Maciej Lisowski: Czy rosyjskie służby zarządzają wizami do Polski?

kreml.jpg

5 listopada 2015r. na stronie internetowej Ambasady RP w Mińsku pojawiła się interesująca informacja – dla osób niezorientowanych zapewne błaha i nie budząca kontrowersji. Dla osób wtajemniczonych w meandry świata gospodarki, polityki zagranicznej czy zagadnień wywiadowczych – wiadomość prawdziwie alarmująca.

Mińska ambasada poinformowała, że 11 listopada odbędzie się uroczyste podpisanie umowy z wyłonionym w procedurze przetargowej operatorem polskich punktów przyjmowania wniosków wizowych na Białorusi. Do podpisania umowy w tym dniu rzeczywiście doszło…

Pechowa trzynastka

Tak szybkie podpisanie umowy jest szokujące z kilku powodów.

Po pierwsze, do Krajowej Izby Odwoławczej zostały złożone zażalenia na wyniki przetargu. Trudno za normalną uznać sytuację, w której spośród 14 ofert aż 13 zostało odrzuconych z powodów formalnych, a pozostająca na placu boju firma zdobywa kontrakt, mimo, że zaoferowała czwartą co do atrakcyjności cenę, a to właśnie cena była zapisana jako zasadnicze kryterium oceny podmiotów biorących udział w konkursie!

Chłód Moskwy, słońce Mauritiusa

Wartość opisywanego przetargu sięga blisko 9 milionów złotych. Jednak to nie sprawy finansowe budzą najwięcej wątpliwości. Firma, która przetarg wygrała, VFS Global, jest podmiotem budzącym dużo kontrowersji.

Według podmiotów odwołujących się od wyniku konkursu, nie otrzymała koncesji przyznawanej przez władze Białorusi w zakresie ochrony danych osobowych (w zapisach przetargu warunek konieczny). Co więcej, firma ta ma ścisłe związki ze spółką VF Worldwide Holdings, która również bez właściwego certyfikatu, wygrała podobny przetarg na Litwie.

Był to początek skandalu, którego wyjaśnianiem na Litwie zajmuje się specjalna Komisja Śledcza, a prasowe media litewskie obficie rozpisywały się na temat życiorysów właścicieli firmy, dwóch braci, byłych funkcjonariuszy moskiewskiej KGB. Wydaje się oczywiste, że oba te podmioty gospodarcze są ze sobą ściśle związane, tak personalnie jak i strukturalnie.

Szwajcarskie klimaty

Zagadkowe są zależności właścicielskie firmy tajemniczych braci i powiązanych z nimi podmiotów gospodarczych. Medialne ustalenia wskazują, że spółka należy do notowanej na szwajcarskiej giełdzie grupy Kuoni. Akcjonariat grupy jest jednak rozdrobniony.

W grupie właścicieli są np.: zarejestrowana w Zurychu Kuoni and Hugentobler Foundation (25 proc.), brytyjski fundusz Silchester International Investors (15 proc.), szwajcarski bank UBS (3 proc.).

Do tego wszystkiego okazało się, że firma, w przypadku świadczonych przez siebie usług, była… pośrednikiem!

Faktycznie usługi na rzecz polskich placówek świadczyła zarejestrowana w Indiach firma FS Global Services kierowana przez Hindusa Zubina Karkarię, również należąca do grupy Kuoni.

Teoria a praktyka

Choć kwestia zysków czerpanych z kontraktów na obsługę osób starających się o wizy na pewno jest ciekawa i nie należy pomijać wątku, które firmy tylko czerpią z przedsięwzięcia zyski, a które de facto pracę wykonują, to jednak w swojej publikacji chciałbym skoncentrować się na sprawie, moim zdaniem, dużo ważniejszej.

Szeroko rozumiany outsourcing wizowy dla polskich placówek dyplomatycznych jest bardzo zachwalany przez polski MSZ, jako wydajne, sprawne i stosunkowo tanie rozwiązanie (w Rosji i na Ukrainie jest około 30 takich placówek), które poprawiło jakość obsługi interesantów i skróciło okres oczekiwania na otrzymanie wizy.

Trzeba jednak pamiętać, że obsługa tego rodzaju sfery życia społecznego wiąże się ściśle z dostępem do danych osobowych i danych wrażliwych wielu osób. Firma obsługująca wprowadza dane do systemu komputerowego, a dopiero później przewozi wnioski w papierowej formie do najbliższej placówki dyplomatycznej. Może to rodzić okazję do wycieku danych osób składających wnioski do przedstawicieli obcych służb, co nieoficjalnie potwierdzają nawet osoby związane z MSZ. Nawet jeśli analiza wniosków i decyzje o wydaniu wizy odbywają się już na szczeblu konsularnym, same dane osób składających wnioski są de facto we władaniu firmy outsourcingowej. Dochodzi też kwestia składania odcisków palców przez osoby starające się o wizy, co budzi wątpliwości w kontekście dostępu do takich danych przez firmy zewnętrzne.

Osoby znające realia funkcjonowania służb specjalnych zwracają uwagę, że otwiera to pole do licznych nadużyć: możliwości przedstawiania fałszywych odcisków, ułatwianie drogi do działań wywiadowczych obcym służbom itp.

Wydaje się, że polskie służby dyplomatyczne dość łatwo uległy swoistej modzie na zlecanie pewnych spraw podmiotom zewnętrznym w bardzo różnych dziedzinach, i że dość naiwnie wierzą, że zapisy przepisów wspólnotowych same w sobie dają ochronę przed złymi zjawiskami.

Cui bono?

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że nie można od razu zakładać najgorszego scenariusza, przypisywać wszystkim jak najgorszych intencji i że są granice podejrzliwości. Jednak to fakt, że trudno dowiedzieć się od wspomnianych firm czegokolwiek w zakresie ich gwarancji bezpieczeństwa przed wyciekiem wrażliwych danych – w relacjach z mediami zasłaniają się polityką prywatności w zakresie swojej współpracy z placówkami dyplomatycznymi. I być może należałoby docenić taką dyskrecję i powściągliwość, gdyby nie ilość wątpliwości wokół opisanych podmiotów.

Osoby dobrze znające realia dyplomacji nieoficjalnie przyznają, że pozostawianie tak drażliwych kwestii jak segment wizowy i związane z tym dane drażliwe we władaniu de facto jednej grupy kapitałowej budzi zagrożenia i wątpliwości. Tym bardziej, że kompletnie nie znamy kryteriów doboru pracowników odpowiedzialnych za pobieranie danych i ich obsługę.

Znamy za to beneficjentów obecnie istniejącej struktury zarządzania sektorem wizowym w krajach naszych wschodnich sąsiadów i trudno, by fakt że grupą zawiadują byli oficerowie rosyjskiego KGB, pozostawał bez znaczenia…

Wypadek przypadek?

Nie może nie zastanawiać coś, co przynajmniej z pozoru wyglądało na parcie do określonego rozstrzygnięcia konkursu na obsługę polskich punktów przyjmowania wniosków wizowych na Białorusi. Wątpliwości budziły już zapisy przetargu, a także pominięcie faktu, że wygrywająca konkurs firma nie spełnia określonych kryteriów ochrony danych osobowych, co jest niezgodne z białoruskim prawodawstwem.

Mimo że w konkursie zapisano cenę jako główne kryterium przetargowe, w praktyce wybrano firmę, której oferta cenowa nie byłą wcale tak korzystna. Wątpliwości musi też budzić tak wielki pęd do sfinalizowania umowy (szczególnie, że trwały procedury odwoławcze ze strony innych firm), bo trudno chyba inaczej nazwać poinformowanie 5 listopada, że podpisanie umowy odbędzie się sześć dni później. Do tego dochodzą wątki stricte polityczne.

Po pierwsze, biorąc pod uwagę politykę sprzeciwu UE wobec niepłacenia podatków i ucieczek do rajów podatkowych, wątpliwości może budzić promowanie spółki powiązanej kapitałowo z rajem podatkowym na Mauritiusie.

Po drugie, z jednej strony obserwujemy sankcje i ostrożność UE wobec Moskwy, z drugiej nie stanowi to dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych przeciwskazań do zawarcia umowy z firmą, której powiązania właścicielskie wskazują na związki ze spółką kierowaną przez dawnych funkcjonariuszy KGB…

Nowe fakty

Opisywany temat, podjęty w Polsce przez Fundację LEX NOSTRA, wzbudził zainteresowanie krajowych mediów.

Kilka miesięcy później także zagraniczne media z krajów wschodnich zainteresowały się tą sprawą, a ich ustalenia nie tyko potwierdziły obawy, lecz także ujawniły nowe wątki sprawy. Okazuje się, że końcowym właścicielem ciągu mało znanych miejscowych firm, wykonujących wizowe usługi dla Ukrainy jest firma z wyspy Curacao, której kapitał założycielski wynosi 150 euro.

Komu więc Ukraińcy chcący załatwić wizę tak naprawdę udostępniają swoje osobiste dane?

Pytania bez odpowiedzi

Jeżeli wierzyć stronie internetowej, na której Ukraińcy rejestrują się, nim trafią do wizowego centrum, mamy do czynienia z VFS Global, ponieważ na stronie rejestracji jest jej logotyp.

Jako, że firma występuje jako wizowy pośrednik między ukraińskimi dyplomatycznymi instytucjami a ponad 20 krajami nic dziwnego, że media zainteresowały się jej działalnością. Zwróciły się do MSZ i postawiły szereg pytań, a w szczególności poprosiły o wyjaśnienie na jakich podstawach firma VFS Global pracuje na Ukrainie, jak Ministerstwo kontroluje jej działalność, czy gwarantuje poufność osobistych danych wnioskodawców i gdzie właściwie mieści się główne biuro firmy na Ukrainie.

Odpowiedzi ministerstwa wobec dziennikarzy były wyjątkowo enigmatyczne, a na pytanie o adres biura firmy nie odpowiedziano wcale!

Media więc własnymi siłami próbowały dowiedzieć się czegoś więcej o wspomnianej firmie.

Uczmy się języków?

Strony internetowe wizowych centrum Polski, Dani, Litwy, Belgii, Kanady i innych państw aktywnych na Ukrainie mają wspólny mianownik: VFS Global. Tę firmę przedstawiono jako wizowego pośrednika. Mimo to biura firmy i bliższych informacji nie można się doszukać. Wchodząc na internetowe strony wizowych centrów, trafiamy rzecz jasna na oficjalną stronę firmy. Jednak jest tam tylko adres mailowy i lokalizacja w mieście… Mumbai w Indiach!

Nie ma żadnego numeru telefonu, jeżeli więc klienci firmy VFS Global mają zastrzeżenia do jakości usług firmy, skazani są na rozmowę po angielsku lub indyjsku z kierownikiem Zubinom Karakaria.

Z kolei „Wizowy serwis centrum” na Ukrainie jest zarejestrowany we Lwowie na ulicy Pod Dębem 7a. Oczywiście nie ma już tradycyjnie podanego żadnego numeru telefonu, ale widocznie to nie jest wymagane dla rejestracji przedsiębiorstwa. Jedynym właścicielem prywatnego przedsiębiorstwa „wizowego serwisu centrum”, a więc jednostki która pobiera pieniądze od wszystkich chcących załatwić wizę jest firma z Holandii ,,Open World Solutions B.v.”, która z kolei jest zarejestrowana w Amsterdamie przy ulicy Dworakowo 4. Kierownikiem tej firmy jest Ivana Kolembusow, która jednocześnie jest kierownikiem 20 innych, słowackich, firm. To wywołuje podejrzenie, że holenderska firma też jest osłoną słowackiej firmy.

Dalsze powiązania firmy wiodą wprost do firmy z wyspy Curacao, terytorium zależnym Holandii na Karaibach.

Tajemniczy kierowca

Jakie z całej sytuacji płyną wnioski? Na Ukrainie żaden organ państwowy nie kontroluje ogromnego i niezwykle delikatnego zakresu usług wizowych, oddając je pod kontrolę ludziom o specyficznych biografiach.

Każdy obywatel Ukrainy, który zwraca się o otrzymanie wizy ,musi wskazać dokładną i prawdziwą informację o sobie i członkach swojej rodziny. W szczególności chodzi o miejsce zamieszkiwania, edukacji, rodzaju zajęć, źródła dochodów, informacji o majątku i bankowych rachunkach i zamiarach podróży zagranicznych.

Wszystkie te dane skanuje się do baz danych właściciela firmy obsługującej rynek wizowy. Kto dysponuje tym ogromnym zasobem danych, które poza jakimikolwiek wątpliwościami są łakomym kąskiem dla wywiadów obcych państw?

Przedstawicielem serwisu wizowego jest też, zgodnie z dokumentacją, niejaki Jurij Bajkows. W rozmowie z dziennikarzami sam okazywał zaskoczenie takim stanem rzeczy. Prawdopodobnie też przedstawiony adres pana Bajkowsa w Rydze nie jest aktualny (potwierdza to jego ojciec), gdyż pan Bajkows pracuje w Londynie jako prywatny kierowca. Są więc wszystkie podstawy, by podejrzewać, że Jurij Bajkows jest podstawiony jako właściciel Wizowego Centrum na Ukrainie, a ich prawdziwymi właścicielami są raczej wożeni przez pana Jurija szefowie.

Jeśli jednak przyjmiemy, że działalność firmy nie ma żadnych niecnych podtekstów, to po co w takim razie te maskowanie i mistyfikacje?

Wiele obaw, mało gwarancji…

Wizowych pośredników rządów krajów UE posądza się o związki z osobami będącymi byłymi współpracownikami KGB. Czy państwa UE mogą w umowach na przetargi wizowe zagwarantować realną ochronę osobistych danych obywateli? Kilka lat działalności wizowych centrum w Ukrainie to dysponowanie informacjami o milionach Ukraińców. Pytanie to wydaje się dziś retoryczne…

W oficjalnym komunikacie prasowym skierowanym do ukraińskich dziennikarzy firma Global zapewnia, że jest dużą firmą z kwaterami głównymi w Dubaju i Mumbaju. Firma oficjalnie uznała że na terenie Ukrainy pracuje wspólnie z pośrednikami, z tym, że jak wynika z odpowiedzi ukraińskiego MSZ, resort prawdopodobnie nie wie nic o udziale firm pośredniczących!

Zgromadzone fakty i piętrzące się niejasności dają niestety podstawy do twierdzeń, że realne cele opisanych firm są inne niż tylko wizowa obsługa obywateli. Wskazują na te wszelkie przejawy tajemnic, konspiracji i półprawd co do realnego statusu właścicielskiego firmy obsługującej, na które natyka się każdy, kto bliżej przygląda się sprawie wizowej i z troską podchodzi do kwestii ochrony danych wrażliwych. Niestety, potwierdzają się tym samym obawy, wyrażane przez Fundację LEX NOSTRA jeszcze w listopadzie ubiegłego roku. Możliwości wykorzystywania danych osób mających przebywać na terenie Polski przez obce służby stanowi realny problem.

Bardzo często osoby otrzymujące wizę do Polski pozostawiają rodzinę na Białorusi, przez co mogą być łatwym obiektem nacisków obcych służb, np. w formie szantażu… Miejmy nadzieję, że wyciągnięte zostaną wnioski, które doprowadzą do konsekwentnych działań zabezpieczających interesy Polski.

źródo: gazeta Obywatelska

g

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ