Powiat oławski: Od 6 lat czeka na odszkodowanie za działkę, którą zabrał jej wójt

olawa.jpg

**Wraca sprawa Celiny Jakimowicz, mieszkanki Marcinkowic w powiecie oławskim. 6 lat temu, decyzją wójta, zabrano jej część działki z przeznaczeniem na drogę. Wątpliwości budzi nie tylko sposób, w jaki została o tym poinformowana, ale też liczne luki prawne i fakt, że na należne odszkodowanie czeka od 6 lat.**

W maju 2009 roku Celina Jakimowicz otrzymała 
zawiadomienie z sądu rejonowego, że w księdze wieczystej nastąpiła 
zmiana właściciela jej działki. Taką decyzję wydał wójt gminy jeszcze w 
2003 roku. To właśnie z tego listu kobieta dowiedziała się, że nie jest 
już właścicielką swojej posesji, a wójt zabiera jej ten teren na drogę. 
Celina Jakimowicz zwróciła się do wójta o 70 tys. złotych odszkodowania.
 Otrzymała odpowiedź, że zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami 
przysługuje jej odszkodowanie uzgodnione między nią a wójtem. Podstawą 
negocjacji miała być wartość podana przez rzeczoznawcę, który do tej 
pory się u niej nie pojawił. Kobieta miała zostać poinformowana o 
terminie uzgodnień, które przewidziano na II kwartał 2010 roku. Do 
negocjacji jednak nie doszło. W 2010 roku mieszkanka Marcinkowic 
otrzymała pismo od zastępcy wójta, że gmina zwróci jej działkę. W 
odpowiedzi Jakimowicz wskazała urzędnikom sprzeczności w informacjach, 
które otrzymuje od wójta i jego zastępcy. 

Ostatecznie otrzymała pismo, 
że jej roszczenia będą mogły być spełnione z chwilą prowadzenia na 
gruntach inwestycji. Tymczasem inwestycja już dawno została zakończona, a kobiecie nie zwrócono ani gruntów ani pieniędzy. Celina Jakimowicz zwróciła się do starostwa powiatowego w 
Oławie, w którego gestii leżało rozstrzygnięcie tego sporu. W starostwie
 sprawa utknęła – została dwukrotnie umorzona przez starostę. Urząd 
uzasadnił, że „brak jest tu bowiem istotnej i koniecznej przesłanki w 
postaci kategoryzacji owej drogi. To jest uchwały Rady Gminy Oława w 
zakresie określania statusu nieruchomości i zakwalifikowania jej do 
kanonu dróg gminnych”. Dwukrotnie w tej sprawie wypowiedział się już wojewoda dolnośląski, 
który uchylił w całości decyzję starostwa o 
umorzeniu postępowania. Wytknął również urzędnikom zaniedbania i 
nieznajomość przepisów. To nie pomogło. Pieniędzy nadal nie widać a sprawa ciągnie się już od 6 lat. 

To prawdziwy urzędniczy absurd – podstawą do niewypłacenia pieniędzy jest luka prawna. Jak twierdzą – nieruchomość którą zabrał wójt i która została przeznaczona na drogę nie ma kwalifikacji. Czyli pomimo, że należy do gminy nie jest drogą gminną. Starosta oławski Zdzisław Brezdeń ponad rok temu zapewniał naszą redakcję, że w tej sprawie będzie działał prospołecznie i zadeklarował, że stosowną decyzję wyda w ciągu miesiąca. Były to jednak tylko polityczne obietnice.

W sprawie wypowiedziało się samorządowe kolegium odwoławcze, które zdecydowało, że decyzja wójta o przejęciu gruntu była legalna w związku z czym mieszkance Marcinkowic należy się odszkodowanie. Starostwo kilkukrotnie podawało termin rozstrzygnięcia sprawy, ale się z niego nie wywiązywało. W lipcu Starostwo zażądało od wójta gminy Oława kolejnych dokumentów. Sprawa jest w toku i nie wiadomo ile jeszcze potrwa. Jak dotąd, urzędnicy nie dotrzymali ani jednego z obiecanych terminów.

Ale Celina Jakimowicz, nie jest jedną ofiarą luki prawnej i urzędniczej opieszałości. O takich przypadkach wypowiadała się m.in. Teresa Lipowicz była Rzecznik Praw Obywatelskich.

Jak stwierdziła – Urzędnicy wykorzystują lukę w przepisach, aby opóźnić wypłatę odszkodowań wywłaszczonym.

>-W całym kraju widoczna jest intensywna przebudowa infrastruktury komunikacyjnej. Jednostki samorządu terytorialnego zmuszone są do przejmowania pod te inwestycje terenów prywatnych. Niestety, pierwotni właściciele nieruchomości bardzo często bezskutecznie oczekują na samo wszczęcie negocjacji w sprawie odszkodowań. Do RPO wpływają skargi od obywateli, którzy alarmują, że mimo wydania ostatecznej decyzji zatwierdzającej podział nieruchomości organy gmin zwlekają z podjęciem negocjacji, tłumacząc się najczęściej brakiem środków finansowych. Ta sytuacja, zrozumiała z punktu widzenia interesu publicznego czy konieczności prowadzenia prac technicznych, jest nie do zaakceptowania z punktu widzenia ochrony praw jednostki – stwierdziła Teresa Lipowicz.

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ