„Wyborcza” rozpacza nad rezygnacją KGHM z udziału w międzynarodowym konsorcjum

KGHM.jpg

Wrocławska edycja „Gazety Wyborczej” w tekście pt. „KGHM z nowym zarządem tyłem do Europy. Tracimy wiarygodność” (23.04.16) rozpacza nad decyzją o rezygnacji KGHM z udziału w międzynarodowym innowacyjnym konsorcjum „które ma wydać 1,6 mld euro na europejskie innowacje w sektorze surowców”.

GW uzasadnia to tak: „Jeszcze za czasów poprzedniego prezesa KGHM Herberta Wirtha spółka zaangażowała się w unijne przedsięwzięcie pod nazwą Wspólnota Wiedzy i Innowacji – Knowledge and Innovation Community (KIC). W jego ramach koncern wszedł w skład konsorcjum KIC Raw Materials. KGHM znalazł się w elitarnym gronie firm wydobywczych, uczelni wyższych i instytutów badawczych z 20 krajów.

Wszystkie one, we współpracy z Europejskim Instytutem Technologicznym (EIT), mają wspólnie rozwijać innowacje w zakresie surowców. Celem tej współpracy jest zwiększenie konkurencyjności europejskiej gospodarki wobec chińskiej czy amerykańskiej.(…) Dzięki staraniom KGHM jedno z sześciu biur regionalnych surowcowego KIC zostało zlokalizowane we Wrocławiu.

Z Polski w przedsięwzięcie zaangażowały się m.in. Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie, Instytut Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią Polskiej Akademii Nauk, Politechnika Śląska, Politechnika Wrocławska i Wrocławskie Centrum Badań EIT+.”

Pozory i rzeczywistość

Dla ludzi niezorientowanych w pomysłach i decyzjach byłego prezesa KGHM rezygnacja z międzynarodowego konsorcjum prowadzącego prace naukowo-badawcze wspólnie jest całkowicie niezrozumiała.

Jest to w jakiejś mierze usprawiedliwienie dla cytowanego wyżej tekstu z GW. To jednak tylko nagłaśniane, często też opłacone teksty reklamowe, mijające się z zapowiadanymi efektami.

Pierwszym elementem wskazującym na potrzebę rewizji decyzji byłego prezesa w tym kontekście, jest brak ze strony wymienionych krajowych uczelni jakiejkolwiek krytyki działalności KGHM w nowych koncepcjach górniczych, surowcowych, inwestycyjnych i wszelkich innych. To właśnie wyższe uczelnie powołane są do tego, aby w sposób suwerenny, odpowiedzialny i korzystny dla kraju oceniały działania swoich partnerów biznesowych i naukowych. Tymczasem nic takiego nie miało miejsca. Jeżeli nawet uczelnie te w ogóle nie zabierały na ten temat głosu, to także ponoszą odpowiedzialność za ten stan rzeczy. Wszak, kto milczy, a widzi zło, przyzwala na nie i biernie w nie uczestniczy. Bierna rola w tym procesie nie przynosi chluby polskiej nauce.

Przykładów tego rodzaju przyzwolenia na „ekstrawagancje” gospodarcze, ekonomiczne i techniczne, jakie miały miejsce w KGHM, nie brakuje. Powinna je znać redakcja GW, zanim uderzy w decyzje nowego prezesa KGHM. Tak się jednak nie stało, wręcz przeciwnie. Wraz z czołowymi krajowymi mediami upowszechniano „zachwyty” nad najbardziej pozbawionymi sensu decyzjami poprzedników w KGHM. Dla ilustracji tego rodzaju procederu wystarczy tylko kilka przykładów.

Sierra Gorda

Decyzja inwestycyjnych zakupów KGHM w USA, Kanadzie Chile wzbudziła powszechny zachwyt mediów nad „globalnym” charakterem pierwszej polskiej górniczej firmy. Na ten cel wydano ponad 4 mld USD, zapowiadając dalsze tego rodzaju zakupy na międzynarodowym rynku kapitałowym.

Po 4 latach od podjętej na ten temat decyzji inwestycje te przynoszą straty. Zapowiadane zyski w przyszłości są coraz mniej realne w związku ze znacznie niższymi cenami miedzi, aniżeli miało to miejsce w czasie ich zakupów. Trend niskich cen surowców tylko potwierdza te prognozy formułowane przez międzynarodowych ekspertów w dziedzinie górnictwa i rynku surowcowego. Czy na wyższych uczelniach nie zdawano sobie z tego sprawy? Dlaczego milczano, kiedy ciężko zarobione pieniądze wyprowadzano z kraju?

Tego można się domyślać. Uczelnie te chciały mieć dalsze zlecenia od potężnego finansowego molocha. Krytyka jego poczynań mogła się zakończyć cofnięciem tych dotacji, umów i zleceń. Udawano, że nic się nie dzieje. To nie nasza sprawa. Nauka zajmuje się swoimi problemami, a górnictwo i przemysł swoimi. Pomijano odpowiedzialność uczonych za kraj i branżę surowcowo-górniczą, jako jej eksperci, intelektualiści i naukowcy o wymiarze europejskim, a nawet światowym.

Jaka była ocena tych inwestycji przez wymienione uczelnie? Przecież nawet nie zadbano o tak elementarne wymagania jak szczelność podłoża stawu osadowego w chilijskiej inwestycji. Skutek tego jest taki, że rządowe instytucje Chile mają okazję do cofnięcia koncesji dla KGHM na eksploatacje odkrywki Sierra Gorda.

Czy w świetle choćby tego tylko wydarzenia można uznać nasze uczelnie górnicze za wiarygodne i zasługujące na kontynuowanie tego procesu na skalę międzynarodową? Chyba nie. Wszak przytakiwanie i branie za to pieniędzy nie można uznać za przejaw naukowej aktywności.

Dlatego rezygnacja nowego prezesa KGHM pod tym względem wydaje się być wielce uzasadniona. W tym kontekście decyzja ta ustawia nas przodem, a nie tyłem do Europy, bo konkret i rzeczowość, to atrybuty nowoczesnej Europy.

Zgazowanie węgla brunatnego

Były prezes KGHM wielokrotnie nagłaśniał swoją koncepcję zgazowania węgla brunatnego zalegającego w złożu „Legnica”. Relacjonujące to krajowe media z zachwytem wypowiadały się na ten temat. Powoływano się przy tym na udane chińskie doświadczenia przeprowadzone w Mongolii Wewnętrznej, na pograniczu pustyni Gobi.

To prawda. Tam węgiel brunatny zalegający nawet na głębokości 300 m jest siłą rzeczy suchy. Złoże węgla brunatnego „Legnica” nie znajduje się na pustyni, ale w całkiem innym klimacie. Tu padają deszcze, czasem nawet ulewne. Woda przesiąka do złoża, a węgiel brunatny ma wilgotność do 50%. Jego osuszenie przed spalaniem to taki wydatek energetyczny, jaki uzyskuje się z jego spalania. Bilans jest zerowy. Czy warto na to wydawać kolejne miliony dolarów?

Na ten temat też panowało zgodne milczenie powołanych do tego instytucji naukowych. Natomiast KGHM forsował ten temat dając do zrozumienia, że jest instytucją samodzielną, suwerenną i nikt mu nie będzie dyktował, co ma robić. Na szczęście nie wydano na ten cel żadnych pieniędzy inwestycyjnych. Kilka wycieczek do Chin i propagandowa impreza w mediach zakończyła ten temat.

Jednak jest ich więcej. Choćby mityczny cel osiągnięcia produkcji 700 tysięcy ton miedzi. Jakby nikt nie zdawał sobie sprawy, że im większa jest nadprodukcja tego towaru, tym będą niższe jego ceny. Produkcja KGHM przy cenach 4500-5000 USD jest na granicy opłacalności. Czyżby byłemu prezesowi zależało na tym, aby ceny miedzi były jeszcze niższe? Stan ten w dłuższym czasie mógłby skutkować bankructwem KGHM. Czy o to chodziło? Dlaczego żadna z szacownych instytucji naukowych nie zwracała na to uwagi? Czyżby nikogo to nie interesowało?

Dlatego nie ma co płakać, że polskie instytucje stracą na udziale KGHM w międzynarodowym konsorcjum innowacyjnym.

Więcej w „gazeta Obywatelska”

autor: Adam Maksymowicz

h

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ