Prokuratura wzięła się za As-Bau. Gdzie się podziało 40 mln zł?

pieniadze.jpg

Dlaczego oddział PKO w Sycowie udzielał ryzykownych kredytów? Co dalej z poszkodowanymi? Jaką rolę w sprawie odegrał Józef Kwiatkowski, wieloletni wspólnik Ryszarda Sobiesiaka? Choć upadłość spółki As-Bau sąd ogłosił w 2013 roku to na wiele pytań wciąż nie ma odpowiedzi.

Jak relacjonował nam w ubiegłym roku adwokat Mateusz Boznański co najmniej kilkadziesiąt osób zawarło umowy przedwstępne kupna sprzedaży mieszkań budowanych przez As-Bau S.A. przy ul. Gagarina 14, Gagarina 36-38, Kunickiego we Wrocławiu oraz w Krzeptowie (miejscowość położona ok. 2 km od granicy Wrocławia).

-Umowy zawierane były w latach 2010 – 2012, w zależności od klienta w formie aktu notarialnego lub w formie pisemnej. Zdarzało się, że pierwotna zwykła umowa pisemna została następnie podpisana w firmie aktu notarialnego. W latach 2010 – 2012, w zależności od umowy, nabywcy zapłacili całość umówionej ceny za mieszkanie. Termin przeniesienia prawa własności – zawarcia umowy przyrzeczonej wyznaczany był na maj 2013 roku – zaznacza. I dodaje, że na początku 2013 zaczęły pojawiać się sygnały o problemach finansowych spółki, ale jej pracownicy i członkowie zarządu zapewniali kupujących, że problemy są przejściowe i zostaną wkrótce rozwiązane. Tak się jednak nie stało – tłumaczył nam adwokat Mateusz Boznański.

 

Przypomnijmy. Upadłość firmy As-Bau ogłoszono w październiku 2013 roku. Osoby, które kupiły mieszkania od wrocławskiego dewelopera znalazły się w trudnej sytuacji. Bank PKO BP, w którym firma była zadłużona, potraktował mieszkania jako majątek upadłej firmy i zażądał za nie ponownej wpłaty.

PKO udzielił spółce As-Bau kredytów na ok. 40 milionów złotych. Spółka As-Bau informowała również bank PKO, że zaciągane kredyty inwestycyjne przeznacza częściowo na inne „nowe projekty”. Bank na te informacje nie reagował. Jak nam relacjonowali mieszkańcy – bank obciążył ich za własne, błędne decyzje biznesowe. Dodajmy, że wielomilionowe kredyty były zaciągane w oddziale w Sycowie.

Tymczasem na swoim profilu Facebook „As-BAU naciągacze i partacze”, poszkodowani przez dewelopera poinformowali, że tą sprawą zajęła się już prokuratura.

Wprawdzie oficjalnie, prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie doprowadzenia jednego z banków do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, to z nieoficjalnych informacji wiemy, że  śledczy zainteresowani są również szeregiem transakcji w spółce. Wzięli pod lupę powiązania biznesmenów i spółek-córek do których transferowano pieniądze. Sprawa pozostaje również w zainteresowaniu służb.

Potrzebna zmiana prawa

Co dalej z osobami, które kupiły mieszkania od As-Bau? Niektórym z nich udało się już rozwiązać tę sprawę.

Sąd i syndyk przychylili się bowiem do koncepcji zaproponowanej przez adwokata Mateusza Boznańskiego. Najpierw ogłoszono przetarg na dopłatę 50% od ceny wyjściowej zakupionych mieszkań, a ponieważ chętnych nie było, podczas drugiego przetargu zaproponowano dopłatę 10 proc. na którą przystali klienci wrocławskiego prawnika. W ten sposób, po długiej walce, udało się im uzyskać akty notarialne.

Z jednej strony dla poszkodowanych przez dewelopera dopłata jedynie 10 proc. to najlepsze z możliwych rozwiązań.  Z drugiej – adwokat Mateusz Boznański podkreśla, że rząd powinien natychmiast zająć się zmianą przepisów, bo wprawdzie dzięki zrozumieniu sądu i syndyka, udało się wypracować korzystny kompromis, to i tak skończyło się na dopłacie za zakupioną już nieruchomość. Bo prawo chroni banki, a nie obywateli.

 

-Sprawy upadłościowe wymagają pilnej naprawy przez rządzących. Potrzebne są zmiany legislacyjne. W tej chwili bank udzielający deweloperom ryzykownych kredytów jest chroniony bardziej niż nabywcy nieruchomości. W efekcie zdarza się, że w przypadku upadłości osoby, które zaciągnęły kredyty na mieszkania muszą spłacać nie tylko własne zobowiązania, ale również zaciągnięte przez dewelopera długi – mówi nam adwokat Mateusz Boznański.

 

Mieszkańcy z tego rozwiązania są zadowoleni.

 

-Zostaliśmy oszukani. To dla nas nauczka na całe życie. Teraz przynajmniej możemy już spać spokojnie. Przykro nam tylko, że prawo nie jest dla zwykłych ludzi i nie chroni naszych interesów – mówią nam.

 

„Trzej przyjaciele z boiska”

Jak pisaliśmy w ubiegłym roku o tej sprawie – właścicielami Asbau byli m.in. byli piłkarze ręczni z WKS Śląsk Wrocław. Ich wspólnikiem w interesach był m.in. Józef Kwiatkowski – piłkarz, obywatel Austrii. Dawniej był wspólnikiem Ryszarda Sobiesiaka (o obu panach było głośno podczas spraw domniemanej korupcji w Sądzie Najwyższym oraz ujawnionej przy okazji tzw. afery hazardowej). Warto dodać, że prezesem As-Bau był z kolei Mariusz Niemiec, mąż szefowej dolnośląskiego oddziału NFZ.

Łukasz Welcer, syndyk masy upadłościowej Asbau, wniósł do sądu pozew przeciwko spółce zależnej – Wiśniowa Góra Sp. z o.o. z siedzibą w Siennej, domagając się uchylenia uchwał w przedmiocie rozwiązania tej spółki oraz uchwały wyrażającej zgodę na zbycie udziałów.

Obie te uchwały według syndyka godziły w interesy wspólnika, czyli As-Bau, a także samej spółki i były sprzeczne z dobrymi obyczajami. W pozwie czytamy, że zdaniem syndyka nastąpił szereg czynności, które doprowadziły do wyprowadzenia z Wiśniowej Góry majątku wielkich rozmiarów – mechanizm został dokładnie opisany w powództwie.

Jak już pisaliśmy syndyk wyliczył, że wartość wkładu Józefa Kwiatkowskiego do spółki związanej ze spółką Wiśniowa Góra wynosił nieco ponad jedną setną wkładów wniesionych przez drugiego wspólnika:

 

-W zamian za kwotę 7 tys. zł stanowiącą ok. 0,012 proc. wartości aktywów spółki, Pan Józef Kwiatkowski otrzymał udziały w spółce Nowa Wiśniowa Góra (spółka utworzona przez Wiśniową Górę oraz Józefa Kwiatkowskiego – przyp. red.) o wartości ok. 38 mln zł. Zatem stopa zwrotu zainwestowanej przez Pana Kwiatkowskiego kwoty wynosiła ok. 555 proc. zaś strata Wiśniowej Góry wynosiła 70 proc. zainwestowanego kapitału tj. ok. 38 mln zł” – czytamy w pozwie.

 

Ale w spółce i w jej podmiotach zależnych dochodziło do wielu innych zastanawiających transakcji. Można zaliczyć do nich obrót dużą gotówką (9 mln zł), choć oczywiście nie stoi on w żaden sposób w sprzeczności z prawem.

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ