Michał Marusik: Parlament Europejski jest dla polityków jak Koloseum. Liberałowie toczą permanentną walkę o własne korzyści

**Europosłowi zdecydowanie nie podoba się, dokąd zmierza liberalna Europa. Uważa, że cywilizacja europejska umiera, bo jego koledzy z Brukseli są skrajnymi oportunistami bez zasad moralnych. Nie pomaga także postępująca islamizacja Starego Kontynentu.**

Michał Marusik od 40 lat zajmuje się analizą i komentowaniem zjawisk społecznych. Od 2014 roku już nie tylko przygląda się im z boku, ale sam jest ich częścią. Ponad rok temu dołączył do Parlamentu Europejskiego, został wrzucony do głównego, błotnistego nurtu – tak sam określa świat europejskiej polityki demokratycznej.

>-Miałem złe zdanie o funkcjonowaniu instytucji demokratycznych w Europie. Po przyjeździe do Brukseli musiałem zmienić zdanie. Myliłem się. Jest znacznie gorzej, niż myślałem. Jest źle – twierdzi europoseł z ramienia Kongresu Nowej Prawicy.

Niegdysiejszy współpracownik Korwin-Mikkego mówi, że w Brukseli mu się nie podoba, bo widzi tam załamującą się od środka europejską demokrację. Za jej główny problem wskazuje semantyczny miszmasz:

>-Każdy inaczej rozumie podstawowe pojęcia, jak liberalizm czy demokracja. Trzeba używać pojęć tak samo rozumianych przez odbiorcę i nadawcę. Komunikacja jest kluczowa.

I choć Marusik nie jest zwolennikiem liberalizmu, to przyznaje, że istnieje taka definicja tego terminu, której potępiać nie trzeba, która ma pozytywne cechy. Jego zdaniem problem tkwi w tym, że w politycy często dyskutują o ideach, doktrynach, którymi w praktyce wcale się nie kierują. Kierują się natomiast oportunizmem, dążeniem do osiągnięcia własnej korzyści. O co walczą? Każdy o co innego, przekonywał poseł na konferencji „Quo vadis, Europo” we Wrocławiu: o interesy, idee, wyobrażenia, sławę, pozycję społeczną.

>-Uczestnicy życia politycznego zachowują się, jak gdyby permanentnie byli na arenie walki. Jak w Koloseum – porównał.

Polityk próbował wyprowadzić z błędu słuchaczy, którzy może myśleli, że polityka przebiega według jasno napisanego scenariusza. Tymczasem, zgodnie z obserwacjami Marusika, członkowie PE jedno myślą, drugie mówią, trzecie robią, a czwarte im wychodzi. A kto wygrywa w brukselskim Koloseum? Oczywiście najsilniejsi:

>-To paradygmat siły narzuca ogólny kierunek politycznych zmian. Nie ten zwycięża, kto ma rację, a ten, który ma siłę i umie jej używać. Tacy decydują o życiu i śmierci – o armii, policji, finansach, mediach. Instrumentów siły jest zbyt wiele.

Według wiceprzewodniczącego frakcji Europa Narodów i Wolności, niektórzy jego współpracownicy ze stolicy Belgii zachowują się tak, jakby poza doczesnością nic nie istniało. Europoseł uważa, że walczą tylko o to, co przynosi im przyjemność z konsumpcji. Porównał nawet polityków do stada hien, która zachowuje się niegodziwie, ponieważ odsuwa na bok jakiekolwiek moralne wartości, etykę i transcendencję.

>-Liczą się zaszczyty i apanaże. A liberalizm powinien być umiejętnym wykorzystywaniem wolnej woli. To umiejętność kontrolowania swoich zachowań, bo libero znaczy przecież wyzwolić.

Na koniec przedstawiciel Polski w PE dodał, że zmiany polityczne w Europie to wypadkowa kompletnego chaosu. Zaproponował też rozwiązane. Szansę na „zwycięstwo dobra” upatruje w rozwiązaniu instytucjonalnego systemu władzy publicznej i przekazaniu jej większych kompetencji prawa.

Podtytułem konferencji było zdanie: Liberalna Europa w obliczu inwazji. Marusik odniósł się zatem do problemu islamizacji, z którym zmaga się wiele narodów Starego Kontynentu:

>-W Europie są wysepki nieznanej i wrogiej cywilizacji, dysponującą gigantyczną siłą i wiarą w sprawy, o które walczy. Determinacja islamistów sprawia, że oni są w stanie narzucać Europie swoją wolę, są w stanie zabijać, a nawet ginąć za swoje przekonania. Żywią się umierającą cywilizacją europejską.

Na koniec były jeszcze życzenia złożone przez europosła na ręce całej Europy: współczesnej Joanny d’Arc i Jana III Sobieskiego. Polityk przyznał, że nie chce wracać do Brukseli. Ale musi.   

ZOSTAW ODPOWIEDŹ