„Nie mam przekonania, że leci z nami pilot. Tusk umiał przynajmniej uspakajać załogę i pasażerów. Teraz nie ma już nawet tego…”

Jarosław Obremski.jpg

W polityce.pl: W okręgu numer 8 we Wrocławiu jest Pan senator jedynym konkurentem Józefa Piniora. On reprezentuje Platformę Obywatelską. W czyim imieniu startuje na kolejną kadencję Pan?

Jarosław Obremski: Można by nieco żartobliwie powiedzieć, że to pojedynek Platformy z niePaltformą. Akurat Pinior według mnie reprezentuje przy platformerskim szyldzie skrajnie lewicowe poglądy. Ja się zawsze uważałem za człowieka o przekonaniach konserwatywnych. Więc jest to starcie światopoglądowe. I jest to też starcie z platformerskim przeświadczeniem, że ich droga jest jedyna, bezalternatywna. Ja mam wrażenie, że formuła rozwoju z ostatnich 25 lat uległa wyczerpaniu. Dotyczy to tak polityki wewnętrznej jak i naszej zbyt małej aktywności w Unii Europejskiej.

A jakie są Pańskie relacje z PiS?

Na konwencji dolnośląskiego PiS prezes Adam Lipiński powiedział, że nie wystawiają w okręgu numer 8 kandydata, bo znają moje poglądy i akceptują mnie, a zarazem szanują moją samodzielność. Na pewno jestem lepszego zdania o Rafale Dutkiewiczu niż wrocławski PiS.

Ale skądinąd Pan się z nim politycznie rozstał.

Tak, poszło właśnie o stosunek do PO. Ja nie widzę w tym projekcie niczego świeżego. Mam wrażenie, że on nie chciał się kopać się z koniem. Rafał odpowiada za Wrocław i może mieć inna perspektywę.

To porozmawiajmy o Pańskim sporze z Platformą. Zacznijmy od polityki zagranicznej.

Wypaliły się takie ich pomysły jak reset z Rosją, i ich przekonanie, że nie możemy się w Unii rozpychać. Wyrażone słynną metaforą o brzydkiej pannie bez posagu. Mnie jest bliska formuła profesora Ryszarda Legutki wygłoszona ostatnio w parlamencie europejskim. Jeśli Unia Europejska chce trwać musi być pomysłem na rzeczy wspólne, ale tych rzeczy wspólnych może być trochę mniej. Ten pomysł na pedałowanie nie wiadomo dokąd się wyczerpuje. Mamy biec, biec i biec jak Forrest Gump?

A sprawy krajowe?

Ja bym może nawet wybaczył PO wypalenie moralne, przekonanie, że piekła nie ma, gdybym widział jakąś strategię dla państwa. Ale nie mam przekonania, czy lecimy w tej chwili z jakimkolwiek pilotem na pokładzie. Jeszcze Donald Tusk umiał przynajmniej uspakajać załogę i pasażerów. Teraz nie ma już nawet tego. Nie mamy strategii energetycznej, otwarcie gazoportu to propagandówka. Nie mamy polityki historycznej. Pytałem kolejnych ministrów edukacji, jakiego człowieka ma kształtować nasza edukacja. Czy tylko pracownika i konsumenta? A gdzie wychowywanie obywatela i człowieka? I tak można wyliczać bez końca. A wygrywają te państwa, które mają strategię.

PiS plan ma, ale chce go realizować przede wszystkim przez masowe wydatki. Pan zawsze uchodził za wolnorynkowca, a jako samorządowiec za człowieka nie lubiącego szastać publicznym groszem.

Jakiś problem tu jest. Ale moje cztery lata w Senacie, i niektóre nowe lektury. pomogły mi trochę zmienić przekonanie. Polska po 1990 roku była krojona przede wszystkim pod ludzi bogatych. Podczas kampanii dużo chodzę po ulicach, spotykam się z wyborcami. Rozmawiam z ludźmi, którzy nigdy nie glosowali. Im nie stworzono żadnej społecznej oferty. A ja jestem także i dla nich. Obywatelom mniej zaradnym trzeba pomóc, PiS mnie w tej intuicji wcale nie drażni. Wszystkie partie obiecują zresztą duże wydatki. A błąd 25-lecia polegał na zaczadzeniu liberalizmem, który ma być wszędzie: w kulturze, edukacji, służbie zdrowia, mediach.

Nie ma żadnej kolizji Pańskich poglądów z ofertą PiS?

Wierzę bardziej w zalety samorządności. Samorząd to także recepta na zbyt skrajne życie polityczne. Choć widzę też jego patologie, jestem np. zwolennikiem ograniczenia liczebności kadencji dla samorządowych urzędników. Ale wierzę, że jak jakiś region ma w jakiejś dziedzinie większe sukcesy, powiedzmy Szczecin w przedszkolach, to inni go zaraz naśladują.

Mówi Pan o sobie jako o kandydacie konserwatywnym. Jaką rolę odgrywają Pana zdaniem spory cywilizacyjne?

W Senacie obserwowałem to wyraźnie: Platformie nie zależało na dobrej ustawie o in vitro. Chcieli takiej ustawy, która spolaryzuje społeczeństwo na siły postępu i ciemnogród. Więc zrobiono akt prawny bardziej liberalny niż ustawa niemiecka czy szwajcarska. Świętość życia jest dla mnie istotna, choć bronię jako wartości kompromisu aborcyjnego. Także w przypadku in vitro można było poszukać kompromisu. Stało się inaczej.

Rozmawia Pan o tym z wyborcami?

Momentami podczas mojej kampanii ulicznej bywało tak, że odpytywano mnie przede wszystkim z tego, jak glosowałem w sprawie in vitro. Mówiłem, że przeciw tej ustawie. Spotykałem starsze panie, które ogłaszały, że w takim razie za mną nie zagłosują i byli też ludzie młodzi, którzy tę moją postawę akceptowali. Mam zresztą wrażenie, że akurat we Wrocławiu lewica przegrała bitwę o dusze młodych Polaków. Oni mogą nie być nawet ortodoksyjnie kościelni, ale w sprawie wartości rodzinnych i patriotycznych bywają na prawo od swoich rodziców.

O czym jeszcze Pan rozmawia z wyborcami?

Na przykład o imigrantach z Afryki i Azji. Ja się spotykałem na ogół z bardzo sensownymi i wyważonymi postawami, zarazem krytycznymi wobec decyzji rządu. Mówili do mnie ludzie, którzy chcą ostrożności, bo widzieli doświadczenia Paryża czy Sztokholmu. W tym nie ma ani zacietrzewienia, ani irracjonalnego lęku, jaki się imputuje Polakom. Ale nie ma też ulegania mainstreamowym mediom. Bo mamy przecież do czynienia z próbą narzucenia nam poglądu, że multi kulti nas wzbogaci. Naraził się Pan mainstreaowym mediom właśnie w tej sprawie.

Napisałem, że Orban ma rację i bierze odpowiedzialność za Europę. Przeczytałem wtedy w „Gazecie Wyborczej”, że jestem zwolennikiem gazowania przez niego ludzi na granicy i przypisuje mi prawie odpowiedzialność za utonięcia dzieci w morzu. A jaka jest Pana odpowiedź na to wyzwanie?

Hiszpanie próbowali kiedyś zawracać łódki z Senegalu czy Gambii, a równocześnie tworzyć w tych krajach przemysł. Powinniśmy się dzielić naszym bogactwem, ale nie poprzez masowe wpuszczanie ludzi do nas. I powinniśmy rozmawiać z krajami Zatoki Perskiej, czy i one odrobiny swojego bogactwa by użyczyły. Słuchałem z niepokojem wypowiedzi serbskiego ministra, który mówił, że Niemcy sobie wybierają. Sprowadzają do siebie imigrantów wykształconych, a takim krajom jak Serbia zostawiają całą resztę. Jakim cudem ci ludzie mają znaleźć zatrudnienie? A jest pytanie dalej idące: jak Polacy mieliby skutecznie asymilować muzułmanów, skoro nie udało się to Francuzom czy Niemcom?

Jak rozumiem odrzuca Pan obecne decyzje rządowe w tej sprawie?

Solidarność grupy wyszehradzkiej, przy całej jej kruchości, była pewną wartością. Naprawdę z Węgrami warto rozmawiać. Lekka ręką odpuściliśmy sobie wszelkie aspiracje aby znaczyć więcej w tym regionie. Jakie ma Pan jako kandydat propozycje dla Wrocławia?

Na pewno chciałbym zabiegać o lepszą infrastrukturę komunikacyjną, Wrocław cierpi wciąż przez ułomne połączenia z wieloma metropoliami. Jest lepiej z drogami ,ale nadal Wrocław nie ma połączeń kolejowych z Łodzią, Dreznem , Berlinem i Pragą, musimy zbudować spójność komunikacyjną we Wrocławiu i jego aglomeracji. Jako polityk stąd chciałbym też przenieść na forum ogólnopolskie specyficzny, nieco łagodniejszy model stosunków międzypartyjnych. Na Dolnym Śląsku nie zwalczamy się tak zaciekle. O ile zostanie Pan wybrany, chce Pan być, jak w mijającej kadencji, senatorem niezależnym?

Pewnie tak, ale chciałbym pomóc PiS, o ile partia ta wygra, w przeprowadzeniu najbardziej elementarnych zmian w Polsce.

Źródło: http://wpolityce.pl/polityka/268656-nie-mam-przekonania-ze-leci-z-nami-pilot-tusk-umial-przynajmniej-uspakajac-zaloge-i-pasazerow-teraz-nie-ma-juz-nawet-tego-nasz-wywiad-z-jaroslawem-obremskim?strona=2

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ