Rozmowa Janusza Wolniaka z Krzysztofem Wyszkowskim – BY ZŁO BYŁO KARANE, A DOBRO NAGRADZANE

Krzysztf wyszkowski.jpg

Jak doszło do tego, że Lech Wałęsa został przewodniczącym MKS-u, a później najważniejszą osobą w Solidarności?

Do opublikowania listy Macierewicza byłem niewiernym Tomaszem. Coś słyszeliśmy, ale w komunizmie ludzie byli rozmaicie uwikłani. Dlaczego Bogdan Borusewicz wyznaczył Wałęsę na przewodniczącego Stoczni Gdańskiej, tego nie wiem. Później, 3 września 80, tenże Borusewicz wraz z Kuroniem, zaproponowali nam, czyli środowisku WZZ, obalenie Lecha Wałęsy. Kuroń i Borusewicz nie przedstawili wtedy żadnych dowodów na to, że Wałęsa był agentem SB. Co się wtedy przez te parę dni zdarzyło? Do dzisiaj Borusewicz tego nie ujawnia. Dlaczego tego nie wyjaśniają prokuratorzy?

Do dzisiaj krąży wiele historii o tym jak Wałęsa przeskoczył mur stoczni i jak w ogóle dostał się na jej teren. Jaka jest Pana wiedza na ten temat?

Tam gdzie Wałęsa przeskoczył mur, jego wysokość wynosiła 3,2 m. Pokonać tę przeszkodę nie było zbyt trudno, bo na zewnątrz do muru przylepiony był taki baraczek magla, obok zaś była jeszcze postawiona skrzynia z piaskiem. Z drugiej strony była zawsze jakaś hałda z materiałami. Tę drogę pokonywali często ludzie wynoszący z zakładu różne towary. Co ciekawe, w filmie Wajdy o Wałęsie aktor pokonuje mniej więcej to samo miejsce. A trzeba zaznaczyć, że jest to sprzeczne z tym co znajdujemy w autobiografii Wałęsy.

Jeszcze jedna ciekawostka z tym murem. Polska wymieniła z Niemcami kawałek muru berlińskiego na kawałek muru stoczniowego i wycięto właśnie ten wzmiankowany kawałek muru.

Pana drogi z przewodniczącym „Solidarności” całkowicie się rozeszły. Procesy z Lechem Wałęsą bardzo zaciążyły na Pana życiu. Nawet wydaje mi się, że musiały być dla Pana swoistym traumatycznym przeżyciem. Sądy wydały przecież wyroki korzystne dla Wałęsy.

Tak, to było kilka procesów, o pieniądze Solidarności, o agenturę i wiele kolejnych wniosków. Tak zgadzam się, że było to dla mnie traumą, bo przecież to był mój dawny przyjaciel, który zawdzięczał mi bardzo wiele, dużą cześć swojej kariery, ja się nim opiekowałem. Przecież ja pisałem za niego przemówienia, listy, wystąpienia, itd. I nagle ten człowiek usiłuje mnie zniszczyć i to tak bardzo wrogo.

Jak wówczas zachowywali się sędziowie, w ogóle cały wymiar sprawiedliwości? Czy można było liczyć na obiektywizm sędziów?

To nie był aparat sprawiedliwości, ale niesprawiedliwości w III RP. To było bardzo bolesne. Walczyłem o obalenie komunizmu, o to, by sądownictwo stało się fundamentem życia społecznego. Wierzyłem, że po obaleniu komunizmu Polacy będą mogli w sądach rozstrzygać wzajemne spory w duchu prawdy, by zło było karane, a dobro nagradzane. Okazało się, że ten cały aparat jest jednoznacznie przeciwko mnie, a w obronie agenta służby bezpieczeństwa.

Jak to się konkretnie przejawiało? Czy sędziowie nie chcieli dociec prawdy?

Przedstawiałem dowody, że Lech Wałęsa był agentem, a sąd mnie skazuje bez procesu. Nie chce słuchać. Były to procesy cywilne. Przewodniczącymi były sędziny. Uważam, że bardzo źle mnie traktowały. Często odbierały mi głos, przerywały wypowiedzi. Było to bardzo upokarzające. Atmosfera na tych procesach była jednoznacznie wroga. Sala była wypełniona jakimiś dziwnymi ludźmi. Czułem się wtedy tak samo, jak w czasach komunistycznych. Było to w tym samym sądzie, w tych samych salach, chociaż inni sędziowie skazywali mojego brata, moich kolegów na wyroki więzienia.

Proszę przypomnieć sprawę, która parę lat temu była bardzo głośna, kiedy to sąd nakazał Panu przeprosiny Lecha Wałęsy, a Pan nie chciał tego wyroku wykonać.

Chodziło wtedy o moją wypowiedz dla telewizji. Stacje TVP i TVN poprosiły mnie o opinię na temat Lecha Wałęsy, czy należy mu się status osoby pokrzywdzonej. Wywiad był nagrywany w moim mieszkaniu, a został później, przecież bez mojej decyzji, puszczony w głównych dziennikach, w najlepszym czasie antenowym. A sąd nakazał mi opublikowanie przeprosin w telewizjach właśnie w tym paśmie czasu największej oglądalności, które jest najdroższe.

No, ale Pan, z tego co wiem, nie poddał się wyrokowi sądowemu.

Oczywiście, odmówiłem. Nawet gdybym chciał przeprosić, nie było mnie stać na to finansowo. Tekst przeprosin został zatwierdzony przez sąd. Wałęsa, kiedy nie mógł się doczekać publikacji tych przeprosin, wniósł wobec mnie sprawę, uzyskał wyrok dający mu prawo wykonania tego wyroku za mnie i liczył zapewne, że później ściągnie ze mnie stosowne opłaty. I rzeczywiście, nastąpiła publikacja, ale popełniono pewien błąd formalny. Sąd nakazał publikację wyroku w godzinach 19.30-20.00, a TVN puścił to o godz. 20.03. Wyroki muszą być przecież wykonywane dokładnie tak, jak zostają wydane, a nie w sposób domyślny. Wałęsa wtedy wniósł kolejną sprawę przeciwko mnie, że oskarżam go o agenturę. I proszę sobie wyobrazić, że wtedy sąd w Sopocie wydał decyzję o podjęciu postępowania dowodowego. Uznał, że nie wystarczy poprzedni wyrok, tylko tym razem sąd zgodził się wysłuchać moich nowych dowodów. Lech Wałęsa wtedy tak się wystraszył tych nowych dowodów, że wycofał ten pozew.

Czy obecnie toczą się jeszcze jakieś sprawy przeciwko Panu?

Nie, ostatnia sprawa zakończyła się jesienią ubiegłego roku. Wszystkie procesy trwały 10 lat. W konsekwencji Lech Wałęsa musiał mi zapłacić koszty sądowe.

Przejdźmy do spraw aktualnych. Można teraz zobaczyć Pana w telewizji, w programach publicystycznych na żywo. W pierwszym z nich usłyszałem, jak z przejęciem mówił Pan, że został zaproszony pierwszy raz od 15 lat. Jak się Pan czuje po powrocie z banicji?

Pozwolę sobie na taką refleksję. W przypadku ośrodka regionalnego telewizji w Gdańsku, ja tych ludzi doskonale znam. Widziałem ich na dziesiątkach spotkań. Wszyscy ci dziennikarze też mnie znają. Przez 15 lat wiedzieli, że jest zakaz udzielania mi głosu. Można było o mnie powiedzieć jedynie, że to ten co oskarża, szkaluje czy znieważa. Nagle wchodzę do tego budynku, a tu wszędzie są ci funkcjonariusze dezinformacji. Oni tacy przestraszeni, nieswoi, wyciągają rękę, cały ten zespół, ci różni operatorzy, kierowcy, dziennikarze, cały ten zespół, udawali, że ja mówię nieprawdę. Sytuacja okropna.

Mija 26 lat od obalenia komunizmu i dopiero teraz wchodzi ustawa dekomunizacyjna. Okazuje się, że w Polsce mamy jeszcze ok. 1,5 tys. reliktów starego sytemu w postaci nazw ulic, placów, tablic czy pomników. Jak Pan ocenia tę sytuację?

Trzeba tutaj wskazać na odpowiedzialność odpowiednich instytucji państwowych, takich jak Instytut Pamięci Narodowej. To nie przypadkiem, dopiero teraz, na koniec kadencji obecnego kierownictwa IPN-u, kierują apel do samorządów o wyeliminowanie symboli komunistycznych. Wkrótce mają rozstrzygać się ich losy i oni teraz przypomnieli sobie o tym problemie. Wiele samorządów jest postkomunistycznych. Tam przecież nie ma ograniczeń kadencji.

W sejmie trwają prace nad nową formułą istnienia IPN-u. Jaka jest tu Pana opinia na temat przyszłości tej instytucji?

Uważam, że zapisy tej ustawy pozwolą zdynamizować prace IPN. Otrzymałem informację, że stowarzyszenie „Godność” jednogłośnie podjęło uchwałę popierającą prof. Sławomira Cenckiewicza na stanowisko prezesa IPN-u. Wiele lat temu miałem okazję poznać obecnego prezesa Łukasza Kamińskiego. Wówczas wygłosił referat, w którym przeciwstawił się oficjalnej propagandzie o tym ,jak tworzyły się Wolne Związki Zawodowe. Dzisiaj zaś uważam, że prezes podporządkował się temu środowisku lewicy KOR-wskiej, któremu kiedyś się przeciwstawiał. W IPN-ie zarzucono badania nad historią Solidarności. Na konferencji z okazji 20-lecia Wolnych Związków Zawodowych było wygłoszonych wiele referatów, w tym i mój. Miały się one ukazać w wersji książkowej, ale nigdy ich nie wydano.

A proszę powiedzieć, jak z Pana perspektywy wygląda działalność Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku?

Nie mam dobrego zdania o tej instytucji. Lech Wałęsa jest poprzez swoją Fundację w gremium zarządzającym, ma tam swoją siedzibę i współdecyduje o pracy ECS. Są tam też przedstawiciele ministra kultury m.in. Władysław Frasyniuk, obecnie obrażający rząd i Prezydenta. Dla takich jak ja tam nie ma wstępu, mnie nigdy na nic nie zapraszają. Niedawno zatelefonował do mnie nowy pracownik naukowy tej instytucji i dziwił się, że ze mną nikt dotąd nie nagrał rozmowy.

autor: Janusz Wolniak

źródło: gazeta Obywatelska

 

Krzysztof Wyszkowski był współpracownikiem KSS KOR; w 1978 r. współzałożył Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża. Był wydawcą m.in. podziemnych wydawnictw Niezależnej Oficyny Wydawniczej i Głosu. W sierpniu 80 roku uczestniczył w strajku w Stoczni Gdańskiej, a także zaproponował tytuł „Solidarność” dla biuletynu informacyjnego. 13 grudnia 1981 roku został internowany. W sierpniu 1982 roku uciekł z ośrodka internowania. Po roku został aresztowany, wielokrotnie zatrzymywany. W 1988 roku znowu był uczestnikiem strajku w Stoczni. W 1989 roku współpracował z Tygodnikiem Solidarność, a później był redaktorem Gazety Polskiej.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ