Tajemnica rosyjskiego sukcesu na Węgrzech w 1849 roku

sławek.jpg

Warto w tym miejscu przedstawić polskiej opinii publicznej kilka historycznych wątków. Po upadku dążeń rewolucyjnych w Wiedniu i Berlinie późną jesienią 1848 r. europejskie siły rewolucyjne okresu Wiosny Ludów utrzymywały się głównie na Węgrzech. Zaistniałą sytuację rosyjski car Mikołaj I uważał za największe zagrożenie dla ustalonego ładu w Europie Środkowo-Wschodniej. Zdaniem władcy Rosji wynikało to przede wszystkim ze znacznego polskiego charakteru wojny. Z zachowanych w rosyjskim archiwum tajnych zapisków Paskiewicza wiemy, że władze rosyjskie posiadały wiele szczegółowych informacji o wydarzeniach na Węgrzech. Rosyjscy tajni agenci donosili do Warszawy, że najniebezpieczniejszym dla Rosji elementem kampanii na Węgrzech był udział polskich oficerów. Namiestnik Paskiewicz był bowiem przekonany, że uczestnictwo polskich dowódców mogło doprowadzić także do wybuchu powstania w Galicji i Królestwie Polskim.

W kwietniu 1849 r., po kilku imponujących zwycięstwach powstańców, sytuacja Austriaków na Węgrzech stała się bardzo trudna. Ogłoszono niepodległość Węgier i detronizację Habsburgów. W tym czasie władze węgierskie ustaliły z Polakami ostateczny tekst umowy legionowej. Zgodnie z tymi ustaleniami gen. Józef Wysocki otrzymał stanowisko dowódcy formacji zbrojnej, która oficjalnie nosiła miano polskiego Legionu, ale potocznie nazywana była batalionem Wysockiego. Natomiast gen. Józef Bem miał dowodzić polskimi oddziałami w Siedmiogrodzie. Zgodnie z życzeniem gen. Wysockiego na miejsce koncentracji polskiego Legionu przeznaczono Miszkolc. Miejsce koncentracji polskich oddziałów znajdujące się nieopodal granicy z Galicją nie zostało wybrane przypadkowo. Wysocki liczył zarówno na liczny napływ polskich ochotników jak i rozważał możliwość zbrojnego wkroczenia do Galicji. W wyniku zawartego sojuszu Austrii i Rosji ogłoszono manifesty cara Mikołaja wyjaśniające przyczyny rosyjskiej pomocy dla Austrii. Według władcy Rosji „krok ten gruntuje się na dwóch głównych pobudkach: na powinności moralnej wypływającej dla nas z wyrażonego żądania (austriackiego) Gabinetu, z którym jesteśmy połączeni przez zobowiązania i przymierza, oraz na niezaprzeczalnym prawie, jakie dla nas wynika z konieczności myślenia o własnej obronie”. Bezpieczeństwo Cesarstwa Rosyjskiego – według cara – zostało zagrożone, a powstanie „nie jest teraz właściwie węgierskie, ale stało się w połowie polskie. Służy za podstawę rokoszowi daleko obszerniejszemu, daleko wyżej sięgającemu, który dąży do zbuntowania wszystkich krajów dawnej Polski i do przywrócenia dla nas wszystkich klęsk i okropności roku 1831”. Także treść okólnika rosyjskiego Ministra Spraw Zagranicznych do rosyjskich posłów za granicą wskazywał wprost, że „bunt węgierski stał się podstawą widocznie przygotowywanego powstania w Polsce. W Galicji spodziewają się takowe wywołać, a później w naszych (rosyjskich) prowincjach”. Mikołaj traktował rewolucję na Węgrzech jako ogniwo nowego polskiego powstania, które należało natychmiast zdławić. W swoich tajnych instrukcjach dla Paskiewicza car podkreślał, że „będziemy mieli do czynienia z głównymi siłami Węgrów, wspartych kanaliami Polakami przybyłymi ze wszystkich stron”. Ostatecznie 29 maja została podpisana Konwencja, która przewidywała, że interweniująca armia rosyjska miała podlegać austriackiemu dowództwu gen. Juliusa Haynaua. Oficjalnie wojska rosyjskie pod dowództwem feldmarszałka Paskiewicza wkroczyły do Węgier 17 czerwca. W tej wyprawie namiestnikowi Królestwa towarzyszył „najczynniejszy” agent tajnej policji rosyjskiej z warszawskiego biura barona Strika – Józef Hieronim Grass. Główne siły rosyjskie przekraczające granicę z Austrią składały się z trzech korpusów liczących w sumie 114 tys. bagnetów, 15 tys. szabel i 462 działa.

Wkraczające do Galicji wojska rosyjskie przyjmowane były dość życzliwie i przyjaźnie przez mieszkańców. Duża część Polaków łudziła się nadzieją i pamiętała wcześniejsze zapowiedzi cara dotyczące zmiany polityki w stosunku do narodu polskiego i utworzenia „nowej Polski w jej dawnych granicach”. Część polskich elit sądziło, że „cesarz Mikołaj zagarnie tę część Polski pod swoje berło”. Ponadto, dodatkowym powodem przychylnego przyjęcia wojsk rosyjskich przez tamtejszych mieszkańców był fakt, że dużą część z nich stanowili Polacy. Często byli to także dawni uczestnicy Powstania Listopadowego. W Galicji sądzono, że ci żołnierze nie będą walczyć z Węgrami i Polakami dowodzonymi przez dawnych swoich polskich dowódców. Jednak po wkroczeniu armii rosyjskiej w granice Austrii dostrzegalna była niechęć pomiędzy wojskami obu krajów. Szczególnie widoczny był konflikt pomiędzy niektórymi wyższymi oficerami, a przede wszystkim między Paskiewiczem i gen. Haynauaem. Dowództwo austriackie chciało, aby Rosjanie szybko i najkrótszą drogą dotarli na Węgry. Natomiast Paskiewicz planował zająć najpierw Galicję i Bukowinę. Dopiero po opanowaniu sytuacji w tych rejonach, armia rosyjska planowała wkroczyć na Węgry. Raporty donoszące o konflikcie Paskiewicza z austriackim korpusem oficerskim, oraz brak zdecydowanych zwycięstw wojsk rosyjskich nad powstańcami wywołały zaniepokojenie Mikołaja. W jego korespondencji z „kochanym ojczulkiem dowódcą” zauważamy zdecydowaną zmianę stosunku władcy do namiestnika Królestwa. Car nie ukrywał swojej irytacji pisząc „bardzo mi przykro, że (gen. Artur) Görgey z całą swą armią wymknął się Panu. Potrafię to w pełni zrozumieć, dopiero kiedy mi Pan osobiście wytłumaczy to, czego tu (w Rosji) prawie nikt zrozumieć nie może”. W otoczeniu cara otwarcie krytykowano Paskiewicza i proponowano zmianę głównego dowódcy. Miało to również związek ze stałą rywalizacją poszczególnych stronnictw o względy cara. Jeśli wierzyć zachowanym źródłom, to następcą Paskiewicza w dowodzeniu armią miał zostać gen. Fiodor Berg, a młodszy brat cara, wielki książę Michał Pawłowicz miał zastąpić go na posadzie namiestnictwa w Warszawie. W celu podjęcia ostatecznych decyzji latem do polskiej stolicy przyjechał Mikołaj wraz z szefem rosyjskich służb specjalnych ks. Aleksiejem Orłowem oraz austriacki premier książę Schwarzenberg i wielki książę Michał.

Zdając sobie sprawę z rosnącego niezadowolenia swojego władcy oraz zagrożonej funkcji namiestnictwa w Królestwie Polskim, Paskiewicz dążył do jak najszybszego zakończenia kampanii na Węgrzech. Jak wynika ze źródeł, Rosjanie na przełomie lipca i sierpnia nawiązali tajną korespondencję z węgierskim gen. Arturem Görgeyem, któremu dostarczano także „upominki na dowód poważania”. Poufna korespondencja miała być prowadzona poprzez pośrednictwo jego rodziny, która stale przebywała przy generale. Według zachowanych źródeł osobą bezpośrednio odpowiedzialną za przekupienie węgierskiego dowódcy – co przyczyniło się do upadku powstania na Węgrzech – był warszawski tajny agent Józef Grass. W trakcie kampanii węgierskiej agent posługiwał się fałszywym rosyjskim mundurem wojskowego pułkownika o nazwisku Poniew. W prowadzonej poufnej korespondencji węgierski generał oświadczył Rosjanom gotowość do bezwarunkowej kapitulacji, z jedynym zastrzeżeniem, że złoży broń wobec wojsk rosyjskich, a nie austriackich. Wkrótce Paskiewicz triumfował donosząc Mikołajowi: „Węgrzy u stóp Waszej Cesarskiej Mości”. W ciągu całej interwencji na Węgrzech, armii rosyjskiej poddało się 150 chorągwi, 400 dział, a broń złożyło przeszło 80 tys. powstańców. Politycy rosyjscy nie ukrywali zadowolenia. Radość Mikołaja nie była bezpodstawna ponieważ za uśmierzenie rewolucyjnego ruchu w Europie Rosjanie zapłacili niewiele. W czasie rosyjskiej kampanii na Węgrzech zginęło tylko 708 żołnierzy, a 2447 zostało rannych. Z okazji zwycięstwa na Polach Mokotowskich w Warszawie odbył się uroczysty prawosławny obrzęd i parada, na której znalazło się całe wojsko stacjonujące w okolicach polskiej stolicy.

Natomiast w zupełnie innych nastrojach było polskie społeczeństwo, gdzie „wiadomość ta piorunem raziła wszystkich”. Dominowało wśród nich przekonanie, że Paskiewicz w obawie o swoją pozycję przekupił głównodowodzącego armią węgierską. Mieszkańcy Królestwa z ogromnymi obawami oczekiwali powrotu zwycięskiej armii rosyjskiej. Jak zapisał wówczas Adolf Pigłowski „My marzymy, łudzimy się, a Węgrzy, twierdzę – klucz do swojego kraju oddają. Ach Boże! Cóż to będzie dalej!”. Polacy masowo odwoływali zaplanowane bale, zabawy taneczne, a jeśli ktoś wyłamywał się z przyjętej nieformalnie żałoby narodowej, temu wrzucano do jego mieszkania kamienie z ostrzeżeniami. Feldmarszałek Paskiewicz powracał do Królestwa jako wielki zwycięzca i triumfator. Mikołaj wdał specjalny rozkaz do wojska i urzędników, aby już na granicy Królestwa oddawali Paskiewiczowi honory cesarskie. Zwycięski namiestnik Królestwa Polskiego powrócił do Warszawy wieczorem 1 września. Na dworcu kolejowym przywitał go osobiście car Mikołaj, który „uściskawszy go pytał, co by mu mógł przyjemnego zrobić?” Feldmarszałek „mając w pamięci swoją chwiejną niedawno pozycję, poprosił władcę, aby go cesarz do śmierci w Polsce zostawił”. Tak zakończyła się rosyjska interwencja na Węgrzech, a wraz z nią upadły polskie nadzieje na jakiekolwiek zmiany i ulgi polityczne zarówno na Węgrzech, jak i w Królestwie Polskim.

autor: dr Sławomir Węgrzynowicz  – absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, doktor nauk humanistycznych, historyk, wykładowca społeczny i alpinista. Specjalizuje się w problematyce stosunków polsko–rosyjskich XIX-XXI wieku, oraz szeroko rozumianej polskiej myśli politycznej i niepodległościowej. Badacz polskich i rosyjskich archiwów w latach 2005-2010 i stażysta Archiwum Polityki Zagranicznej Federacji Rosyjskiej w Moskwie

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ