Skandal na scenie

wolniak1.jpg

**W programie telewizyjnym „Hala odlotów” w TVP Kultura reżyser Ewelina Marciniak ujawnia, co działo się na scenie przedstawienia „Śmierć i dziewczyna” (26.11.15 – godz. 20.20).**

Kultura szeroko pojęta ma różnych odbiorców. Każdy ma różne gusta i upodobania. Czy nam się podoba czy nie, możemy oglądać w teatrze zarówno klasykę, jak i sztuki awangardowe. I jedne, i drugie mają swoich miłośników, trzeba to uszanować i nie przeszkadzać artystom w ich pracy. Zdarza się jednak od czasu do czasu, że niektórzy twórcy próbują na scenie zaskoczyć czymś, co wielu widzów nie jest w stanie zaakceptować.

Pojawienie się nagiej aktorki w sztuce Tadeusza Różewicza budziło kiedyś ogromne emocje. Jeszcze większe budziło przedstawienie, podczas którego aktorzy nie tylko sami zrzucali odzież, ale próbowali rozbierać też publiczność. W polskich teatrach rozbieranie aktorek stał się powszechne. Nowością jest nagość mężczyzn. Wiele osób nie akceptuje takich scen, zwłaszcza kiedy pojawiają się w sztukach klasycznych, bez większego uzasadnienia. Do tego jeszcze dochodzi wprowadzenie do teatru wulgarnego języka. Wszystko w imię wolnej, niczym nieograniczonej sztuki.

Pomysłowość twórców nie zna granic, tyle że czasami idzie całkowicie na manowce. Oto sławą zapragnął się okryć dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu Krzysztof Mieszkowski, świeżo upieczony poseł, dając zgodę młodej reżyserce Ewelinie Marciniak na to, by sprowadziła do Melpomeny aktorów porno, z Czech, bo z Polski podobno nie chcieli. Mieli oni na scenie odbyć, a nie zagrać, to trzeba powiedzieć wyraźnie, stosunek seksualny.

Ta zapowiedź zbulwersowała wielu ludzi. Protestowały środowiska katolickie, narodowe, oburzyli się nawet, tak do tej pory spolegliwi radni Platformy Obywatelskiej z Sejmiku Wojewódzkiego, który odpowiada za ten teatr. W specjalnym oświadczeniu ten skandaliczny spektakl potępiła też Archidiecezja Wrocławska, pisząc m.in.: „Nie można promowania tego rodzaju postaw uzasadniać prawem do wolności sztuki. Żadna wolność nie jest absolutna. Napotyka bowiem granicę m.in. w postaci obowiązku poszanowania godności osoby ludzkiej”. Najbardziej zaś liberalnym mediom naraził się prof. Piotr Gliński, obecnie wicepremier i minister kultury. Występując do Marszałka o wstrzymanie przedstawienia, został przez red. Lewicką rozjechany jak walec. Chociaż Profesor bronił się mocno, telewizyjna gwiazda nie dała mu dojść do głosu w zasadniczych kwestiach. Prezes ją zawiesił, Komisja Etyki odwiesiła, a na ministra dalej sypią się zarzuty, jak to chciał rzekomo kaganiec na sztukę założyć.

W dniu premiery, 21 listopada, przed Teatrem Polskim we Wrocławiu oprócz uczestników zgłoszonego protestu (Krucjaty Różańcowej i Akcji Katolickiej), pojawili się też i inni ludzie, którzy postanowili zablokować wejście dla publiczności. Doszło do przepychanek z policją. Kilkanaście osób siłą usunięto, a inni protestujący w tym czasie przez 2,5 godziny odmawiali różaniec.

Widzowie przedstawienia nie odnieśli wrażenia, aby na scenie doszło do gorszących scen. Były wprawdzie sceny seksu, ale pokazane w świetle stroboskopowym i ci, z którymi rozmawiałem byli przekonani, że ta cała wrzawa o nic, a to wszystko to jedynie zręczny chwyt marketingowy.

25 listopada zostałem zaproszony do nagrania programu w TVP Kultura pt. „Hala odlotów”. Miał tam być dyr. Mieszkowski. Niestety nie przyjechał, chociaż jest usprawiedliwiony, bo w tym czasie odbywało się posiedzenie sejmu. Była za to reżyser Ewelina Marciniak wraz z aktorką Małgorzatą Gorol. No i tu kolejna odsłona tego teatru w teatrze. Podczas programu pani Marciniak bez żenady opowiedziała, że jednak seks na żywo był. Najpierw podczas próby, co widzieli wszyscy aktorzy, a później podczas przedstawienia. Ostatecznie po to ci aktorzy porno zostali zaproszeni.

Ciekawy jestem jak tę wiadomość przyjmą teraz widzowie tego teatru zarzekający się, że tam nic zdrożnego na scenie się nie działo. Chyba, że przyjmiemy, że ze strony pani Marciniak to kolejny promocyjny chwyt. Ja jednak pani reżyser wierzę. W ogóle, może jestem łatwowierny, ale zazwyczaj ludziom wierzę, jeśli jeszcze mówią to publicznie.

Pytałem reżyserkę czy pragnie przejść do historii teatru jako kolejna skandalistka, bo przecież wybitna sztuka obroni się sama i nie potrzebuje wątpliwej reklamy. Nie przekonały mnie argumenty o tym, że to właśnie jest przeciw pornografii. Sztuka, a zwłaszcza teatr nie musi być dosłowny. To materia, gdzie ważne są symbole, subtelność i umowność.

Osobiście nie godzę się na to, by za publiczne pieniądze dokonywano takich eksperymentów, takich prowokacji, i mówiąc wprost, takich poniżających godność człowieka scen na deskach publicznego teatru.

Jeśli tak się dzieje jak mówi reżyser przedstawienia, to sadzę że ten teatr stanie się synonimem upadku etycznego, i wszystko co tam było dobre zostanie przez tę sztukę naznaczoną piętnem porno zaprzepaszczone. Szkoda.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ