Zmasowany atak „GO GO” na wrocławskim Rynku. Stolica kultury czy stolica burdeli?

Go Go.jpg

W poprzedni weekend mieliśmy fantastyczną wiosenną pogodę, w sam raz na wieczorny spacer po wrocławskim Rynku. Wszystko byłoby dobrze, z wyjątkiem tego, że czułem się trochę jak na polowaniu. No i to nie ja polowałem, ale byłem zwierzyną.

Wybraliśmy się z kolegą na piwo i spacer po Rynku, pogadać o przysłowiowych pierdołach. Ledwie weszliśmy na nasz piękny Rynek, a już zostaliśmy zaatakowania przez panie akwizytorki sprzedające… no właśnie co sprzedające? Podobno fajną zabawę, polegającą na oglądaniu tańczącej nagiej kobiety na rurce. Jak dla nas kawalerów spoko, czemu nie, fajna oferta. Dostaliśmy po ulotce i zaproszenie do zabawy z „mrugnięciem oka”.

Idziemy dalej, a tam już dosłownie za chwilę podchodzi kolejna pani z parasolką i proponuje nam w sumie to samo tylko w innej lokalizacji. Znowu podziękowaliśmy za zaproszenie, wzięliśmy ulotki i poszliśmy dalej.

Kolega raczył zauważyć.

„Dobrze, że nie jest tak jak w Krakowie, tam co siedem metrów jesteś atakowany takimi ofertami”.

Zacząłem liczyć kroki i kiedy doszedłem do jedenastu, zostałem nagabnięty przez kolejną panią, która wręczyła nam ulotki z zaproszeniem do pubu oferującego taniec na rurze i „dobrą zabawę”. Już troszkę poirytowani zaczęliśmy ją wypytywać o co chodzi z tymi pubami GO GO, dlaczego nas tak ostro atakują co parę kroków. Zaczęliśmy się martwić, że wyglądamy jak jacyś dewianci. Ale pani nam wyjaśnia, że na Rynku jest już pięć takich instytucji i każda chce zarobić, dlatego jest taka walka o klienta. Zapytaliśmy więc, co jest w ofercie tych pubów. Pani akwizytorka omówiła nam cały wachlarz usług, od piwa po taniec tancerki na kolanach lub gdzie tam kto lubi. Warunkiem jest zakup drinka dla tancerki w cenie osiemdziesiąt złotych. Przez chwilę zaczęliśmy się zastanawiać, czy może warto, ale szkoda nam było w sumie z wejściówką całej stówy za jakiś taniec, choćby to był „taniec rozbieraniec”.

Zrobiliśmy jeszcze ze dwie rundy po rynku. Chyba zaczepiły nas wszystkie możliwe panie z klubów GO GO, czego dowodem jest załączone zdjęcie. To ulotki, otrzymane podczas jednego krótkiego spaceru.

Dwa dni później byłem z kolei świadkiem innej sytuacji. Akwizytorka zaczepiła samotnego pana, namawiając go do wstąpienia do „jaskini rozkoszy”. Nagle pojawiła się prawdopodobnie żona wraz z dziećmi. Małżonka wyraziła swoją opinię na temat zaczepiania wolnych panów mówiąc, że nie wiadomo czy nie są czyimiś ojcami i mężami.

Na sam koniec dziewczynka zapytała mamusię:

Mamo co ta pani chciała sprzedać tatusiowi?

Odpowiedzi już nie usłyszałem. Ciekawe co odpowiedzieli rodzice?!

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ