Branża fałszywych obrońców demokracji : Przeciągający się kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego obudził całe środowisko sędziowskie w Polsce. Nie tylko obudził. Wezwał pod broń. W imię branżowej solidarności

trybunał.jpg

Przeciągający się kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego obudził całe środowisko sędziowskie w Polsce. Nie tylko obudził. Wezwał pod broń. W imię branżowej solidarności.

To nie było trudne do przewidzenia, że tak się stanie. Może co najwyżej dziwić stosunkowo późna reakcja. Dopiero po blisko pół roku. Za to została podjęta z odpowiednią siłą. Merytorycznie wniesie niewiele, jeśli nie zero. Inicjatorom, nie chodzi o przestrzeganie prawa. Ich celem jest ochrona własnych przywilejów. Utrzymania dotychczasowej pozycji, w tym zapewnieniu sobie bezkarności. Pozostawania bycia nietykalnym.

Obrona własnych korzyści

Te wszystkie korzyści gwarantowała sędziom poprzednia władza. Dlatego teraz występują w jej obronie. Hasło walki o praworządność w gruncie rzeczy służyć ma polityce, jaką prowadziła Platforma Obywatelska, rzeczniczka umów i układów okrągłostołowych.

Pierwszy sygnał do ofensywy przyszedł z samej Platformy Obywatelskiej. Dała go jedna z liderek tej partii, Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy. Jej towarzysze partyjni w samorządzie warszawskim przeforsowali decyzję, że władze Warszawy będą honorowały również niepublikowane orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i będą się nimi kierować. Tym samym Hanna Gronkiewicz-Waltz ogłosiła, że w nosie ma postanowienia rządu, który nie uznaje za ważne ostatnie postanowienia TK i w związku z tym ich nie publikuje w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”.

Z pomysłem wypowiedzenia wojny rządowi prezydent Warszawy formalnie ma niewiele wspólnego, bo to warszawscy radni podjęli taką uchwałę, nie ona. I tak będzie opinii publicznej przedstawiać sprawę. Wiadomo jednak, że radni Platformy realizują wytyczne HG-W.

Smutny obraz stanu sędziowskiego

W ślad za Hanną Gronkiewicz-Waltz poszła prezydent Łodzi Hanna Zdanowska, która postanowiła przypisać inicjatywę radnym Platformy. Dolę pomysłodawcy wziął na siebie reprezentant SLD. Dowodził, że jego projekt zapobiegnie ewentualnemu chaosowi prawnemu.

Inni radni trafnie zauważyli, że uchwała ma wyłącznie zaognić spór polityczny i ideologiczny, wywołany konfliktem wokół Trybunału.

Atak na rząd przypuszczony przez dwie działaczki Platformy, pełniące ważne funkcje społeczne, zachęcił do podobnego działania prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzatę Gersdorf, która postanowiła bronić demokracji w Polsce. Tak samo jak prof. Andrzej Rzepliński.

Jej wystąpienie publiczne w formie listu otwartego, media określiły jako dramatyczny apel, wzywający środowisko sędziowskie do niepodporządkowania się decyzjom rządu. Używała wielkich słów, jakby stała na barykadzie. Wezwała sędziów do odwagi, ponieważ są oni dziś depozytariuszami polskiej demokracji. Rządowi zaś zarzuciła lekceważenie prawa, jego odrzucenie. Zatem nie nazywając tego, wprost oskarżyła rząd o bezprawie.

Czytając jej opinię, miałem wrażenie, że znajduję się na manifestacji KOD.

Jedna myśl w wystąpieniu prezeski Małgorzaty Gersdorf była prawdziwa. Mianowicie ta, że stan sądownictwa jest papierkiem lakmusowym realnej demokracji.

Jak tę demokrację niszczy stan sędziowski w Polsce, widać jak na dłoni w ostatnich działaniach i Trybunału Konstytucyjnego, i jego prezesa prof. Rzeplińskiego. Nie trzeba wielkiej wnikliwości, by zobaczyć, że prof. Rzepliński od pierwszych dni po zdobyciu władzy przez PiS reprezentuje w każdym swoim geście i prawnej decyzji interesy Platformy Obywatelskiej. Nie ma zamiaru przestrzegać prawa, lecz realizować potrzeby polityczne partii, z którą sympatyzuje.

Sprawiedliwość społeczna a polityczna sympatia

Sprawa Trybunału i spór wokół niego są ważne. O wiele ważniejsze kwestie dotyczą wymiaru sprawiedliwości i sędziów, do których swój apel skierowała prezeska Gersdorf. Bo to oni decydują o obrazie polskiego wymiaru sprawiedliwości. O tym jak Polacy oceniają sędziów. Także media.

Ocena zaś jest jednoznaczna. Druzgocąco negatywna dla sędziów. Już kiedyś na tych łamach mówiłem, że zwykli sędziowie, ci którzy wydają wyroki w sądach powiatowych, wojewódzkich, apelacyjnych, przynoszą hańbę polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.

To oni wzorem pani prof. Małgorzaty Gersdorf i właśnie prof. Andrzeja Rzeplińskiego, wydają wyroki, kierując się swoimi politycznymi preferencjami, sympatią do określonych środowisk politycznych, nienawiścią do innych i im podporządkowują ocenę faktów. Nie przejmują się tym, że jawnie godzą w poczucie społecznej sprawiedliwości. To oni właśnie takie wartości lekceważą.

Przykłady głośne na cały kraj mógłbym przytoczyć z pamięci. Z ostatnich lat, a nie z zamierzchłej przeszłości, np. z lat 90. Polskie sądownictwo to nie tylko patologie wyrosłe na gruncie przekonań politycznych. Inną skazą jest uległość sędziów wobec władzy. Każdej władzy. Tej najwyższej, ale też tej w strukturze wymiaru sprawiedliwości. Podporządkowują wyroki rachunkom szans na awans w tej strukturze.

Czy mam przypominać o sędziach, którzy przez kilkanaście lat prowadzili procesy polityczne, w których na ławie oskarżonych zasiadali zbrodniarze z czasów PRL?

Czytaj więcej: Przywróćmy pamięć o pułkowniku Żurakowskim : Rozpoczynamy zbiórkę środków finansowych na nowy nagrobek

Autor: Jarzy jachowicz

źródło: gazeta Obywatelska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ