Jerzy Jachowicz- Dziwne gry Unii Europejskiej

emigranci.jpg

W wyniku szantażu finansowego, jaki zastosowała Angela Merkel wobec krajów, które odmawiają przyjęcia liczby uchodźców według rozdzielnika narzuconego przez Unię Europejską, polski rząd znalazł się w niemałym kłopocie.

Dosłownie kilka dni przed unijnym komunikatem oznajmiającym, że za każdego uchodźcę, którego przyjęcia się odmówi, kraje członkowskie będą płaciły karę w wysokości 250 tys. euro, Jarosław Kaczyński w głośnym wystąpieniu w Sejmie, które powszechnie uznano za expose polityczne obozu władzy, podkreślił jednoznacznie, że miejsce Polski jest w Unii Europejskiej.

Wytrącić argument

Przynależność Polski do UE jest dla PiS sprawą niepodważalną, gdyż decyduje o zapewnieniu Polsce bezpieczeństwa. Mówiąc to, miał zapewne na myśli zarówno bezpieczeństwo gospodarcze jak i militarne. Co wcale nie znaczy, że nasz sojusz z NATO traktuje jako partnerstwo militarne drugiej kategorii. Odwrotnie, Traktat Północno-Atlantycki jest traktowany przez Polskę priorytetowo.

Jeśli zaś idzie o stosunek do UE, Kaczyński wniósł kluczowe zastrzeżenie – „Polska nie będzie stosowała się do tych zaleceń i decyzji, które będą sprzeczne z naszym narodowym interesem, były w konflikcie z naszym system wartości, godziły w naszą kulturę narodową i pielęgnowane tradycje”.

Można się zastanawiać, na ile deklaracja Kaczyńskiego o konieczności naszych silnych i bliskich związków z UE była chwytem koniunkturalnym, w którym chodziło o odebranie opozycji koła napędowego manifestacji ogłoszonej na dzień 7 maja. Opozycja sugerowała – bliżej nie wiadomo na jakiej podstawie – niechęć PiS do UE i to w takim natężeniu, które grozi zerwaniem łączących nas więzi. Zagrożenie naszych związków z Unią było jednym głównych oskarżeń wysuwanych przez opozycję, dającym się ująć na transparentach słowami – „Nie damy PiS wyprowadzić się z UE”.

Według niektórych komentatorów, Kaczyński chciał wytrącić z ręki opozycji wygodną i atrakcyjną zabawkę, stanowiącą chwytliwy pretekst, przyciągający przeciwników PiS.

Odrzucić unijny dyktat

Jestem przeświadczony, że oświadczenie Kaczyńskiego, nie było doraźną grą, lecz istotnym punktem perspektywicznego planu politycznego. Jednakże finansowy szantaż Merkel praktycznie przesądza o pojawieniu się istotnych korekt do i tak przecież nie w pełni stabilnej sytuacji różnych krajów należących do Unii.

Najbardziej radykalną postawę wobec zaskakującego pomysłu zajął premier Viktor Orban. – Mojego sprzeciwu nie jestem w stanie wypowiedzieć w cywilizowanej formie językowej – mówił oburzony premier. Taką kwotę, jego zdaniem, mogli wyliczyć politycy, którzy „siedzą odizolowani od świata w wieży z kości słoniowej, nie znają realiów i nie mają pojęcia, o czym mówią”. Projekt ten jest – twierdzi Orban – najmocniejszą propagandą przeciw UE, Nikt za Węgrów nie będzie decydował, z kim chcemy żyć, a z kim nie. To nasze prawo, nie pozwolimy go sobie odebrać. Tak jak nie zgodzimy się, by nasze dziedzictwo kulturowe zniknęło z minuty na minuty, bo na naszej ziemi powstaną nowe społeczeństwa.

Wiele wskazuje na to, że nasz obecny obóz władzy solidaryzuje się z Węgrami. Może nie z każdym słowem Orbana, ale z pewnością podobnie jak on, wraz z innymi krajami Grupy Wyszehradzkiej odrzuca propozycje Merkel.

Aby zdjąć z projektu odium sankcji, Merkel, wymyślona przez siebie karę nazwała „formą lojalności”.

Jeden ze znanych polityków niemieckich, parlamentarzysta europejski Hans-Olaf Henkel nie będzie wcale zdziwiony odmową płacenia kary przez Polskę. Jak mówi: – „Lojalności nie da się wymusić. Nie można zmuszać suwerennych krajów, by działały wbrew własnym interesom”, mimowolnie powtarzając słowa Jarosława Kaczyńskiego sprzed kilku dni.

W tej sytuacji groteskowo brzmi poparcie projektu przez szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera, który zaapelował do rządów państw członkowskich, by zapomniały na chwilę o swoich wyborcach i przybrały szaty prawdziwych Europejczyków. Oczekuje najwyraźniej, że politycy w Europie nagle stracą zdrowy rozsądek i trzeźwość umysłu.

Drugie dno

Henkel z tego projektu wyprowadził ciekawą teorię spiskową. Pomysł Merkel ma drugie dno. Jest nim ukryta próba wyprowadzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Jest bowiem sprawą przesądzoną, że „forma lojalności” zdecyduje, że w planowanym w czerwcu, a więc za ok. półtora miesiąca, referendum na wyspach na temat wyjścia bądź pozostania w UE Brytyjczycy odpowiedzą „nie”.

Gdyby tak się stało – snuł swą teorię Henkel – wobec osłabienia pozycji Francji i rozsypania się dotychczasowego dwójkowego zespołu niemiecko-francuskiego wypchnięcie z Unii Wielkiej Brytanii wypreparowałoby nowy twór – niemiecką Unię Europejską. A biorąc pod uwagę ciepłe spojrzenia Niemiec na Rosję, nie można wykluczyć, że i Putinowi podobałoby się wyjście Wielkiej Brytanii z UE, ponieważ osłabia ono wspólnotę transatlantycką.

Jeśli połączymy to z bałaganem imigracyjnym, który w Europie sprokurowała Merkel, to trzeba się zastanowić, na ile Putin mógł wspierać kanclerz Niemiec swoją aktywnością w działaniach militarnych w Syrii. Gdyby ta teoria była prawdziwa, w Europie pozostałoby dwóch dużych graczy – Niemcy i Rosja.

To już teraz zmusza obóz władzy do postawienie wielu nowych pytań w sprawach polityki unijnej i podjęcie prób znalezienia na nie odpowiedzi, które byłyby dla nas możliwie najbardziej korzystne. A może potrzebne są też jakieś działania.

Szkoda, że nie jestem specjalistą, bo różne rzeczy chodzą mi po głowie. 

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ