Skończmy z serwilizmem. Poniatowski we Wrocławiu!

poniatwski.jpg
foto: Tomasz Małek

Gdy przedstawiłem potrzebę zmiany nazwy Hali Stulecia na Halę im. Ks. Józefa Poniatowskiego, znany ogólnopolski dziennik, którego nazwy brzydzę się wymieniać, zupełnie pominął uzasadnienie tego postulatu, co całkowicie wykoślawiło tę ideę.

Otóż, przejmując Wrocław z łaski Stalina w 1945 r., „nasi” komuniści w sposób toporno-prostacki starali się wmówić Polakom, że jest to odwieczne polskie miasto, które w naturalny i oczywisty sposób wraca do macierzy – po 700 latach zniemczania! Tak się złożyło, że akurat w tym samym okresie 700 lat stworzyliśmy Lwów. I kiedy nam go odcięto, w odróżnieniu od Breslau, był on całkowicie polski.

Dzisiejsi Niemcy w sposób naturalny tęsknią za swoim Breslau, tak jak my tęsknimy za Lwowem i Wilnem, i nie ma w tym nic dziwnego. Wszak i oni i my kochamy własną historię i tęsknimy za utraconą przeszłością. Jednak między nami jest zasadnicza różnica.

To Niemcy popełnili straszliwe zbrodnie na narodzie polskim, a nie odwrotnie! Należy pamiętać o milionach Polaków zamordowanych podczas II wojny światowej, o bezpowrotnie utraconych zabytkach naszej tysiącletniej kultury, o zrównaniu z ziemią naszej stolicy, o utracie połowy naszego terytorium. Okres zaborów i II wojna światowa ukazała w całej pełni stosunek Niemców do Polaków: to jest pogarda, nienawiść i chęć unicestwienia, porównywalna tylko z tym, co czuje Rosja w stosunku do Polski.

Wrocław dostaliśmy niechcący, bo wolelibyśmy zachować nasz Lwów i Wilno, miasta tworzące naszą kulturę. Ale skoro tak już się stało, to zdajmy sobie sprawę, że Wrocław nam się po prostu należy w ramach odszkodowań wojennych, w ramach zadośćuczynienia za to nieprawdopodobne zniszczenie Polski w II wojnie światowej rozpoczętej przez Niemcy, a dokończonej przez Rosję.

Nie ma w Europie drugiego narodu, który doświadczyłby tylu krzywd i upokorzeń od swoich sąsiadów jak my, Polacy! Dlatego naszym zadaniem powinno być całkowite wciągnięcie Wrocławia w polską orbitę historyczną i kulturową, na przekór rodzimym serwilistom i niemieckim marzycielom o jakieś restytucji Breslau! Każda cząstka Wrocławia powinna być wręcz demonstracyjnie spolonizowana. Nie może być żadnych niemieckich nazw ani eksponowanych pamiątek. Powinniśmy obstawić miasto polskimi pomnikami czczącymi odległą przeszłość, jak również czasy dzisiejsze, bo historia polskiego Wrocławia to nie tylko średniowieczne kościoły, to również Żołnierze Wyklęci i sowiecka katownia na Kleczkowskiej, piękna NSZZ Solidarność i szalone zmagania uliczne w stanie wojennym – jest się czym chwalić.

Turysta niemiecki, przechadzając się pośród kamienic z czasów Breslau, powinien dziwić się, że jest to tak bardzo polskie miasto. Mamy we Wrocławiu architektoniczną perełkę – Halę Stulecia, dawniej Halę Ludową. Wybudowana w 1913 r. nosiła nazwę Jahrhunderthale (hala stulecia) na cześć setnej rocznicy zwycięskiej dla Niemców bitwy pod Lipskiem. Był to ostatni akord wojny pomiędzy koalicją Prusko-Angielsko-Rosyjską a Francją Napoleona z Księstwem Warszawskim.

W bitwie tej poległ w walce nasz wielki narodowy bohater książę Józef Poniatowski. Teraz my, polscy wrocławianie, wracając do niemieckiej nazwy „Hala Stulecia”, czcimy to pruskie zwycięstwo! Zatem, biorąc powyższe pod uwagę, należy uznać za całkowicie uzasadnione żądanie, aby Hala Stulecia – symbol pruskiej wielkości – nosiła obecnie imię Księcia Józefa Poniatowskiego.

Będzie to bezpośrednie nawiązanie do nazwy niemieckiej, ale ujęte z innej perspektywy. Polskiej perspektywy.

autor: Tomasz Małek

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ