Gość w dom: Wizja gościnności przedstawiona w Nowym Testamencie może wydawać się wielu z nas radykalna

mlodzi i krakuw.jpg

Wielkimi krokami zbliża się długo wyczekiwana wizyta papieża Franciszka
w Polsce. Od Światowych Dni Młodzieży dzieli nas niewiele ponad 100 dni. Polski
hymn pt. Błogosławieni miłosierni doczekał się adaptacji nawet na język koreański.
Przygotowania wydają się zmierzać do szczęśliwego finału.

Ostatnio takie ogólnopolskie rekolekcje zgotował nam św. Jan Paweł II swoim odejściem w 2005 r. To był dopiero czas duchowego odrodzenia narodowej wspólnoty!

Niestety, jak to z chwilami uniesień bywa, nie trwał długo. Obecnie zamiast w duchowe przygotowania wygodniej angażować się w bitwy polityczne i obrzucanie błotem. Wszak jest to ponoć jeden z naszych polskich talentów – ale czy takimi chcemy się widzieć i taki swój wizerunek prezentować innym, zwłaszcza obcokrajowcom z najdalszych krańców naszego globu?

Czego spodziewają się pielgrzymi?

Mam pewne przypuszczenie, że ci pielgrzymi in spe spodziewają się po nas czegoś zupełnie innego. Skąd mogę o tym wiedzieć? Otóż, z przewodników!

Nasi goście nie spędzą wszakże całego swojego pobytu w Krakowie.

Jestem więc święcie przekonana, że już teraz, szykując się na polską przygodę, zagłębiają się w meandry kultury i historii oraz poznają walory architektoniczne i przyrodnicze naszej Ojczyzny. Zdecydowanie najlepszym źródłem wszelkich ważnych informacji są przewodniki znanej brytyjskiej serii, której nazwy chyba nie wypada wymieniać, gdyż nie jest to miejsce na product placement. Kto korzystał, ten wie. Możemy w nich wyczytać m.in., że Polacy należą do ludzi ciepłych, szczodrych i gościnnych, pomimo ich zamiłowania do kłótni o podłożu filozoficznym i politycznym. Przypięta nam łatka otwartości wydaje się jednak nie znajdować odbicia w polskiej rzeczywistości in genere. Konsumpcyjne społeczności miejskie popadają w coraz większą izolację, wyrzekając się swych cech narodowych. Świetnym obrazem tego stanu rzeczy mogą być Światowe Dni Młodzieży, których organizatorzy wciąż borykają się z brakiem miejsc dla pielgrzymów, nawet w Krakowie. Choć centrala ŚDM nie jest w stanie podać konkretnej liczby, ponieważ kwatery przydzielane są na szczeblu parafialnym, brak wydaje się znaczny. Oznacza to, że młodzież, zamiast smakować polskiej gościnności, będzie musiała tłoczyć się w szkołach, salach gimnastycznych i remizach. Czy naprawdę takie wzorce wynieśliśmy z domów? Czy jako chrześcijanie nie powinniśmy czuć się zobowiązani do otwarcia naszych drzwi? Przecież jeden z uczynków miłosierdzia względem ciała tego właśnie dotyczy – „podróżnych w dom przyjąć”. Wszak do gościnności zobowiązuje nas i zachęca Pismo Święte. I to w jakim stylu!

Biblijna gościnność

Wizja gościnności przedstawiona w Nowym Testamencie może wydawać się wielu z nas radykalna. Pan Jezus wzywał bowiem do przyjmowania w dom ubogich i chorych (np. Łk 14,13), co oczywiście niektórych może przerażać, gdyż generuje koszty. Ale czymże są te koszty wobec okazałości nagrody?
Autorzy starotestamentowi ukazują tę prawdę w bardzo konkretnych historiach.

Jedna z nich opowiada o Abrahamie, który podejmując trzech tajemniczych przybyszów, nie przygotował byle czego, aby ich jak najszybciej zbyć, ale ugościł ich podpłomykami z najczystszej mąki, pięknym, tłustym cielęciem i własnym czasem, który spożytkować mógł przecież na pomnażanie majątku (Rdz 18,1–10). Co otrzymał w zamian? Obietnicę spełnienia wielkiego marzenia, któremu na imię Izaak. Gościem Abrahama okazał się sam Bóg. Gościnność okazała się równie zbawienna dla wdowy z Sarepty nieopodal Sydonu, która przyjęła i nakarmiła utrudzonego Eliasza (1 Krl 17,8–24). Wykazała się przy tym niemałym bohaterstwem, ponieważ oddała mężowi Bożemu ostatnią porcję pieczywa, która miała przytrzymać przy życiu ją i jej syna w czasie klęski głodu.
Ofiarność tej skromnej kobiety została sowicie wynagrodzona. Nie tylko otrzymała pokarm umożliwiający przeżycie okresu niedostatku, otrzymała również na powrót syna, który został za sprawą Eliasza przywrócony do życia. Czy to mało, aby zdobyć się na heroizm gościnności? Szczególnie, że wszyscy jesteśmy „współobywatelami świętych i domownikami Boga”, jak pisze św. Paweł (Ef 2,19). Nie wypada więc, aby braci pozostawiać samym sobie.

Nasza gościnność?

Biblijna wizja gościnności pobrzmiewać może bardzo nierealnie w kontekście dotykających nas problemów.
Brak czasu, brak pieniędzy, za małe mieszkanie, wieczny bałagan spowodowany brakiem czasu, pieniędzy i niewielką przestrzenią – przecież ta gargantuiczna kumulacja klęsk jest nie do przeskoczenia. Przyjęcie do domu ludzi spoza naszej kultury również wywołuje dreszcz przestrachu.

Nie wszyscy przecież znają języki obce albo znają inne niż my. To wszystko nie ma najmniejszego sensu… Otóż ma, i to wielki, ponieważ stare, dobrze znane porzekadło „gość w dom, Bóg w dom” nie jest pustym frazesem. Gościna wynagradzana jest po stokroć! I nie mówię tu o korzyściach materialnych, ale duchowych i psychicznych, choć i te pierwsze się przydarzają. Przyjęcie wędrowca, zwłaszcza brata w Chrystusie, zaowocować może piękną relacją na długie lata. Czy naprawdę gość z odległych krajów będzie myślał o  wykonywaniu „testu białej rękawiczki” na naszych meblach? Czy wobec braku wspólnego języka nie poradzimy sobie na migi (skoro mowa ciała stanowi aż 60% procesu komunikacji)? Uśmiech jest najskuteczniejszym komunikatorem, resztę zdołamy przekazać z użyciem rąk, nóg i kredek. A może niektórych do przyjęcia uczestników Światowych Dni Młodzieży przekonają inne fakty, choćby to, że wielu pielgrzymów wykupuje pakiety żywieniowe, a w domach gospodarzy będą przebywać wyłącznie w nocy, więc nikt nikogo nie będzie zmuszał do 24-godzinnej opieki nad nimi. Nie zapominajmy jednak, że przyjęcie młodych chrześcijan z całego świata nie jest naszym smutnym obowiązkiem, ale radosnym i jakże cennym przywilejem – inwestycją na pogodne, pełne wrażeń Boże życie.

autor: ANNA RAMBIERT-KWAŚNIEWSKA

źródło: http://www.nowezycie.archidiecezja.wroc.pl/index.php/2016/04/18/gosc-w-dom/

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ