Si vis pacem, para bellum

Krzysztof Grzelczyk.jpg

Imperialny charakter putinowskiej Rosji w polskich środowiskach patriotycznych nie budził wątpliwości. Jedynie zwolennicy „ciepłej wody w kranie” przekonywali, że obecna Rosja to kraj miłujący pokój, swoich sąsiadów, a Polskę to już w szczególności, Polskę pod rządami Tuska oczywiście. Teraz ci sami politycy, premier Tusk i prezydent Komorowski, mówią o rosyjskiej agresji i bezpośrednim zagrożeniu dla Polski.

Niespełna sześć lat temu szydzili z prezydenta Lecha Kaczyńskiego organizującego pomoc dla zagrożonej utratą niepodległości Gruzji. Dzisiaj, wprawdzie z dużym opóźnieniem, ale jednak czują właściwą wagę wydarzeń i poznają prawdziwe oblicze naszego wielkiego sąsiada.

Kryzys na Ukrainie, a zwłaszcza ostatnie wydarzenia na Krymie, z całą mocą pokazują słabość Zachodu i znaną Polakom od lat niechęć do wywiązywania się z przyjętych zobowiązań. Ukraina gwarancje bezpieczeństwa otrzymała od Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii w momencie rezygnacji z broni jądrowej, co potwierdziło memorandum budapeszteńskie z 1994 roku. Wydaje się oczywiste, że właśnie te dwa najsilniejsze państwa Zachodu powinny podjąć wszelkie działania do zachowania integralności terytorialnej Ukrainy. USA jak zwykle straszą sankcjami wizowymi, a brytyjski minister dopiero dzisiaj wybiera się do Kijowa. Zresztą inni ministrowie europejscy też nie mieli czasu w weekend, bo był… weekend.

Polska oczywiście jest gotowa udzielić swojemu wschodniemu sąsiadowi pomocy. W tej kwestii cała polska scena polityczna jest zgodna. Obawiam się jednak, że poza pohukiwaniem polityków niewiele konkretnego zdziałamy. Przede wszystkim dlatego, że wsparcie ze strony naszych sojuszników jest znikome. Oby nie było tak, że amerykańscy i unijni dygnitarze będą poklepywać naszych po plecach i chwalić za dyplomatyczne inicjatywy oraz chęć działania, ale zostawią nas samych w konfrontacji z Rosją.

Skoro zagrożenie również dla Polski jest realne, a o tym mówi wprost szef BBN gen. Koziej, to należy podjąć takie działania, które dadzą Polsce realne szanse obrony. Słuszność takiego toku rozumowania potwierdza np. postawa Turcji. Kiedy my szliśmy z Amerykanami do Iraku, to zrobiliśmy to właśnie za przysłowiowe poklepanie po plecach. Turcja tylko udostępnienie swoich lotnisk na potrzeby inwazji przeliczyła na dolary i były to miliardy dolarów. Polska, jako państwo frontowe NATO w ewentualnym konflikcie z Rosją, powinna zażądać bardzo konkretnego wsparcia wzmacniającego możliwości obronne naszych sił zbrojnych. Nie jestem ekspertem wojskowym, ale obserwując dyskusje na ten temat z ostatnich lat, można taką listę potrzeb sformułować.

Zawsze jako pilną wskazywano konieczność budowy skutecznej obrony przeciwrakietowej. W tym względzie liczyliśmy na amerykański system rakiet PATRIOT. Do tej pory takie zestawy przyjeżdżają do nas w celach szkoleniowych, czasowo i nieuzbrojone. Czas najwyższy domagać się dyslokacji na terytorium RP uzbrojonych zestawów i oczywiście na stałe, jako element naszego systemu obronnego. Do tego nasze lotnictwo bojowe powinno również osiągnąć odpowiedni standard uzbrojenia. W broni pancernej za szczyt nowoczesności uchodzą złomowane w Niemczech leopardy 2A4, których konstrukcja sięga lat 70. ubiegłego wieku. W ostatnich latach przestała praktycznie istnieć marynarka wojenna. Obecnie korzystamy z okrętów pamiętających Układ Warszawski oraz kilku produkcji zachodniej, ale równie starych i nienowoczesnych.

Potrzeby polskiej armii są ogromne, ale biorąc pod uwagę, że bezpośrednio graniczymy z Rosją (enklawa królewiecka) oraz z Białorusią, gdzie w Baranowiczach, 150 km od polskiej granicy znajduje się baza rosyjskiego lotnictwa bojowego, muszą być spełnione. Wyjątkowe napięcie w stosunkach międzynarodowych w związku z kryzysem ukraińskim daje szansę na to, że sojusznicy Polski pomoc udzieloną nam uznają za działanie również we własnym najlepiej pojętym interesie. Polska ze swej strony powinna wrócić do wcześniej sprawdzonej formuły funkcjonowania naszych sił zbrojnych, a mianowicie przywrócenia powszechnej służby wojskowej. Obecnie istniejąca armia zawodowa, wsparta wojskiem z poboru, przeszkolonymi wieloma rocznikami żołnierzy, da nam znacznie większe możliwości obrony naszego państwa.

Krzysztof Brzelczyk

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ