Państwo i współobywatele to najważniejszy dla polityka punkt odniesienia

Mateusz Morawiecki.jpg

Wicepremier Mateusz Morawiecki w rozmowie z Rafałem Wosiem (Polityka nr 9/2016)

W krajach demokratycznie dojrzałych służba cywilna funkcjonuje dokładnie tak, jak proponujemy. Na przykład w Niemczech istnieje warstwa tzw. urzędników politycznych, co z grubsza pokrywa się z warstwą dyrektorską w urzędach. Podobnie jest we Francji, Austrii czy Holandii.
To jest grupa, która ma sprawnie przekładać płynące z góry postulaty polityczne na język i procedury administracji publicznej. W Polsce ta warstwa była za bardzo zacementowana.

Służba cywilna

Nawet niechętne nam raporty przyznają, że aby rządzić i zmieniać na serio, ta grupa urzędnicza wymagała najgłębszej modyfikacji. Przynajmniej takiej, jaką zrobiliśmy. Bo tak to funkcjonuje w zachodnich demokracjach.
Urzędnicy nie mogą być światem samym dla siebie. Ta grupa musi być oczywiście profesjonalna i uczciwa, ale jej zadaniem jest realizacja priorytetów politycznych. Poza tym świat zewnętrzny ewoluuje w bardzo szybkim tempie i w wielu przypadkach to rynek ma dziś przewagę kompetencyjną nad państwem. Dotychczasowe reguły w praktyce uniemożliwiały zasilanie administracji profesjonalistami spoza służby cywilnej. My to właśnie zmieniamy w interesie państwa polskiego.

Wymiar sprawiedliwości

Przy okazji starcia z Trybunałem doszło do dyskusji o jakości polskiego świata sędziowsko-prawniczego, którego ogromna część została przeniesiona z PRL do IIIRP bez żadnego rozliczenia , weryfikacji. Co szczególnie widać w pokoleniu dotąd dominującym w TK.
I to przyniosło nam bardzo wiele szkód. Tak po stronie orzecznictwa karnego, jak i gospodarczego. III RP stała się krajem pobłażliwym dla silnych i dobrze ustosunkowanych, a surowym dla słabych. A powinno być odwrotnie.
W rankingach skuteczności i jakości polskich sądów jesteśmy na bardzo dalekich miejscach. Dlatego jestem zwolennikiem rozległych i głębokich zmian w polskim prawie i w sądownictwie. A w szczególności w TK, który zniszczył jedyną kompleksową próbę lustracji. Widzimy tego skutki dziś przy okazji dokumentów z szafy Kiszczaka i roli Lecha Wałęsy w procesie transformacji.

Dziecko Solidarności

Wierzę w wolny rynek, ale przede wszystkim jestem dzieckiem solidarności – przez duże i małe „s”.
I uważam, że państwo i współobywatele to najważniejszy dla polityka punkt odniesienia. Pamięta pan, jak w ostatnich 27 latach wmawiano nam, że podatki to haracz, państwo nie jest nam do niczego potrzebne, a rynki same powracają do stanu równowagi?
Tymczasem widać na świecie, że gdy bogate firmy i obywatele nie dzielą się swoim kawałkiem tortu, to cierpi cała gospodarka, bo brakuje w niej popytu i powstają coraz silniejsze napięcia społeczne. Bo co z tego, że jest nadmiar produkcji, skoro nie ma kto tego kupować?
Widzimy, jak wielkim nieszczęściem są olbrzymie nierówności społeczne i to, że najbogatszy 1 proc. mieszkańców globu ma więcej majątku niż cała reszta. To nie ma nic wspólnego z tworzeniem lepszego świata. Bo przecież najbogatsi majątku ze sobą do trumny nie zabiorą. Świat poszedł zdecydowanie zbyt daleko w kierunku neoliberalnym czy nawet libertariańskim. Owszem, mamy prawo się bogacić. Ale w wytwarzaniu tego bogactwa jesteśmy zależni od reszty społeczeństwa.

Ucieczka od podatków do tzw. rajów podatkowych to społeczna i gospodarcza droga donikąd i bardzo dobrze, że Komisja Europejska w pełni sobie teraz zdała z tego sprawę. Lepiej późno niż wcale.

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ