Nieznani sprawcy podpalają zabytki, które przeszkadzają deweloperom?

**Wrocław pełen jest wspaniałych zabytków, takich jak Ratusz, Katedra czy Dworzec Główny. W wielu przypadkach wiekowe budowle stanowią jednak przeszkodę dla deweloperów, którzy na ich miejscu chcą postawić kolejne osiedla.**

Wiele obiektów we Wrocławiu zostało zniszczonych przy milczącym udziale służb konserwatorskich. Tak było między innymi w przypadku fortów przy ulicy Grabiszyńskiej i we wsi Wysoka, stanowiących część ponad stuletniego założenia fortyfikacyjnego. W obu przypadkach zabytkowe obiekty zmieniły się w kupę gruzu, na ich miejscu mają zaś powstać nowe inwestycje. Najpewniej można byłoby tego uniknąć, gdyby służby konserwatorskie działały sprawniej. Bałagan w papierach, mało stanowcze działania, a także niejasne statusy prawne poszczególnych obiektów sprawiają, że każdego roku tracimy bezpowrotnie część naszego kulturowego dziedzictwa.

Niekiedy na przeszkodzie inwestycji pojawiają się obiekty, których nie można ot tak wyburzyć bez ponoszenia konsekwencji prawnych. Wtedy jednak okazuje się, że właśnie wybuchł w nich pożar i obiekt nadaje się do rozbiórki. Tak było między innymi w przypadku drewnianej wozowni przy ulicy Orlej. Pisaliśmy o tym [tutaj](http://wdolnymslasku.pl/artykuly/2538-kolejny-wyjatkowy-zabytek-zniszczony-mimo-opieki-konserwatorskiej) . 

Po pożarze inwestor zwrócił się o pozwolenie na rozbiórkę do wydziału architektury urzędu miejskiego. Tam uzyskał zgodę na rozbiórkę, gdyż obiekt miał grozić zawaleniem. Po fakcie okazało się, że obiekt był wpisywany do rejestru zabytków, ale konserwator nie zdążył poinformować o tym fakcie pozostałych urzędów. 

Można odnieść wrażenie, że we Wrocławiu grasuje anonimowy podpalacz. Jego ofiarami są zaś zabytkowe obiekty przeszkadzające w realizacji nowych inwestycji. W miniony weekend spłonęła na przykład willa stojąca u zbiegu ulic Krakowskiej i Rybnickiej. Przed wojną należała ona do właściciela sąsiednich zakładów chemicznych. Po wojnie zamieszkiwało ją kilka rodzin, natomiast od przynajmniej kilku lat stała niezamieszkana. Być może po uprzątnięciu gruzów znajdzie się inwestor mający nowe plany zabudowy tej atrakcyjnej działki?

Być może nawet będzie miał więcej miejsca pod budowę nowych bloków, gdyż dzień po pożarze ogniem zajął się jeden z sąsiednich budynków, znajdujący się na terenie wspomnianych zakładów chemicznych, tzw. „pralni”. Zakłady jako całość są wpisane do rejestru zabytków, poszczególne obiekty natomiast znalazły się jedynie w dającej mniejszą – a właściwie żadną – ochronę ewidencji zabytków. Sporo szczęścia miał główny budynek, który kilka lat temu przeszedł gruntowny remont, w trakcie którego zrekonstruowano jego dawny wygląd bez wprowadzania istotnych zmian. Pozostałe obiekty są jednak w opłakanym stanie i nic nie wskazuje na to, aby sytuacja ta miała ulec zmianie. Ogień, który pojawił się w jednym z nich dzień po spaleniu willi, może wskazywać, że także na tej działce planowane są nowe inwestycje…

Rzymskie przysłowie mówi „is fecit, cui prodest” – czyli „uczynił ten, komu przyniosło to korzyść”. Z uwagą będziemy przyglądać się, która firma rozpocznie nową inwestycję u zbiegu ulic Krakowskiej i Rybnickiej. 
 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ