Weryfikacja dziennikarzy po wrocławsku

posagi.jpg

W jaki sposób zamierza pan propagować istnienie i działalność Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego – to pytanie usłyszał przewodniczący Solidarności Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego od towarzysza z KC PZPR, szefa komisji weryfikującej wrocławskich dziennikarzy w styczniu 1982 roku. – Nie zamierzam – odpowiedział przepytywany. Dostał jeszcze pytanie pomocnicze, jak w tej sytuacji wyobraża sobie swoją pracę jako dziennikarza, ale była to niewątpliwie jedna z najkrótszych weryfikacji w historii prasy.

13 grudnia 1981 roku na terenie całego kraju został wprowadzony stan wojenny. W nocy z soboty na niedzielę oddziały ZOMO rozpoczęły akcję aresztowania działaczy opozycyjnych. O szóstej rano radio i telewizja nadały przemówienie generała Jaruzelskiego. Zamknięto granice państwa, ogłoszono godzinę milicyjną, wprowadzono zakaz zgromadzeń, zakaz prowadzenia działalności związkowej i społecznej, wyłączono komunikację telefoniczną, zaczęła obowiązywać cenzura korespondencji. Zawieszona została działalność polskich gazet, ukazywały się tylko dwa dzienniki ogólnokrajowe: ”Trybuna Ludu” i „Żołnierz Wolności”. Powstały natomiast regionalne redakcje gazet partyjnych, we Wrocławiu był to „Monitor Dolnośląski”. W telewizji pojawili się prezenterzy w mundurach wojskowych, emitowano głównie informacje o rygorach stanu wojennego, propagandowe materiały mające na celu dyskredytację działaczy Solidarności, a w ramach rozrywki wyświetlano filmy i seriale o tematyce wojennej .

Gdy w poniedziałek 14 grudnia dziennikarze wrocławskiej prasy stawili się do pracy, część z nich dowiedziała się, że właśnie dostali urlopy okolicznościowe, nie mają wstępu do redakcji, muszą wracać do domu i tam czekać na ewentualne wezwanie. Na posterunku zostali tylko ci, do których partia i Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego miała zaufanie. W ten sposób powstał zespół, który redagował „Monitor Dolnośląski”, pismo czasu stanu wojennego dla województw jeleniogórskiego, legnickiego, wałbrzyskiego i wrocławskiego. Zawierał on przede wszystkim rozporządzenia władz i artykuły propagandowe, a także niewielką ilość informacji lokalnych. O stosunku czytelników do nowej gazety świadczy określenie jakim ją ochrzczono – gadzinówka – i ilość zwrotów sięgająca nawet 90%. W czasach gdy zwroty gazet były niewielkie i ustalane odgórnie, taki poziom zwrotów był czymś wyjątkowym.

 

 

Weryfikujący i weryfikowani

 

W styczniu 1982 roku rozpoczęły działalność komisje weryfikacyjne, które miały na celu wyeliminowanie z życia publicznego niepokornych dziennikarzy. Weryfikowani mieli być pracownicy prasy, radia i telewizji. W skład komisji działającej we Wrocławiu wchodzili przedstawiciele wojewódzkiego komitetu PZPR, reprezentant KC PZPR, dyrektor Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego RSW (Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza ”Prasa Książka Ruch”) lub przedstawiciel ośrodka telewizyjnego albo radiowego oraz osoby reprezentujące poszczególne redakcje. Przewodniczący komisji weryfikacyjnej zapytał skarbniczkę Komisji Zakładowej Solidarności, osobę niewysoką i drobnej budowy, czy ona też chciała wieszać komunistów. Była to oczywista aluzja do popularnej w stanie wojennym rymowanki: „A na drzewach zamiast liści, będą wisieć komuniści”. Zanim przepytywana zdążyła odpowiedzieć, ruszył jej w sukurs dyrektor Wydawnictwa Prasowego i powiedział: Popatrz na nią, ona by nie dała rady! Ta anegdota dziś może się wydawać zabawna, ale wówczas weryfikowanym dziennikarzom nie było do śmiechu.

Według historycznych źródeł w 1981 roku we wszystkich redakcjach w Polsce pracowało ok. 10 tysięcy dziennikarzy. W wyniku działań komisji weryfikacyjnych pracę straciło co najmniej 800 osób a kolejne 1000 dotknęły różnego rodzaju szykany, najczęściej było to przeniesienie do innej, gorszej pracy albo zmuszanie do przejścia na emeryturę lub rentę.

We Wrocławiu zwolniono 73 osoby:

16 osób z Wrocławskiego Ośrodka Telewizyjnego

15 osób z Radia Wrocław

8 osób z „Gazety Robotniczej”

6 osób ze „Słowa Polskiego”

8 osób z „Wieczoru Wrocławia”

11 osób z „Wiadomości”

3 osoby z „Konkretów”

5 osób z „Polskiej Miedzi”

1 osobę z „Odry”

1 osobę z Centralnej Agencji Fotograficznej

We Wrocławskim Wydawnictwie Prasowym do Solidarności należało niewiele ponad 10 % dziennikarzy. Większość związkowców to byli pracownicy techniczni i administracyjni. Najwięcej członków Solidarności rekrutowało się spośród dziennikarzy „Wieczoru Wrocławia”. To z tej redakcji pochodzili przewodniczący i wiceprzewodniczący związku. Dlatego też z „WW” zwolniono aż 8 osób, co przy niewielkim liczebnie zespole stanowiło blisko 30% dziennikarzy. Z tygodnika „Wiadomości” zwolniono 11 osób i redakcję zlikwidowano. Podobnie było z „Polską Miedzią” , to pismo również zostało zamknięte. Po kilku latach reaktywowano tygodnik pod nieco zmienionym tytułem „Nowa Miedź”, natomiast „Wiadomości” zniknęły na zawsze , bo trudno za ich kontynuację uznać „Sprawy i Ludzie”, tygodnik, który pojawił się na rynku prasowym w kwietniu 1982 roku.

To tylko mobbing

W „Życiu Warszawy” ukazało się swego czasu ogłoszenie tej treści: „Szukam uczciwej pracy. Jacek Maziarski”. Jego nadawcą był jeden z najlepszych polskich publicystów, negatywnie zweryfikowany. Znalazł pracę w antykwariacie. We Wrocławiu było podobnie – zwolnieni z pracy dziennikarze imali się różnych zajęć. Barbara Pietkiewicz (Wrocławski Ośrodek Telewizyjny) sprzedawała lody, Andrzej Karmiński („Słowo Polskie”) produkował oranżadę, Tomasz Orlicz (TV) szył torebki, a Stanisław Jabłoński („Wieczór Wrocławia”) wyrabiał meble kuchenne. Ryszard Skała pomysłodawca, założyciel i – od początku istnienia „Wieczoru Wrocławia” – jego redaktor naczelny został przeniesiony na emeryturę. Podobny los spotkał szefa wrocławskiego ośrodka telewizyjnego Mieczysława Zawadowskiego. Wiele osób, które w wyniku działań komisji weryfikacyjnej straciły pracę, nigdy już do zawodu dziennikarza nie powróciło. Na ich miejsce zostali przydzieleni przez władzę inni ludzie, sprawdzeni i lojalni wobec partii, często nigdy niezwiązani z dziennikarstwem. Część dziennikarzy po 1989 roku ponownie została przyjęta do swoich macierzystych redakcji, część zmieniła pracodawcę. Dla wielu jednak stan wojenny oznaczał koniec ich dziennikarskiej kariery. Byli i tacy, którzy decydowali się na emigrację albo do tej emigracji zostali zmuszeni. Dziś, po trzydziestu latach od tamtych wydarzeń, sprawa weryfikacji dziennikarzy nadal budzi emocje, ale nigdy nie doczekała się rzetelnego opracowania, a dziennikarze pozbawieni pracy zadośćuczynienia. Swoistym komentarzem do tej sprawy jest wyrok, jaki niedawno zapadł w trwającym kilka lat procesie dotyczącym weryfikacji w stanie wojennym łódzkich dziennikarzy. Sąd uznał , że sprawa się przedawniła. Prokurator twierdził, że członkowie komisji weryfikacyjnej dopuścili się jedynie mobbingu w celu przymuszenia dziennikarzy do odejścia z pracy. W ten sposób zostały jedynie naruszone prawa pracownicze dziennikarzy. A takie naruszenie jest zagrożone karą do lat pięciu. Sąd Najwyższy orzekł, że zbrodnie komunistyczne zagrożone karą do lat pięciu są od 1995 roku przedawnione.

Ewa Ziemiańska, negatywnie zweryfikowana

 

Zostałam zwolniona z pracy , w wypowiedzeniu nie podano uzasadnienia. Odwołałam się do Komisji Rozjemczej (takie komisje, organy powołane do rozstrzygania sporów prawa pracy, działały w Polsce do 1985 roku). Komisja podtrzymała decyzję pracodawcy. Następną instancją był sąd. Na jego wniosek Wrocławskie Wydawnictwo Prasowe musiało podać powody, dla których dostałam wypowiedzenie. Powodem mojego zwolnienia była redukcja, ale gdy sędzia zażądała listy osób zredukowanych, okazało się, że na tej liście jestem tylko ja. Sąd nakazał przywrócenie mnie do pracy.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ