Wrocławski wątek infoafery pod znakiem zapytania. Agenci CBA uwikłani w prywatne interesy

Łapówki szacowane na kilkadziesiąt milionów złotych, ustawione przetargi na miliardy – tak miała wyglądać Infoafera, okrzyknięta w 2011 r. największą aferą III RP. Cztery lata później wiadomo już, że część zatrzymań była na wyrost, a niektóre zarzuty się nie potwierdziły – informuje Gazeta Finansowa wskazując na wrocławski wątek sprawy.

Prokuratura Apelacyjna w Warszawie poinformowała media o istnieniu funduszu łapówkowego w firmie Netline Group z Wrocławia i w 2012 roku zatrzymała z przytupem jej prezesów. Od trzech lat podawanej wersji organy ścigania nie udowodniły.

-Centralne Biuro Antykorupcyjne od początku infoafery aresztowało m.in. trzech członków zarządu wrocławskiej spółki Netline Group. Jej wiceprezes Janusz J. zgodził się na współpracę z prokuraturą i otrzymał status małego świadka koronnego, miał wręczać łapówki szefowi CPI, Andrzejowi M.. Janusz J. został zatrzymany jako pierwszy – jak informowała wówczas spółka – nie wpłynęło to znacząco na jej wyniki finansowe. Kilka miesięcy później zatrzymano dwóch braci, którzy założyli Netline Group. Wówczas prokuratura poinformowała, że mieli wyprowadzić po 200 tys. zł z prywatnych firm na „swoisty fundusz łapówkowy”. Tyle że do dziś prokuratura nie potrafi udowodnić, że takie zdarzenie w ogóle miało miejsce. A dlatego, że wypłacili sobie z niej pieniądze odprowadzając przy tym wszystkie zobowiązania publicznoprawne, postawiła im zarzut działania na szkodę spółki. Wskutek czego – paradoksalnie – ich spółka zakończyła działalność. Pracę straciło 150 osób – podkreśla Gazeta Finansowa. – Warto zatem zadać sobie pytanie skąd taka urzędowa troska o dobro prywatnej firmy, skoro nikt z właścicieli i członków władz nie zawiadamiał organów ścigania?

Agent CBA wykonujący czynności w tej sprawie aktualnie mieszka z byłą żoną jednego z wiceprezesów (w trakcie zatrzymań mieli już romans). Co więcej agent CBA mieszka w jego domu – wybudowanym według śledczych za łapówki. Gazeta ustaliła, że na sprawie zyskał również jeden ze współpracowników Biura, który ma własną firmę działającą na wrocławskim rynku informatycznym.

W tekście „Seks, kłamstwa i Infoafera” pojawiają się również wątpliwości, co do roli zagranicznych koncernów, które ustawiały przetargi. Szeregiem dokumentów dotyczących zamówień z USA miały nie być zainteresowane polskie organy ścigania.

Centralne Biuro Antykorupcyjne i Prokuratura Apelacyjna w Warszawie zapytane o te kwestie, nie odpowiedziały. Również nie zaprzeczyły, że te zdarzenia miały miejsca.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ