Szepty niosą się po koczowisku muzułmanów w Idomeni, czekających na powtórkę cudu roku z 2015.

imigranci.jpg

„Otworzą, a was nie będzie i nie pójdziecie”, „pokonajcie ten płot, a dalej już nikt was nie zatrzyma i pójdziecie, gdzie chcecie” – szepty niosą się po koczowisku muzułmanów w Idomeni, czekających na powtórkę cudu roku z 2015.

Nadzieja ta jest podsycana przez niezidentyfikowanych „aktywistów”,
W koczowisku 9 kwietnia pojawiły się ulotki w języku arabskim do wspólnego przełamania płotu na granicy z Macedonią.

Planowany szturm

Według dziennika „Kathimerini” w okolicznych koczowiskach muzułmanie powtarzali sobie wieści o planowanym na 10 kwietnia szturmie. Policja grecka odnotowała przesunięcie się grup muzułmanów w pobliże granicy i uprzedziła o tym Macedończyków. Tłum liczący według różnych szacunków od 500 do 2000 osób rzucił się przez łąkę na płot z drutu kolczastego.
Logistyka zawiodła, zabrakło taranów lub choćby nożyc do cięcia drutu. Atak odparto bez trudu, używając gazu i granatów hukowych. Macedończycy odrzucili oskarżenia o użycie pocisków gumowych.

Niestety odnotowano zranienie trzech funkcjonariuszy, którzy zostali trafieni ciskanymi przez muzułmanów kamieniami.
Zmieniający kierunek wiatr zagnał gazowe obłoki nad koczowisko, gdzie oczekiwali na otwarcie przejścia pozostali muzułmanie. Lekarze udzieli pomocy ponad 200 uchodźcom mającym problemy z oddychaniem.

O wydarzeniach doniosły agencje. Prasa grecka z irytacją informuje o „aktywistach” pobudzających opór muzułmanów. Tworzą atmosferę oczekiwania na otwarcie granicy i mobilizują muzułmanów do coraz lepiej organizowanych szturmów. Kim są, skąd pochodzą, za czyje pieniądze animują zagrażające zdrowiu i życiu akcje?
W blasku fleszów

Dobrze poinformowani o planowanych szturmach są fotoreporterzy, którzy zwykle towarzyszą tłumom muzułmanów zbierających siły i kamienie do ataku na macedońskich policjantów. Czy zdjęcia są tak cenne, że warto dla nich narażać życie?

Do największej jak do tej pory akcji przełamania granicy doszło w połowie marca. Muzułmanie otrzymali napisane po arabsku ulotki nawołujące do obejścia posterunków i mapkę z trasą. Ponad dwutysięczny tłum w otoczeniu fotoreporterów poszedł nad rwące rzeki Savu i Vardar, które forsował za pomocą lin. Fotoreporterom udały się zdjęcia, a na „uchodźców” oczekiwali po stronie macedońskiej policjanci. Fama niosła, że przy tej operacji utonęło troje Afgańczyków.

Nie obyło się i bez chwil heroikomicznych. Pochodząca z Austrii „aktywistka” rozpoznała wśród interweniujących w obronie prawa funkcjonariuszy policjantów z Czech i Austrii. Widać Słowacy mieli akurat wolne. Oburzona powiadomiła o tym świat. Nie odnotowano, czy jej sumienie zostało obciążone ofiarami przejścia przez rzekę i bagna, sprowokowanego przez nią i jej podobnych.
„Aktywiści” zapłacili po 300 euro grzywny za nielegalne przekroczenie granicy, a zatrzymanych dziennikarzy Grecy obiecali wyrzucić z kraju.

„Uchodźców” przetransportowano wojskowymi ciężarówkami – cóż za dyshonor dla nich – na granicę i tam dokładnie analizowano dane każdego z nich. Nie szło bynajmniej o bezpieczeństwo, tylko statystykę – Grecy obawiali się otrzymania „nieswoich” muzułmanów.

Idomeni staje się miejscem, w którym weryfikowane są racje polityczne. Kto to powiedział, że „praktyka rozstrzyga spory teoretyczne”? Aktywista zapewne.

autor: Waldemar Antkowiak

źródło: gazeta Obywatelska

 

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ