. Ale zwykle, kiedy ludziom zabiera się ich podstawowe prawa, wtedy przestają rozmyślać i zaczynają działać – wyjaśnia mężczyzna”.

Ceny węgla z biedaszybów to ok. 550 złotych za tonę przesianego i od 350 do 400 złotych za tonę niesortowanego. Wójt gminy Nowa Ruda przyznaje, że docierają do niego sygnały o sporadycznych przypadkach wydobywania węgla z terenu Lasów Państwowych – w szczególności w okolicach Ludwikowic Kłodzkich.

Chcę pracować, ale nie mam gdzie

Pan Mieczysław pracował wcześniej w dwóch firmach przewozowych. W obu nie wypłacono mu zarobionych pieniędzy:

 

„Umowa o pracę w tych czasach? Jakakolwiek umowa, to już coś. Moja żona była na stażu z Urzędu Pracy. Za kilkaset złotych miesięcznie, bez taryfy ulgowej, jak na pełnym etacie – mówi. I dodaje: Pracodawca żony od razu powiedział, że nie ma szans na zatrudnienie, bo woli wnioskować o kolejnego stażystę”.

Pan Mieczysław deklaruje, że gdyby tylko znalazła się dla niego normalna praca, to od razu zrezygnowałby z wydobywania węgla, ponieważ nie jest to szczególnie dochodowy interes. Węgiel sprzedaje się „po znajomości”, a za niedyskrecję grozi surowa kara. Według oficera prasowego Komendy Powiatowej Policji w Kłodzku, takie działanie traktowane jest jako kradzież, za którą grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.

 

„Gdyby męża zatrzymała policja, nie wiem, skąd wzięłabym pieniądze na jedzenie dla dzieci. Zasiłek nie wystarcza na nic, ale wiem, że w podobnej sytuacji jest tutaj dużo rodzin – wyjaśnia mama jedenastoletniego Maćka”.

Lokalne władze poinformowały o możliwości uruchomienia kopalni węgla koksującego w okolicach Nowej Rudy. Pojawił się australijski inwestor, a odwierty potrwają przez kilka miesięcy. Według pana Mieczysława, potrwają, ale tylko do wyborów.

 

„Co jakiś czas robi się głośno o ponownym uruchomieniu kopalni. Przestałem w to wierzyć – mówi”.

Stopa bezrobocia w powiecie kłodzkim jest jedną z najwyższych w Polsce. Oprócz likwidacji szkół, zwolnień grupowych w Specjalistycznym Centrum Medycznym, rozwiązaniu Sudeckiego Oddziału Straży Granicznej oraz wyprzedaży majątku PKS, o przetrwanie walczą również kupcy. Ta grupa sprzeciwia się polityce lokalnych władz zabiegających o kolejne markety i sklepy wielkopowierzchniowe.

Według starosty kłodzkiego Macieja Awiżenia: „Problem biedaszybów nie leży w kompetencji władz powiatowych.”.

 

„Nie ma perspektyw. Każdy musi walczyć o przetrwanie – tak sprawy w powiecie kłodzkim komentuje pan Mieczysław”.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ