Gelberg: Wybaczanie

W szóstą rocznicę tragedii smoleńskiej Andrzej Duda wygłosił przed pałacem prezydenckim przemówienie, w którym zaapelował o przebaczenie, potrzebne, wręcz niezbędne dla Polski i Polaków – dzisiaj bardzo podzielonych. Pan prezydent nie wskazał wprost komu i co należy wybaczyć, wpisując się w ewangeliczną tonację Modlitwy Pańskiej z jej fragmentem: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Bardzo szlachetne, chrześcijańskie przesłanie Andrzeja Dudy nie wymaga komentarza, tylko rozwinięcia. Ba grzechem były nie tylko podłe czyny, ale również…

… zaniechania

Bracia Kaczyńscy już u zarania III RP byli bezpardonowo atakowani przez konkurencję polityczną i współdziałające media, choć trzeba przyznać, że wobec Lecha stosowano taryfę w miarę ulgową. Ale do czasu… Gdy wygrał wybory prezydenckie, totalny atak na pierwszego obywatela RP rozpoczął się na wszystkich frontach. Był chamski, nie przebierano w środkach, najbardziej absurdalne pomówienia gładko wychodziły z gardeł niektórych polityków, a wszystko nagłaśniały usłużne media, dodając od siebie ton szyderstwa i pogardy. „W pałacu prezydenckim podaje się wino – Lech Kaczyński jest zapewne alkoholikiem”. „Żądał samolotu, upierał się żeby być w Brukseli – musi być z jego głową coś nie tak, warto by go przebadać psychiatrycznie”. „Poleciał do Tbilisi – naczytał się Sienkiewicza i zachciało mu się ułańskiej szarży”. „Ostrzelano w Gruzji kolumnę, w której jechał samochód Lecha Kaczyńskiego – prymitywna ustawka”. Przykłady można mnożyć, warto dodać, że redakcje gazet publikowały tylko zdjęcia, na których prezydent wypadał niekorzystnie, również migawki telewizyjne miały przede wszystkim ośmieszyć głowę państwa, a jeżeli były nie dość zabawne, można je było opatrzyć prześmiewczym komentarzem. Dopiero po śmierci prezydenta okazało się, że w archiwach gazet są również inne zdjęcia, na których Maria i Lech Kaczyńscy wyglądają wręcz uroczo.

W latach prezydentury Lecha Kaczyńskiego spotykałem się z nim kilkakrotnie – znaliśmy się ponad 20 lat. To był bardzo twardy facet, te wszystkie chamskie ataki brał – jak mawia dzisiaj młodzież – „na klatę”. Nie oburzał się i nie skarżył, ale trochę jakby zamykał się w sobie. W roku wyborczym 2010 ośrodki badania opinii publicznej nie dawały mu żadnych szans na reelekcję, ale on podjął wyzwanie, chociaż część jego najbliższego „pałacowego otoczenia” też nie wierzyła w sukces.

Dopiero po śmierci Lecha Kaczyńskiego zdałem sobie sprawę, że ludzie którzy go znali i szanowali, a przecież było ich bardzo wielu, nie podjęli za życia prezydenta jakichś zbiorowych działań przeciwstawiających się tej ohydnej nagonce. To był klasyczny grzech zaniechania. Czy wynikał ze strachu? Nie sądzę. Z lenistwa? To prędzej. Ale przede wszystkim z powodu niepojętego, zbiorowego stuporu. Gdy trumna z Panem Prezydentem dotarła do stolicy, napisałem w ramach ekspiacji tekst „Proszę wstać – Pan Prezydent jest znowu w Warszawie”.

Obserwowałem potem setki tysięcy Polaków, którzy w gigantycznej kolejce trwali w skupieniu przez kilkanaście godzin, żeby osobiście złożyć hołd parze prezydenckiej. Nic nie zapowiadało wydarzeń, które niebawem nastąpiły. A to już było barbarzyństwo: seanse nienawiści wzięte żywcem z Orwella, krzyże z przypiętymi puszkami piwa marki „Lech”, szydzenie i poszturchiwanie starszych kobiet modlących się wokół krzyża, sikanie na płonące znicze – wszystko na oczach nieinterweniującej policji. Okrzyki nienawiści i rozdawane ulotki pisane żółcią, oskarżające Lecha Kaczyńskiego, że wymuszając na pilotach lądowanie w Smoleńsku, doprowadził do katastrofy, były tylko uzupełnieniem. I również wtedy, wobec tych skandalicznych ekscesów, przyzwoici ludzie, którzy jeszcze kilka dni wcześniej manifestowali swój żal z powodu śmierci prezydenta, nie potrafili się jakoś skrzyknąć, żeby przepędzić z Krakowskiego Przedmieścia tę bandę barbarzyńców. To był drugi grzech zaniechania.

Trzeba jasno powiedzieć, że jeśli myślimy poważnie o wybaczaniu, jeśli chcemy wybaczyć innym, powinniśmy zacząć od siebie. Sobie musimy przedtem wybaczyć dwukrotny grzech zaniechania.

Cytaty z Herberta

Z tym wybaczaniem ludziom czynów, które budzą protest i odrazę, nie należy się spieszyć. W „Przesłaniu pana Cogito” Herbert przestrzega, że „zaiste nie w twojej mocy przebaczać w imieniu tych, których zdradzono o świcie”. W tej delikatnej materii Książe Poetów zaleca umiar i odrzucenie pychy przez tych, którzy się rwą do wybaczania w czyimś imieniu. Nie oznacza to bynajmniej niedoceniania jakże istotnej dla chrześcijaństwa postawy – akceptacji wybaczania. Herbert jednak dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest to takie proste i w wierszu „17.IX” z goryczą zauważa, że „ci co po nas przyjdą, będą się znowu uczyli najtrudniejszego kunsztu – odpuszczania win”.

Ale wybaczyć można przecież tylko tym, którzy mają poczucie winy. Którzy wyrażą skruchę i przez siebie skrzywdzonych poproszą o wybaczenie, deklarując zarazem jakąkolwiek formę zadośćuczynienia.

 

Mimo apelu prezydenta Andrzeja Dudy, na tak istotną i jakże potrzebną przemianę, dzisiaj się w Polsce nie zanosi.

Niestety

autor: Andrzej Gelberg

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ