W „ksenofobicznej Polsce imigranci są już od lat

mapka.jpg

Według lewicowych mediów, Polacy to naród ksenofobów i faszystów, o czym mają świadczyć wypowiedzi sprzeciwiające się przyjmowaniu imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. O tym, jak jest naprawdę, świadczą najlepiej setki tysięcy imigrantów, którzy w ostatnim ćwierćwieczu wybrali nasz kraj na miejsce do życia.

W 2014 roku złożono w Polsce lekko ponad 2000 wniosków o nadanie statusu uchodźcy. Do połowy 2015 roku było ich już ponad cztery tysiące. Tendencji zwyżkowej specjaliści oczekują także w tym roku. Głównie za sprawą Ukraińców, którzy tłumnie przybywają nad Wisłę. Spis powszechny z 2002 roku mówił o blisko dwudziestu ośmiu tysiącach Ukraińców w Polsce. Ten z 2011 roku uwzględnił już ponad 50 tysięcy osób pochodzenia ukraińskiego. Prawdziwy najazd przybyszów zza wschodniej granicy obserwujemy jednak dopiero od roku, kiedy to rozpoczął się konflikt w Donbasie. Niektóre dane mówią obecnie nawet o ośmiuset tysiącach Ukraińców w naszym kraju, co stanowi około dwóch procent ludności. Rzecz w tym, że rzadko starają się oni o nadanie statusu uchodźcy. Przyjeżdżają na studia lub do pracy – coraz częściej legalnej, gdyż przy krótszym pobycie wymagane jest jedynie zgłoszenie pracodawcy w urzędzie. Ukraińcy wybierają nasz kraj ze względu na bliską odległość, zarówno geograficzną jak kulturową. Według optymistycznych danych taka liczba imigrantów ze wschodu pozwoli o kilka lat opóźnić efekty starzejącego się społeczeństwa, które skutkuje brakiem rąk do pracy. A jeżeli zdecydują się osiedlić tutaj na stałe, być może w ogóle zapełnią oni lukę po naszych rodakach, którzy wyemigrowali do Niemiec czy Wielkiej Brytanii.

Dane podane przez Eurostat nie pozostawiają pod tym względem złudzeń. W całej Unii Europejskiej to właśnie Polska jest krajem, który znajduje się w czołówce pod względem wydawania kart stałego pobytu dla obcokrajowców. Na przykład w 2014 roku najwięcej kart stałego pobytu wydała Wielka Brytania (ponad 550 tysięcy). Polska jednak znalazła się na drugim miejscu przyjmując ponad 355 tysięcy obcokrajowców, głównie zza wschodniej granicy, co stanowi ponad 15% w skali całej Europy. Niemcy, którzy najgłośniej domagają się od naszego kraju realizacji zobowiązań dotyczącej przyjmowania muzułmanów, przyjęli w tym czasie mniej niż 250 tysięcy obcokrajowców (lekko ponad 10%).

Ukraińcy przyjeżdżający do nas w poszukiwaniu pracy i lepszego życia, to jednak nie wszystko. Kolejną grupą chętnie emigrującą do naszego kraju są Wietnamczycy. Ilu ich jest? Nikt dokładnie nie wie, gdyż nie wszyscy przebywają u nas legalnie. Głównie dlatego, że polskie władze uniemożliwiają nadanie statusu uchodźców, a nawet otrzymanie kart stałego pobytu. Mimo, że w kraju tym wciąż trwa reżim komunistyczny zwalczający wszelkie przejawy oporu wobec władzy. Tymczasem problem dotyczy kilkudziesięciu tysięcy ludzi – eksperci podają liczby od 20 do 50 tysięcy. Największe skupiska Wietnamczyków znajdują się w Warszawie i okolicach, jednak zauważyć ich można także w innych dużych miastach. Pracują oni głównie w handlu i gastronomii. Polska od lat była też celem dla tysięcy Czeczeńców, którzy opuszczali rodzinne ziemie. Pierwsze fale emigracji z Kaukazu miały miejsce tuż po rozpoczętym w 1994 roku konflikcie zbrojnym, jednak najwięcej przybyło do Polski kilka lat później. Łącznie mowa tutaj o prawie stu tysiącach ludzi. Ilu z nich zostało? Trudno określić, gdyż wielu Czeczeńców traktowało Polskę jedynie jako kraj tranzytowy.

Powyższe dane mają w obecnej sytuacji dwojakie znaczenie. Ich umiejętne wykorzystanie pokazuje bowiem, że Polacy wcale nie są narodem ksenofobów. Inna sprawa, że przez ostatnie lata nikt spośród naszych polityków nie nawoływał do odsyłania Ukraińców do innych krajów. Tak samo nieludzkie jest zmuszanie imigrantów z Bliskiego Wschodu do osiedlania się w wybranych przez eurobiurokratów krajach. Skoro wybrali oni Niemcy czy Szwecję, a w dodatku zostali tam przyjęci, to dlaczego mieliby nie mieć możliwości do życia w wybranym przez siebie miejscu? Wprowadzanie tego typu przymusu jest zaprzeczeniem nie tylko ideom otwartej Europy bez granic, lecz także nie ma nic wspólnego z prawami człowieka – o czym zapomina wielu ludzi, dających się wmanewrować w czarno – biały konflikt (albo jesteś zwolennikiem imigrantów, albo ich nienawidzisz – media z obu stron barykady zdają się nie uznawać żadnych pośrednich opinii).

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ