Frenchman: Chrześcijańskie wydarzenia muszą być „na wypasie”, żeby przyciągnąć młodych

fr.jpg

Rozmowa z muzykiem, który na szczycie swojej kariery przeżył nawrócenie. Odszedł z zespołu Jamal i rozpoczął karierę solową. Od tamtej pory poprzez swoją twórczość opowiada o Bogu, który tak mocno na niego wpłynął. Jakie były prawdziwe skutki tej zmiany – błogosławieństwo czy przekleństwo? Czym jest dla niego muzyka i jaką rolę powinna pełnić w życiu człowieka? O tym w rozmowie z naszym portalem opowiada Nicolas Ribier Frenchman.

Twoje nawrócenie wiąże się z Wrocławiem. Właściwie można powiedzieć, że tu się wszystko zaczęło. Czy przez to postrzegasz stolicę Dolnego Śląska bardziej sentymentalnie?

Frenchman: Mam rzeczywiście sentyment do tego miasta, ale nie z powodu wydarzenia związanego z nawróceniem. Mieszkałem tu jakiś czas, grając jeszcze w zespole Jamal. Dobrze wspominam Wrocław, ale właśnie niekoniecznie przez ten pierwszy znak, który dał mi Pan Bóg. W 2010 roku, kiedy schodziłem ze sceny po koncercie z Jamalem we Wrocławiu na Wyspie Słodowej, podeszła do mnie kobieta z publiczności, której nigdy wcześniej nie widziałem na oczy. Poprosiła o chwilę rozmowy. Zabrała mnie na bok, pogratulowała koncertu, po czym powiedziała, że Jezus Chrystus mnie bardzo kocha. W pierwszej chwili pomyślałem, że to Świadek Jehowy. Po chwili zapytała wprost – „Czy jesteś gotów umrzeć za Jezusa Chrystusa?”. Po dłuższym namyśle, odpowiedziałem jej, że nie jestem na to gotowy. Po czym dodała, żebym się nie martwił, że Jezus Chrystus mnie bardzo kocha, a w pewnym momencie swojego życia będę miał do wyboru: pozostanie neutralnym lub pójście w Jego ślady… Chwilę po tym incydencie poszedłem, ale nie w Jego ślady, tylko, jak to się mówi, „w melanż”. Nie przejmowałem się tym. Potem jednak to spotkanie okazało się początkiem mojej zmiany w życiu.

Twoje nawrócenie spowodowało wielką zmianę w karierze muzycznej. Odszedłeś z zespołu Jamal, rozpocząłeś działalność solową, wydałeś płytę o jednoznacznym tytule „Świadectwo”. Co się zmieniło po tym, jak zacząłeś tworzyć muzykę z treściami chrześcijańskimi?

Frenchman: Wiesz, można by winę zrzucać na ludzi z otoczenia, którzy patrzą już na mnie zupełnie inaczej, ale po co? Jedni to bardzo cenią, pomimo tego, że mają inne poglądy. Szanują mnie, rozumieją i nie mają z tym żadnego problemu. Inni twierdzą, że Frenchmana porąbało, jest nawiedzony itp. W tym kraju, jak się nawracasz i głosisz, że Jezus Chrystus jest Twoim Panem, od razu kojarzą Cię z rożnymi mediami katolickimi, takimi jak Radio Maryja, TV Trwam, z obrońcami krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, z radykalnymi, często niezrozumiałymi obliczami polskiego katolicyzmu. Od razu wrzucają cię do jednego worka z ludźmi, z którymi nie musisz się przecież zgadzać. Myślę, że najwięcej można zarzucić jednak sobie. Miałem dość długą przerwę w tworzeniu po płycie „Świadectwo”. Nie chcę się wgłębiać w powody, bo to prywatne sprawy, ale na pewno mogłem ten czas wykorzystać lepiej.

Czyli środowisko muzyczne zareagowało raczej negatywnie na Twoje nawrócenie? Wydaje się, że zbierasz za to przysłowiowe baty niż wielkie korzyści.

Frenchman: Na pewno jest jakaś grupa ludzi, którzy nie chcą mnie widzieć w zestawieniu z innymi zespołami, dlatego nie zapraszają mnie np. na różne festiwale. Wydaje mi się, że wiele osób chciałoby mi powiedzieć, że nie pasuje im moje spojrzenie na świat. Nie mówią jednak tego w twarz, tylko działają, usuwając mnie konsekwentnie z gry, czyli z muzycznego rynku. Nie chcę jednak nikogo osądzać. Słyszałem już pogłoski, że nie będę zapraszany w niektóre miejsca z powodu moich poglądów religijnych. Jezus mówił, że w imię Jego będą nas prześladować. Dla mnie to nic innego jak jakaś forma prześladowania, ale szczerze mówiąc, nie przejmuję się tym, bo cel mam inny.

Z drugiej strony oferujesz tak naprawdę muzykę nasiąkniętą prawdami chrześcijańskimi. Nie każdemu musi to odpowiadać. Muzyka nie zawsze musi nieść nie wiadomo jak głębokie treści, przecież jest ona też formą czystej rozrywki.

Frenchman: Zgadza się. Nawet w Piśmie Świętym rozgraniczono muzykę: dla ciała, dla ucha i dla ducha. Ja staram się zawsze połączyć wszystkie trzy rodzaje. Nie robię jednak muzyki czysto tanecznej, rozrywkowej. Tak naprawdę, od kiedy ma się potomka, choć wcześniej już o tym myślałem, człowiek zastanawia się, co zostawi po sobie. W każdej chwili można przecież umrzeć, bo nie wiemy, co wydarzy się jutro. Myślę sobie więc, co tak naprawdę sprawia, że moja muzyka reprezentuje jakąś wartość? Słowo. Najważniejszą rolę w muzyce odgrywają, moim zdaniem, słowa. Mają one przecież potężną moc. Mogą uskrzydlić, ale i skrzywdzić. Dlatego jakiś krótki tekst do piosenki powstaje czasem tydzień, bo szukam tego idealnego słowa, żeby wyrazić to, co czuję. Trzeba wypracować jasny przekaz, żeby słuchacze właściwie rozumieli treści utworów.

Czyli nie znajdziemy w Twojej twórczości tylko rozrywki?

Frenchman: Nie, ale nie oceniam muzyków, którzy może mniejszą wagę przywiązują do treści. To jest kwestia podejścia do własnej twórczości, wybór kierunku, w którym chcesz podążać. Czujesz, jako artysta, co cię kręci i w tę stronę idziesz. Sądzę także, że jedno z drugim w ogóle się nie wyklucza. Tzn. można połączyć sensowną, wartościową treść z mocno rozrywkowym brzmieniem. Przykładem niech będzie choćby muzyka gospel.

MC Misyjny, tak siebie określasz na swojej płycie. Muzyka jest dla Ciebie sposobem mówienia innym o Jezusie?

Frenchman: Pierwszą rzecz, jaką apostołowie zrobili po zmartwychwstaniu Jezusa było wyjście do ludu i głoszenie prawdy o zbawieniu. Ten odruch ewangelizacji okazał się u nich naturalny. Po swoim nawróceniu poczułem to samo. Nie mówię, że w niesamowity sposób objawił mi się Chrystus. Pewne wydarzenia, które miały miejsce w moim życiu potwierdziły po prostu to, co jest napisane w Piśmie Świętym. Uwierzyłem i stwierdziłem: „Nie ma bata, będę stał murem za moim Panem”. Czuję tak do tej pory, więc szerzę naukę Jezusa na swój sposób, nie patrząc na to, co się dzieje na około. Czy ktoś ma takie czy inne zdanie o mnie. Poza tym, na swoim prywatnym profilu na facebooku umieszczam często materiały, które dla niewierzących mogą się wydawać kontrowersyjne, natomiast dla mnie uchodzą za zupełnie naturalne. Nie będę się przecież krył z czymś, w co głęboko wierzę. Moje nawrócenie nie jest tylko dla mnie i mojej korzyści.

Krążek „Świadectwo” przeszedł jakby bez echa. Środowiska chrześcijańskie, kościelne nie odpowiedziały chyba w taki sposób, w jaki można było się spodziewać na zmianę Twoim życiu. Nie ukrywajmy, po Twoim nawróceniu zmienił się typ odbiorcy Twojej muzyki. Wspomnieliśmy wcześniej, że w pewne miejsca już nie możesz jeździć, ale otworzyły się inne perspektywy. Muzyka chrześcijańska jest obecna na wielu innych festiwalach, spotkaniach młodych itp. Nie udało się chyba dobrze tego wykorzystać.

Frenchman: Rzeczywiście, zabrakło dobrej promocji mojego solowego albumu. Mam wrażenie, że część środowiska chrześcijańskiego tego materiału po prostu nie zna. Da się odczuć takie dziwne myślenie wśród niektórych chrześcijan, że jak głoszę w swojej muzyce Bożą naukę, ewangelizuję, to mogę lub powinienem to robić za darmo, albo za przysłowiowe „co łaska”. Przecież ja jestem takim samym muzykiem, jak moi niewierzący koledzy, którzy nie poruszają tematyki religijnej w swoich utworach. Też muszę się z czegoś utrzymać, rozwijać się itp. Kościół katolicki w Polsce to nie jest biedna instytucja. Bywając na różnych chrześcijańskich festiwalach, zauważyłem, i to mnie przeraża, że organizacja oraz jakość promocji takich inicjatyw stoi na bardzo niskim poziomie, ponieważ chce się zaoszczędzić! Paradoksalnie najbardziej w takich miejscach, w których te fundusze, a co za tym idzie – możliwości, są duże. Na przykład próbuje się skąpić na muzycznej czy graficznej stronie. A chrześcijańskie wydarzenia, szczególnie te, które z założenia mają przyciągać młodzież, muszą być „na wypasie”. Z jednego prostego powodu. Mają one tworzyć atrakcyjną alternatywę dla innych, świeckich festiwali. Niestety, nie da się walczyć o młodego człowieka, chcąc na każdym kroku zaoszczędzić. Jezus wyraźnie powiedział, że pracownikowi należy się sprawiedliwa zapłata za wykonaną robotę. Wielu ludzi żyje z ewangelizacji, bo ma talent do tego, bo wykorzystuje swoje zdolności. To po prostu ich praca, więc muszą dostawać godne pieniądze.

Co jest najważniejsze w muzyce? Czym powinna być dla ludzi muzyka?

Frenchman: Dla wielu jest ona dodatkiem do życia. Ważne, tak jak dodatek w kuchni do potraw, żeby sobie go odpowiednio dobrać. Przede wszystkim chodzi o przekaz. Ja wiem, że społeczeństwu podobają się utwory dźwięczne, skoczne itd. Ale jak co chwilę słyszysz w głośnikach: „Fuck it, fuck it, fuck it” – tam wartościowego przekazu nie ma. Najmocniej myślę o przyszłym pokoleniu, które będzie się wychowywać na naszej muzyce. Podstawowa misja, którą mamy, to nie zostawić po sobie chlewu, a porządek. Jeżeli jesteś świadomy tego, co robisz, działaj tak, żeby nie zostawić po sobie badziewia. Jeśli mogę mieć prośbę do słuchaczy wszelakiej muzyki: nie dajcie sobie wciskać do uszu byle czego. Zwracajcie uwagę na teksty, bo one są najważniejsze. Najlepiej wziąć sobie tekst z internetu i go wypowiedzieć, nie wyśpiewać – tylko właśnie wyrecytować. Wtedy zobaczysz, czy to, czego słuchasz ma jakieś przesłanie, czy ma po prostu sens.         

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ