Waszkielewicz: łatwe i niebezpieczne kredyty zaciągane przez internet

Internet ułatwia życie. Nie trzeba już biegać do urzędów z papierami. Można zdalnie zarezerwować miejsce w hotelu czy założyć konto w banku. To wszystko duże ułatwienia dla uczciwych ludzi, ale i dla oszustów.

Niedawno poznałem historię człowieka, który otrzymuje wezwania do spłaty kredytów, których nie zaciągnął. Okazuje się, że ktoś wziął te kredyty przez Internet, podając się za niego. Nie jest to trudne. Niektóre banki szczycą się tym, że można w nich założyć konto całkowicie on-line.

Weryfikacja jest czystą formalnością. Polega np. na przesłaniu skanu dowodu tożsamości. Dla przeciętnego ucznia starszych klas podstawówki sfałszowanie takiego skanu nie stanowi problemu. Bank przyjmuje to fałszerstwo za dobrą monetę i nic więcej nie sprawdza, zadowolony, że spełnił wymogi formalne.

Powstaje sytuacja, w której bezbronnemu człowiekowi wali się całe życie, oszust jest bezkarny, a bank chce tylko odzyskać pieniądze.

Czy można temu zaradzić?

Nie jestem specjalistą, ale na mój chłopski rozum trzeba spowodować, żeby bankom zależało na prawidłowej weryfikacji właścicieli kont. Może za umożliwienie oszustwa bank powinien być karany finansowo?

A może wystarczyłoby opublikować ilość fałszywych kont wykrytych w poszczególnych bankach łącznie z nazwami konkretnych oddziałów?

autor: Artur Waszkielewicz

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ