Schetyna obrywa z każdej strony!

źródło: youtube

Media skupione na konflikcie między dwiema największymi partiami opozycyjnymi zamiast na tym, co lider Platformy chce przekazać światu. Nowoczesna podkradająca PO działaczy i przytulająca do siebie resztki dawnej lewicy. I powolne tracenie władzy w regionie dolnośląskim. A do tego wrogowie wewnętrzni, którzy zawsze muszą wyrwać się z jakąś zwracającą uwagę opinii publicznej wypowiedzią. Grzegorz Schetyna naprawdę nie ma lekko – pisze Magdalena Złotnicka w najnowszym numerze „Gazeta Polska”.

Grzegorzowi Schetynie należy przyznać jedno. Nie brak mu uporu i konsekwencji. Walkę o władzę w Platformie prowadził z zadziwiającą cierpliwością, „łykał” kolejne porażki. Kiedy w końcu został szefem PO, nadal wykazuje wiele energii, by Platformę wzmocnić i utrzymać jej pozycję jako najsilniejszej partii opozycyjnej.

Z całą pewnością dobrą okazją do tego była demonstracja KOD, zwołana na 7 maja. Schetyna chciał, żeby PO stawiła się jak najliczniej, by pokazać, że to oni są tym murem, który broni demokracji, więc gdzie mógł, tam trąbił ludziom, iż warto, aby przyszli.„7 maja Polacy znów pokażą, że chcą walczyć o prawo, wolność i demokrację. Bądźmy razem na #Marsz7maja!” – napisał na Twitterze 29 kwietnia. Wdzięczył się także w specjalnym klipie. „Nieważne, czy jesteś z Pomorza, Dolnego Śląska czy Lubelszczyzny. Ważne, żebyś był z nami. 7 maja będziemy razem i powiemy bardzo głośno: >>Jesteśmy i będziemy w Europie!<<” – zwracał się do odbiorców.

Tyle że, jak się okazuje, PO i jej działacze nie byli motywowani jedynie płomiennymi przemowami lidera. Dziennik „Rzeczpospolita” ujawnił treść SMS, który trafił do funkcyjnych działaczy Platformy Obywatelskiej. Wszyscy oni obowiązkowo mieli stawić się 7 maja w Warszawie na marszu organizowanym przez KOD i opozycję. „Każda osoba funkcyjna decyzją władz partii (poseł, senator, radny, burmistrz, wójt, prezydent, pracownik biura) ma obowiązek jechać lub zapewnić osobę, która ją zastąpi”  przytaczał treść wiadomości portal rp.pl.

Obrońcy demokracji się kłócą

PO do udziału w marszu nakłaniała także za pomocą billboardów, na których znalazło się wielkie, wyraźne logo partyjne i dużo bledsza informacja, że jest to marsz „KOD i opozycji”. Najwyraźniej musiało się to nie spodobać Ryszardowi Petru, który 2 maja napisał na Twitterze: „Widzę, że PO uważa, że 7 maja to ich manifestacja…” i wkleił zdjęcie billboardu.

Poseł PO Waldy Dzikowski, pytany przeze mnie o ten wpis, mówił, że odpisał w komentarzach, iż demonstracja jest nasza. – Z uśmieszkiem, w sensie, że nasza wspólna – tłumaczył. I podkreślał, że stosunki między PO a Nowoczesną są dobre.

Trudno jednak w to wierzyć. Gdy ogłoszono koalicję KOD i partii opozycyjnych „Wolność, Równość, Demokracja”, na konferencji zabrakło przedstawicieli PO. W trakcie briefingu w sejmie Jan Grabiec stwierdził, że inicjatywa KOD jest nowa, dlatego politycy PO będą się jej bacznie przyglądać i poczekają na dalszy rozwój wypadków.

Przyczyny tych niesnasek tłumaczyła mi osoba związana z warszawskim środowiskiem PO, pozostająca w bliskich relacjach z Olgierdem Dziekońskim, prezydenckim ministrem w kancelarii Bronisława Komorowskiego. Według słów naszego informatora, Nowoczesna oczekiwała, że Platforma zaangażuje się w marsz także finansowo, w wyniku czego Nowoczesna, jak i lewicowi działacze związani z KOD, będą mieli okazję, by niejako „na grzbiecie” Platformy wypromować swoich ludzi. – Tyle że PO jest na takie posunięcia za sprytna. Do wyborów parlamentarnych pozostały ponad trzy lata i o ile PiS utrzyma się przy władzy, PO pozostanie do tego czasu największą partią opozycyjną. Schetyna uważa ponadto, że gdyby doszło do jakiejś koalicji, to nagle okazałoby się, że jest za dużo „jedynek” do podziału – mówi nasze źródło.

Poseł Nowoczesnej Paweł Pudłowski powiedział jednak naszemu dziennikarzowi, że jego partia nie chciała i nie chce wykorzystywać finansowo PO, a „środki przeznaczane przez poszczególne partie na organizację marszu są wykorzystywane autonomicznie”.

Grabarczyk chce koalicji, a lewacy nie lubią Kosiniaka-Kamysza

Chociaż ostatecznie na marszu KOD wszyscy, w tym i Schetyna, szli ramię w ramię, ta jedność jest tylko pozorna. Wystarczy spojrzeć na akcenty w wypowiedziach polityków PO. – Duży sukces Platformy Obywatelskiej i innych partii opozycyjnych, które tworzyły tę demonstrację – ogłaszał poseł Marcin Kierwiński w programie „Minęła dwudziesta” na antenie TVP Info w sobotę, tuż po marszu. A więc znów PO jednak na pierwszym miejscu. O ile jednak Kierwiński, który prawie zawsze był politycznie związany z obozem Schetyny, trzyma linię polityczną, o tyle marginalizowany i wręcz „wycięty” z zarządu PO Cezary Grabarczyk powiedział, że on chce społecznej koalicji z Nowoczesną. „Jestem zwolennikiem szerokiej koalicji społecznej, także z Nowoczesną. To jest moment, w którym niezależnie od różnic programowych, które są czymś normalnym, musimy powiedzieć >>stop<< łamaniu konstytucji” – wyznał, i to portalowi wPolityce.pl, którego za życzliwy Platformie uznać nie sposób.

Także w porozumieniu zawiązanym wokół KOD-u nie brak wzajemnych niesnasek. – Teoretycznie miała z tego powstać wielka koalicja lewicowo-liberalna. Wówczas w jej skład weszłyby takie osoby jak Ryszard Kalisz czy dawni palikociarze – stwierdza jeden z moich informatorów. – Im jednak z kolei nie podoba się PSL, bo twierdzą, że w kwestiach związanych z Kościołem Władysław Kosiniak-Kamysz jest bardziej święty od Kaczyńskiego – dodaje.

Samorządowe imperium się rozpada

Do PSL i SLD Platforma postanowiła za to przytulić się na poziomie samorządowym. W sejmiku województwa dolnośląskiego powstał nowy klub radnych: liczący 11 osób Dolnośląski Klub Porozumienie PO–SLD–PSL.

– Jesteśmy teraz drugą siłą polityczną w sejmiku. Będziemy dbać o wszystkich mieszkańców naszego województwa – przytaczała wypowiedź Iwony Krawczyk, przewodniczącej nowego klubu, „Gazeta Wrocławska”. Gazeta podała także, że radni przekonują, iż będą stabilizować sytuację polityczną w sejmiku i chcą „współrządzić w regionie, wspólnie z Bezpartyjnymi Samorządowcami”.

Czy to oznacza, że PO próbuje w ten sposób odzyskać utraconą pozycję w dolnośląskim sejmiku? Przypomnijmy, że tuż po Wielkanocy marszałek woj. dolnośląskiego Cezary Przybylski oraz radni PO w radzie sejmiku województwa dolnośląskiego: Michał Bobowiec, Julian Golak i Ryszard Lech zapowiedzieli, że wychodzą z klubu PO. Osoby, które wyszły z PO, a także ludzie politycznie związani z człowiekiem Rafała Dutkiewicza, prezydentem Lubina Robertem Raczyńskim, utworzyły nowy Klub Bezpartyjnych Samorządowców. Następnie radni odwołali z funkcji wicemarszałka Andrzeja Kosióra. Jego miejsce zajął Tymoteusz Myrda z Bezpartyjnych Samorządowców.

Szef Klubu Radnych PiS w sejmiku Andrzej Jaroch uważa, że cała sytuacja wynika z tego, iż PO ze wszystkich sił stara się walczyć z postępującą marginalizacją. – Z kolei PSL nie był w stanie stworzyć klubu, utworzył jedynie koło radnych, dlatego dla nich to porozumienie jest korzystne. Co ciekawe, do czasu samej konferencji większość zainteresowanych nie wiedziała, jak ta współpraca ma wyglądać. Więcej: Marek Dyduch mówił w prywatnych rozmowach, że on skupia się na wewnętrznych wyborach w SLD – tłumaczył Jaroch „Codziennej”. Dodał także, że Bezpartyjni Samorządowcy nie będą zainteresowani oficjalną współpracą z PO. – Za to zapewne będą pobłażliwi wobec PSL, bo potrzebują ich głosów – dodaje.

Spokoju nie ma PO także we Wrocławiu. Tam z kolei kilku radnych PO z Rady Miejskiej we Wrocławiu przeszło do Nowoczesnej, następnie nowy Klub Radnych stworzył koalicję z radnymi prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Z PO do Nowoczesnej przeszli: Dorota Galant, Tomasz Hanczarek, Agnieszka Kędzierska, Magdalena Razik-Trziszka, Piotr Uhle i Paweł Rańda, który już wcześniej zrezygnował z członkostwa w PO.

A w Jeleniej Górze, zarządzanej przez jednego z najwierniejszych ludzi Grzegorza Schetyny, prezydenta Marcina Zawiłę, znaleźli się działacze tak zbulwersowani postępowaniem przewodniczącego PO, że anonimowy mail przyszedł do redakcji „GP”. W wiadomości zamieszczono treść odwołania od uchwały Zarządu Krajowego Platformy Obywatelskiej RP w sprawie rozwiązania struktury Platformy Obywatelskiej RP powiatu grodzkiego Miasta Jelenia Góra. „Krzywdzące decyzje, oparte na audycie przeprowadzonym z pominięciem władz powiatowych PO w Jeleniej Górze, a przy udziale osób, które same zrezygnowały z PO i rywalizowały z kandydatami PO w ostatnich wyborach, a w ocenie członków rozwiązanych struktur Platformy Obywatelskiej w Jeleniej Górze, decyzje pozbawione merytorycznego uzasadnienia powodują, że pod dużym znakiem zapytania stawia to dalsze funkcjonowanie struktur Platformy na naszym terenie” – czytamy m.in. w odwołaniu.

Kim są te osoby, które „same zrezygnowały z PO i rywalizowały z kandydatami PO w ostatnich wyborach”? Chodzi o prezydenta Jeleniej Góry Marcina Zawiłę, który na prezydenta kandydował z własnego komitetu, dlatego że PO poparła kandydata wystawianego w porozumieniu z ludźmi Rafała Dutkiewicza, a także o Jerzego Pokoja, który w 2015 r. wystartował do senatu, będąc kandydatem niezależnym. Został za to we wrześniu wykluczony z PO. W związku ze sprawą Pokoja w odwołaniu oberwało się także Grzegorzowi Schetynie. „Interesujące jest również to, że J. Pokoja popierał aktywnie w kampanii Grzegorz Schetyna (…). Było to jaskrawe złamanie Statutu i Uchwał Zarządu Krajowego, został nawet złożony w Zarządzie Krajowym wniosek o wykluczenie Grzegorza Schetyny (październik 2015), jednak do dnia dzisiejszego czekamy na jego rozpatrzenie” – czytamy w tekście.

 

– W Jeleniej Górze od dłuższego czasu sytuacja wygląda tak, że właściwie nie do końca wiadomo, kto z kim i przeciw komu. Widać to było zwłaszcza w wyborach na prezydenta miasta, kiedy to członek PO startował z własnego komitetu, a PO wystawiła jako swojego kandydata osobę związaną z prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem

– ocenia z kolei posłanka PiS z Jeleniej Góry, Marzena Machałek. Dodaje, że sytuacja PO w Jeleniej Górze odzwierciedla sytuację tej formacji w kraju. – Zwolennicy Schetyny, którzy byli marginalizowani albo opuszczali partię w czasach, gdy PO rządzili Donald Tusk i Ewa Kopacz, teraz dochodzą do głosu. To oczywiście nie podoba się drugiej stronie – wyjaśnia.
 

źródło: http://niezalezna.pl/80348-schetyna-obrywa-z-kazdej-strony-wszystkie-demony-szefa-po

 

Czytaj więcej: 

Wisznia Mała: Czy samotna matka z czwórką dzieci znajdzie się na bruku? – część II

 

 
PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ