Ukraina walczy nie tyle o dobre relacje z Zachodem, ale o swoją wolność i niepodległość

ukraina 3.jpg

Ukrainka Tatiana Olyanyuk skorzystała z okazji i wyjechała do Polski, by zdobyć wyższe wykształcenie. Udało się, ale na razie nie myśli o powrocie do ojczyzny. Chce pracować i zdobywać kolejne doświadczenia oraz wiedzę za granicą.

Tatiana ma 22 lata, skończyła 5-letnie studia magisterskie na kierunku zarządzanie na Wydziale Ekonomii, Zarządzania i Turystyki w Jeleniej Górze; obecnie mieszka i pracuje we Wrocławiu, pochodzi z centralnej części Ukrainy, z Winnicy (miasto 260 km na zachód od Kijowa).

Jak twierdzi w rozmowie z naszym portalem, bardzo solidaryzuje się z protestującymi rodakami. Ona także pragnie prawdziwie demokratycznej, sprawiedliwej Ukrainy. Czy jednak wyjazdem do Polski nie zaprzecza swoim pragnieniom? Jak odnajduje się w tym burzliwym czasie dla swojej ojczyzny, będąc za jej granicami? Szczególnie, że pochodzi z domu, w którym ojciec jest Ukraińcem, matka zaś Rosjanką…

Maciej Rajfur: Dlaczego przyjechałaś na Zachód i akurat do Polski? Na Ukrainie nie można zdobyć dobrego wykształcenia?

Tatiana Olyanyuk: Myślę, że można, ale akurat miałam taką okazję, żeby studiować w Polsce. Znajomi, którzy wcześniej tutaj zaczęli studia, polecali mi wasz kraj. Pomyślałam, że to może być coś nowego, ekscytującego w moim życiu. Zaczęłam szukać w internecie możliwości przyjazdu tutaj i znalazłam program pt. „Teraz Wrocław”. Oferował on studia w Polsce dla wschodnich sąsiadów – Ukraińców, Białorusinów itd. Co najistotniejsze, przede wszystkim był bezpłatny (np. bezpłatny akademik, wycieczki krajoznawcze), a to dla mnie wielki plus, bo nie pochodzę z bogatej rodziny. Jeśli chodzi o wykształcenie na Ukrainie, młodzi ludzie mają możliwości, żeby skończyć dobre studia. Niestety, miejsc na renomowanych, państwowych, a co za tym idzie, niepłatnych uczelniach jest jak na lekarstwo. Chętnych wielu, a przyjmują np. 20 osób każdego roku. Dlatego szanse nie są zbyt duże. U nas kwitnie za to rynek uczelni prywatnych, za które trzeba słono zapłacić. A ludzi, których stać na to, żeby posłać tam swoje dzieci, nie brakuje.

Czyli sugerujesz, że młodym Ukraińcom łatwiej rozpocząć studia w Polsce niż na Ukrainie?

Tatiana Olyanyuk: W jakimś sensie tak, chociaż nie potrafię zrozumieć waszej rozbudowanej biurokracji. Ciągłe dostarczanie coraz to dziwniejszych dokumentów, dosyłanie różnych papierów, które służą za dowody, potwierdzenia. To mnie naprawdę zaskoczyło. Natomiast dla nas, młodych Ukraińców studia w Polsce to prestiż. Zauważa się już silną tendencję wzrostową – coraz więcej młodych Ukraińców wyjeżdża, by kształcić się w Polsce. Wydaje mi się, że my tak postrzegamy życie w waszym kraju, jak wy patrzycie na życie w Niemczech, czy Anglii. Jest to coś lepszego, elitarnego, coś na wyższym poziomie.

Twoja mama jest Rosjanką, a tata Ukraińcem – w świetle ostatnich wydarzeń polityczno-społecznych, które mają miejsce na Ukrainie – pojawił się jakiś spór w waszej rodzinie?

Tatiana Olyanyuk: Na pewno nie ma jakichś wielkich kłótni i nie tworzą się podziały, które mogą wpływać na życie rodzinne, na trwałość naszych relacji. Moja mama obstaje czasem za polityką prorosyjską. Może dlatego, że lepiej potrafi ją zrozumieć jako Rosjanka. Ojciec chce, aby Ukraina zbliżała się do Europy, do Unii Europejskiej. Nie ma jednak otwartego sporu między nimi, ponieważ nie są zapatrzeni ślepo w swoje poglądy. Mama również przychylnie patrzy na europejski kierunek Ukrainy. To nie jest tak, że potępia każde ocieplenie stosunków z Europą, ale stara się szukać plusów i minusów w obu opcjach, patrzeć zawsze z dwóch stron, słuchać informacji z różnych źródeł. Tatę nazwałabym bardziej ukraińskim patriotą. Natomiast, jeśli dochodzi do wymiany zdań między rodzicami na tematy polityczne, to tylko na zasadzie mniej lub bardziej żywiołowej dyskusji – nigdy kłótni.

Ukraiński patriota jest bardziej za Rosją czy Europą?

Tatiana Olyanyuk: Zdecydowanie to człowiek proeuropejski. Ktoś, kto pragnie podstawowych wolności, uczciwej demokracji. Na Ukrainie uważa się, że Rosja nas trochę „ciśnie”. Chce za bardzo u nas rządzić, o zbyt wielu rzeczach decydować. Gdzieś w mentalności ludności ukraińskiej, bo europejskiej tym bardziej, istnieje wrażenie, że wciąż realnie należymy do Rosji. Niby państwo niepodległe, ale… Niestety, np. gospodarczo jesteśmy w mniejszy lub większy sposób od niej zależni. Zaś to przekłada się potem na politykę czyli władzę.

Czy gdybyś mieszkała wciąż na Ukrainie, w Kijowie, wzięłabyś udział w Marszu Miliona na Majdanie Niepodległości?

Tatiana Olyanyuk: Zdecydowanie tak. Z mojej perspektywy młodego człowieka warto walczyć o dobre relacje Ukrainy z Unią Europejską. Mieszkam teraz u was, czyli w UE i te podstawowe warunki do życia są zdecydowanie lepsze niż w moim kraju. Żyje mi się po prostu wygodniej oraz łatwiej. Wiem natomiast, że nie jest to takie proste. Moi protestujący rodacy przyszli na Majdan z wielu polityczno-społecznych powodów. Sytuacja bowiem jest skomplikowana i niełatwo to wszystko wyjaśnić jednym zdaniem. Dla mnie ważne jest, żeby się rozwijać w warunkach demokracji, wolności wyboru własnego kierunku w życiu. Dla młodego Ukraińca Europa daje szansę. Nie tylko, by wyjechać, tam mieszkać i funkcjonować. Europa stwarza szansę na rozwój Ukrainy. Po pierwsze, buduje nadzieję na sprawiedliwe traktowanie człowieka, jako obywatela i po drugie, daje możliwość lepszego, dostatniejszego życia.

* Wspierasz opozycję i zgromadzonych na Euromajdanie w Kijowie protestujących rodaków?

Tatiana Olyanyuk: W tej całej sprawie nie chodzi już tylko o integrację europejską, ale o zjednoczenie się ukraińskiego społeczeństwa przeciwko władzy. Ludzie mają w końcu odwagę, żeby się postawić, sprzeciwić tym wszystkim nadużyciom. Ukraina otwarcie mówi, że nie chce obecnego prezydenta, nie popiera takiego rządu. Opozycja się zjednoczyła, bo zjednoczył ich wspólny wróg i wspólny cel – obalenie obecnej ekipy rządzącej. Nie ma tego monolitu opinii, jeśli mówimy o stosunku do Unii Europejskiej. Na ten temat kraj jest mocno podzielony. Warto więc zwrócić uwagę na to, że Ukraina walczy teraz nie tyle o dobre relacje z Unią, Zachodem itd., tylko walczy o swoją wolność i niepodległość – taką realną, nie iluzoryczną.

Jak bardzo wychowanie rodziców wpłynęło na twoje poglądy polityczne?

Tatiana Olyanyuk: Przede wszystkim rodzice nigdy nie mówili do mnie: „musisz zawsze być nastawiona na tę stronę”. Nie wpajali mi na siłę swoich poglądów. Polityka nie jest najważniejsza w mojej rodzinie. Moje poglądy ukształtowały się na podstawie moich obserwacji, przeżyć, także edukacji. Rodzice dawali mi swobodę myślową i wolą raczej, żebym do czegoś sama doszła, o czymś sama się przekonała, niż ślepo wierzyła w coś, o czym nie mam pojęcia, a wierzyła tylko dlatego, że oni tak powiedzą.

Jak twoi rodzice podchodzą do tej burzliwej sytuacji politycznej? Poruszacie ten temat?

Tatiana Olyanyuk: Jak najbardziej! Praktycznie w każdej rozmowie padło kilka zdań o protestujących w Kijowie. Dyskutujemy o tym, co się dzieje w kraju. Więcej rozmawiam z ojcem, ponieważ on często jeździ służbowo do Kijowa i przy okazji dowiaduje się na bieżąco, jak sytuacja się zmienia. Można powiedzieć, że dzięki temu mam informacje z pierwszej ręki. To mnie interesuje, bo masa ludzi rzuciła pracę i pojechała protestować, żeby coś się w naszym kraju zmieniło. Uważam, że jestem im dłużna choćby to moje zainteresowanie, moją uwagę. Tym bardziej, jeśli mam ojca, który w jakiś sposób się angażuje.

Mówicie w domu po ukraińsku, ale także po rosyjsku – czy to już nie świadczy o tej większej lub mniejszej zależności od Rosji? Że zaczyna się gdzieś tam na dole, w ukraińskim rodzinach, już w na poziomie samego języka.

Tatiana Olyanyuk: W mojej rodzinie to wynika z tego, że mama jest Rosjanką. Jeśli dwoje rodziców pochodzi z Ukrainy, wtedy w domu mówi się raczej po ukraińsku. W urzędach, szkołach także rozmawia się w języku ukraińskim.

Mimo to wszędzie można bez problemu dogadać się po rosyjsku. Czy taki stan nie powoduje tego początku zależności Ukrainy od Rosji, o której mówiłaś wcześniej?

Tatiana Olyanyuk: Ja nigdy tak tego nie postrzegałam, ponieważ u mnie czymś naturalnym jest swobodne „przełączanie się” z ukraińskiego na rosyjski i odwrotnie. Osobiście nie dorabiam do tego ideologii. Taka sytuacja to skutek mieszania się rodzin w Związku Radzieckim. Dzisiaj mamy bardzo dużo małżeństw mieszanych, więc porozumiewanie się w dwóch językach w domu to rzecz naturalna. Choć w moim kraju da się zauważyć różnicę w ich traktowaniu. To ma oczywiście podłoże polityczne. W zachodniej części zagadywanie po rosyjsku jest niemile widziane, szczególnie, gdy robi tak Ukrainiec. W centralnej, u mnie, nie ma problemu już z używaniem rosyjskiego, zaś na wschodzie zdecydowanie częściej na ulicach słyszy się rosyjski i to jest tam uważane wręcz za naturalne.

Naród powinien mieć jasno określony jeden język ojczysty. To silny czynnik, który jednoczy społeczeństwo, zespala obywateli.

Tatiana Olyanyuk: Zgadza się, dlatego uważam, że bezwzględnie Ukraina ma swój autonomiczny język, który powinien być używany w miejscach publicznych, placówkach edukacyjnych, kulturalnych itp. Kilka lat temu postulowano, aby wprowadzić dwa języki urzędowe – społeczeństwo się nie zgodziło i dobrze. Język ojczysty ma się jeden i musi być żywy, żeby przetrwał. Spotkałam się już z wieloma obcokrajowcami, którzy błędnie myślą, i jeszcze propagują takie myślenie, że ukraiński to tak jak rosyjski, tylko ma parę dodatków i różni się zaledwie w wymowie. Coś jak dialekty w Niemczech. Nic podobnego! To osobny, inny język! Owszem są podobieństwa, ale tylko podobieństwa, tak jak w języku słowackim do polskiego.

Być może to postrzeganie przez ludzi z zewnątrz bierze się właśnie z tej sytuacji używania obu języków w waszym kraju. Ukraina stanęła na konkretnym rozstaju dróg politycznych – albo Unia Europejska albo Rosja. Która droga jest bardziej prawdopodobna?

Tatiana Olyanyuk: Jeśli obecna władza się nie zmieni lub inaczej: jeśli nie uda się zmienić obecnego rządu, to przynajmniej przez najbliższe kilka czy kilkanaście lat będziemy bliżej Rosji. Chyba istnieje zbyt wiele zależności, powiązań, które mają już tak silne korzenie, że trzeba wielkiego zrywu, odrobiny szczęścia oraz wsparcia z zewnątrz, żeby realnie oderwać się od państwa rosyjskiego.

Nie sądzisz, że powinnaś być teraz w swojej ojczyźnie i wspierać ją? Wyjeżdżając, w jakiś sposób uciekasz…

Tatiana Olyanyuk: Kij ma zawsze dwa końce. Myślę, że można na moją decyzję o wyjeździe spojrzeć zupełnie inaczej. Wyjechałam, jak wielu moich rodaków, żeby zdobyć wykształcenie na wysokim poziomie. Być może kiedyś wrócę do kraju, żeby właśnie stanowić o jego sile. Ukrainie przydadzą się ludzie o szerokich horyzontach, świadomi tego, co się dzieje za jej granicami, mający styczność z innymi narodami, kulturami, systemami politycznymi. To może zaowocować w przyszłości, w której wielu rodaków pewnie będzie wracać na Ukrainę. Korzyści takich wyjazdów mogą okazać się bezcenne, ale dopiero za kilkanaście lat. I jeszcze jedna sprawa – ludzie opuszczają swój kraj za chlebem. Muszą jakoś żyć, jeść, karmić swoje dzieci. Jeżeli mają okazję przeżyć za granicą – nawet największa miłość do ojczyzny ich nie zatrzyma, bo wygra miłość do rodziny, instynkt przeżycia.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ