Obniżenie temperatury sporu o TK to zapowiedź końca świata dla opozycji. I kolejne zyskanie czasu przez PiS. O co realnie toczy się dziś gra?

trybunał 23_2.jpg

 początek krótka anegdota. Kilka tygodni temu przyjechał do Polski jeden z bliskich współpracowników Hillary Clinton. Na spotkaniu z wysłannikiem Demokratów pojawili się przedstawiciele obozu rządzącego, ale również partii opozycyjnych, a rozmowa dotyczyła planów kandydatki na prezydenta USA wobec Europy Środkowo-Wschodniej. Dyskutowano o zaangażowaniu Stanów Zjednoczonych w sprawy bezpieczeństwa naszej części kontynentu, omawiano najważniejsze kwestie w relacjach Polska-USA, z którymi zmierzy się już nowa administracja w Białym Domu. Ot, zwykła, kurtuazyjna wizyta (wszak nikt nie wie, czy wyborów nie wygra Donald Trump) jakich wiele, która przebiegała w całkiem sympatycznej atmosferze.

I nie byłoby większego sensu wspominać tego spotkania, gdyby nie zachowanie przedstawiciela Nowoczesnej (darujmy imię i nazwisko), który na koniec spotkania wypalił coś w stylu: „No dobrze, bezpieczeństwo bezpieczeństwem, ale jak zareagujecie w sprawie Trybunału Konstytucyjnego w Polsce!”. Zapadła konsternacja, a wysłannik pani Clinton próbował żartować, że niezręcznie jest mu komentować całą sprawę, gdy sami w USA mają dość podobny problem z Sądem Najwyższym.

Powyższa historia dobrze obrazuje zawód, jakie opozycji (a przynajmniej jej części) przyniesie kompromisowe rozwiązanie sporu o Trybunał Konstytucyjny.Samo obniżenie temperatury sporu o TK jest dla opozycji zapowiedzią końca świata. Trzeba bowiem pamiętać, że niemal całe zaangażowanie polityków Nowoczesnej, ale i Platformy jest w ostatnich tygodniach i miesiącach skupione na tej sprawie. To na podstawie konfliktu o TK udało się wywołać społeczne emocje, których ilustracją są marsze Komitetu Obrony Demokracji, to problem z Trybunałem jest pretekstem do kontaktów z urzędnikami w Brukseli (w tym z Donaldem Tuskiem), to „walka o konstytucję i demokrację” stała się jedynym paliwem, które w miarę mobilizuje polityków i działaczy opozycji.

Z tej perspektywy zarysowujący się kompromis, do którego rękę przykładają urzędnicy Komisji Europejskiej, byłby zamknięciem pewnego etapu. Dodajmy – zamknięciem bez większych pozytywów dla opozycji, bo PiS, choć samo popełniało strategiczne błędy w tej sprawie, wyszłoby ze sporu w miarę bez szwanku. Nie udało się zbić poparcia dla PiS (wręcz przeciwnie, to rośnie), a taktyka „ulica i zagranica” straciłaby rację bytu.

Działaniami w ostatnich dniach Prawo i Sprawiedliwość zyskało – stosunkowo tanim kosztem – trochę czasu i spokoju w sprawie TK. To zresztą kolejny manewr zastosowany przez Jarosława Kaczyńskiego (wystarczy wspomnieć apel szefa PiS o zawieszenie broni do ŚDM, kolejne spotkania z opozycją, powołany zespół ekspertów, wreszcie nowy projekt ustawy), dzięki któremu Prawo i Sprawiedliwość bez realnych strat skutecznie gra na przetrzymanie. Na końcu tego scenariusza jest przeforsowanie takiej ustawy o TK, która da Prawu i Sprawiedliwości pewność, że kolejne zmiany prawa wprowadzane przez rząd (a na pewno zaskarżane przez opozycję) nie zostaną zablokowane przez sędziów TK.

Czy to się uda? Diabeł tkwi w szczegółach porozumienia. To od trybu, w jakim sześciu sędziów (wybranych za PiS i za PO) miałoby zostać dopuszczonych do orzekania, a także od kształtu nowej ustawy (zwłaszcza w punktach dotyczących wyboru prezesa i większości potrzebnej do orzekania) zależeć będzie powodzenie tego scenariusza. W idealnym dla PiS wariancie, przy błogosławieństwie KE i przynajmniej milczącej zgodzie opozycji, zostałaby przyjęta taka ustawa, która odblokuje działalnośćTK, pozwoli na wybór prezesa Trybunału na nowych warunkach, a większości rządowej da spać spokojnie, jeśli chodzi o kolejne orzeczenia TK co do zaskarżanych przez opozycję ustaw. Na tym tle kwestia publikacji orzeczenia (zapewne już w formie „historycznej”) czy ponownego wyboru trzech sędziów (tych z czasów Platformy) jest wtórna i ambicjonalna.

Stawka jest jednak również znana przedstawicielom opozycji, a także prezesowi Rzeplińskiemu, stąd targi i spory o szczegółowe rozwiązania (być może już na komisjach i podkomisjach sejmowych), które mogą okazać się o wiele bardziej pasjonujące (realnie) niż kolejne pojedynki na miny, gesty i ostre słowa z mównicy sejmowej.

Równolegle do oficjalnych apelów o rozmowy, gorących deklaracji gotowości do kompromisu i kolejnych ekspertyz prawników trwać będzie zakulisowe przeciąganie liny ws. szczegółowych przepisów nowej ustawy o TK, która ma zostać zaakceptowana przez wszystkie strony sporu i urzędników KE.To od tych zapisów zależeć będzie rozkład sił w TK na kolejne miesiące i lata, tryb wyboru prezesa Trybunału – a co za tym idzie także obsada tego stanowiska -, wreszcie sposób pracy sędziów.

Stawka jest zatem wysoka, bo wielce prawdopodobne, że to dziś rozstrzyga się odpowiedź na pytanie o szybkość i sprawność działań rządów PiS w kolejnych latach.

Wszystko to nie unieważnia jednak pytań o to, czy cały spór – a zwłaszcza sposób jego prowadzenia – był i jest opłacalny dla obozu rządowego, a przede wszystkim polskiego państwa. Przynajmniej w krótkiej perspektywie czasowej wygląda na to, że Jarosław Kaczyński i PiS odniosą zwycięstwo – na odpowiedź o jego skalę i szacunki kosztów przyjdzie nam jednak poczekać.

Marcin Fijołek – Dziennikarz wPolityce.pl i tygodnika „wSieci”

fot. YouTube.pl

źródło: wpolityce.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ