Państwo Partii, PRL. Kierownicza siła Polski Ludowej. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Państwo robotników i chłopów. Pamiętacie?

gh.jpg

 

Państwo Partii, PRL. Kierownicza siła Polski Ludowej. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Państwo robotników i chłopów. Pamiętacie?

A jakże. Na straży pamięci stoją muzea. Miało być Muzeum PRL w Warszawie. Jest Muzeum PRL w Krakowie – Nowej Hucie przy Placu Centralnym. Jest Muzeum Minionej Epoki w Rudzie Śląskiej. I jest Muzeum PRL w Grodzisku Mazowieckim. Co tam pokazują?

Czekanie na wojnę

A, coś do śmiechu. Przykładowo, w Rudzie mają stare telewizory, pralkę „Frania”, lodówkę czasów Gomułki, obrazy socjalistycznej pracy, popiersie Lenina etc. Ludzie oglądają muzealny PRL i się śmieją. Można by zapytać: „Z czego się śmiejecie?” Państwo Partii, PRL, zaanektowało nawet śmiech. Po to była cenzura, żeby obywatel wiedział, z czego może się śmiać, a co jest nie do śmiechu.

Partia w czasach PRL zaanektowała wszystko i wszystkich. Mussolini mógłby powiedzieć: państwo totalne. „Wszystko dla państwa, nic poza państwem, nic przeciw państwu”. Stalin mówił o partii: „Wszystko dla Partii. Nic poza Partią. Nic przeciw Partii”. Nie było takiego miejsca w Sowietach i w PRL, gdzie by nie było Partii. Była wszędzie. I wszędzie byli sekretarze.

Zdawało się, że PRL, czyli Państwo Partii, istnieje i będzie istnieć w czasie nieokreślonym. To państwo mogła obalić tylko wojna. I moja matka czekała na wojnę. Czekała i wspomagała oddziały WiN/NZW. Każda wiosna, począwszy od czterdziestego piątego, zapowiadała wojnę. „Wojna! Na pewno wojna!” Ale ta nadzieja zgasła na jesieni 1956 roku, gdy nastał Gomułka i nastała oszukańcza Odnowa. Nadal było Państwo Partii i nic poza Partią, nic przeciw Partii.

Kto nie z nami, ten wróg

Kiedy w poniedziałek 2 września 1957 z podrobionym na 18 lat świadectwem urodzenia (faktycznie miałem lat 14) przyszedłem do Kopalni „Mieszko I” w Wałbrzychu, na placu drzewnym rozmawiał ze mną sekretarz OOP, Plewa. Kiedy następnego roku z więźniami pracowałem w cegielni w Sosnowcu, gdzie żar z niewystygłych pieców palił włosy, brwi, rzęsy, a nawet ubranie, nieprzerwanej roboty pilnował sekretarz POP.

Każdy, kto nie chciał znaleźć się na marginesie życia, musiał się włączyć do Państwa Partii. Przynależność do partii i do organizacji komunistycznych nie dla wszystkich była aktem politycznym. Dla wielu była aktem łaski ze strony Państwa Partii. Jeśli komuś proponowano, żeby wstąpił do partii, nie mógł odmówić. A jeśli odmówił, to już było po nim. Nie był nawet człowiekiem drugiej albo trzeciej kategorii.

Odmowa wstąpienia do partii skazywała odmawiającego na zupełną marginalizację w życiu. Pracował tam, gdzie pracowali skazańcy. Ważne też było, w jakich okolicznościach i z jakich pobudek ktoś wstępował bądź odmawiał wstąpienia do partii.

W czasie pracy na budowie pawilonu na zapleczu Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Katowicach (dziś jest to UŚ) odmówiłem wstąpienia do ZMS. Siedziałem akurat w wykopie fundamentowym, gdy kierownik budowy podał mi do wypełnienia jakiś papier i długopis. Gdy odstawiałem kilof i zdejmowałem rękawice, kierownik mówił:

„Podpisz, będziesz człowiekiem… Skieruję cię na kurs operatora koparki, będziesz człowiekiem… Zobaczysz, koparka to kawałek chleba z masłem!”

Wziąłem papier do reki i zobaczyłem, że to deklaracja wstąpienia do ZMS. Oddałem papier kierownikowi i powiedziałem:

„Ja już jestem człowiekiem. Nie wstąpię do ZMS”.

Kierownik szpetnie zaklął i zaczął krzyczeć:

„Ty, k…wa jesteś człowiekiem? Ty jesteś robolem! Robolem jesteś!! Siedź! Siedź, k…wa, w tym wykopie, siedź! Od tego kilofa łapy ci urosną jak u tego… no, orangutana! O takie, o! – Tu kierownik schylił się, dotknął swojej łydki. – O takie o będziesz miał łapska!”

Ledwo kierownik budowy odszedł, stanęli nade mną moi starsi koledzy od łopaty i kilofa, dowożeni na budowę z nieodległego więzienia. Zaczęli mnie przekonywać, że kierownik miał rację.

„Bo po cholerę ci nie należeć do partii albo do jakiejś innej cholery? – spytał najstarszy, ten, co siedział w kryminale 10 lat za zakatrupienie gminnego sekretarza PPR. – No powiedz, co ci szkodzi należeć do tych kurwów?

A drugi więzień, bezzębny, bo mu klawisz wybił zęby, zauważył, że kierownik budowy w gruncie rzeczy ma rację, kiedy mówi, że od kilofa ręce wydłużają się jak orangutanom.

„Patrz, miałem ręce prawie takie jak ty, no, trochę dłuższe – powiedział. – A teraz… no, zobacz, jak się wydłużyły. Myślisz, że ot, tak? Od taczki, od kilofa, od łopaty się wydłużyły i to nie koniec, dalej się wydłużają”.

Koledzy ze znakami na plecach „ZK” stwierdzili na koniec, że powinienem czym prędzej przeprosić kierownika i podpisać deklarację, bo wszystkim na budowie narobię bigosu nie do przełknięcia. Stwierdzili też, że kierownik nie jest zły, bo mógł mnie walnąć w pysk, a przecież nie walnął.

Wszechobecni sekretarze

Musiałem porzucić robotę za 850 zł miesięcznie, żeby nie robić bigosu. Przeniosłem się na Podlasie. Pracowałem w Punkcie Skupu Bydła w Bargłowie. Kierownik Punktu, zarazem sekretarz OOP, brał łapówki za zawyżanie klasy bydła i chciał dzielić się łapówkami ze mną. Odmówiłem, co sekretarz uznał za akt wrogości. Musiałem uciekać z Bełdy i szukać pracy gdzie indziej.

Kiedy w listopadzie 1963 krótko pracowałem w Stoczni Gdańskiej, zauważyłem, że stoczniowcy są numerami bez nazwisk, tylko sekretarze mają nazwiska. Wszędzie byli sekretarze – na oddziałach, na wydziałach, w przychodniach, w związkach zawodowych, w biurach dyrekcji. Na jesieni 1973, gdy jako dziennikarz pojechałem w Bieszczady nad Wołosadczyk, spotkałem sekretarza OOP PZPR smolarzy. W nieodległej Rzepedzi, w fabryce dymu wędzarniczego, też rozmawiałem z sekretarzem POP od dymu.

Kiedy w styczniu 1974 pojechałem na budowę elektrowni szczytowo-pompowej nad Jeziorem Żarnowieckim, budowy elektrowni jeszcze nie było, ale już stał nad jeziorem baraczek, a w nim czuwał sekretarz POP PZPR elektrowni. Sekretarze byli komisarzami politycznymi w fabrykach, na uczelniach, w redakcjach, w szpitalach, także w szpitalach psychiatrycznych.

Kiedy przynosiłem do redakcji reportaż (pracowałem wówczas w tygodniku „Kultura”), był on najpierw czytany przez partyjnego kierownika działu, później przez partyjnego sekretarza redakcji, następnie przez sekretarza partii, który decydował, czy pod względem ideowym reportaż nadaje się do wysłania do cenzury przy Mysiej w Warszawie.

Redakcyjni sekretarze organizowali otwarte zebrania partyjne. Nie chodziłem na te zebrania. Organizowali czyny partyjne. Nie chodziłem na czyny. Dbali o frekwencję na manifestach pierwszomajowych. Nie chodziłem na manifestacje. Z rana w majowe święto robiłem pranie i wywieszałem w oknach. Następnie wyjeżdżałem do Puszczy Kampinoskiej. Wracałem do domu pod wieczór.

Farbowane lisy

Gdy wybuchł stan wojenny, sekretarze i aktywiści PZPR wykazywali się niezwykłym refleksem politycznym. Dziennikarz „Życia Literackiego”, aktywista PZPR, pisał w 1981 teksty o bolszewikach rosyjskich, sławił bolszewizm, a już w styczniu 1982 miał u siebie w domu magazyn darów i sławił Prymasa Polski, kardynała Wyszyńskiego.

Dziennikarz telewizyjny, sekretarz PZPR, prześmiewca, szopkarz, zgrywus za dobra kasę, dorobił się w Telewizji Partii domu pod Warszawą. W styczniu 1982 przeskoczył przez polityczny płot i przeszedł na stronę prawdy. Ale nie była to prawda o nim samym. Dzisiaj dawny aktywista partyjny jest znanym dziennikarzem prawicowym. Bez kija nie da się do niego podejść.

Towarzysza profesora z Uniwersytetu Jagiellońskiego poznałem jako bezwzględnego komunistę, który pryncypialnie rozprawia się z mięczakami spoza partii. To on głosił: „Wszystko dla Partii. Nic poza Partią. Nic przeciw Partii”. A dzisiaj? Towarzysz profesor jest odznaczony orderem za zasługi dla niepodległej Polski. Na UJ prowadzi wykłady z ontologii prawdy. Jeździ po kraju z wykładami o wartościach chrześcijańskich.

Można bez końca wymieniać tych, do których należała Polska. Można bez końca przypominać sytuację, gdy kierownik budowy podał mi do wypełnienia jakiś papier, długopis i mówił: „Podpisz, będziesz człowiekiem. Skieruję cię na kurs operatorów koparki”. Bo w zamyśle partyjnego aktywu człowiekiem w PRL był tylko partyjny. W kopalni mówili o takim: „ten na uwięzi”. A on odpowiadał: „Na uwięzi, ale nie frajer”.

Dzisiaj, gdy tyle się mówi o moralności, o wartościach i o prawdzie, nie ma rozliczenia politycznych grzeszników. Otwieram rzekomo konserwatywne pismo, a w nim widzę znanego mi z PRL aktywistę partyjnego. Chcę przeczytać prawicową gazetę, ale odrzuca mnie nazwisko znanego mi z PRL sekretarza partii. Nie chcę czytać byłych sekretarzy, nie chcę słuchać i oglądać tych, którzy krzyczeli do mnie, że jestem robolem, bo nie chcę wstąpić do ZMS.

Niekiedy wspominam „sekretarza od dymu” z zakładu w Rzepedzi. Dym, zadymianie, wędzenie umysłów. Oto co się dzieje po 1989. Zapaść semantyczna, charakterystyczna dla języka PRL, zawładnęła także językiem III RP. Zapaść semantyczna niszczy jednoznaczność przekazu, doprowadza do relatywizacji przekazywanych treści i sensu komunikacji.

Dzisiaj operujemy nie pojęciami, a swego rodzaju etykietami pojęć, co skutkuje zadymieniem obrazu rzeczywistości, w którymprzestajemy odróżniać kłamstwo od prawdy, przyczyny od skutku. Nie drażni nas ekspansja zła i patologii, tandeta, szpetota i nijakość umysłowa. Przywykliśmy tylko do narzekania, nie przeciwstawiamy się aktywnie deprawacji.

Fałszywy akt założycielski

Ta zapaść moralna, atomizacja narodu, biorą się stąd, że Polska nie pokonała komunizmu. Ojcowie założycielw III RP ułożyli się z komunistami na ich warunkach przy zielonym stoliku w krzakach Puszczy Kampinoskiej. No i Polska wciąż zmaga się z komunizmem, który panował niespełna pół wieku, a wyrządził tyle piekielnego zła.

W bratnich Węgrzech, w Budapeszcie przy Andrássy, jest Muzeum Terroru (Terror Háza), które jest równocześnie pomnikiem ofiar totalitaryzmu i pomnikiem bohaterów rewolucji 1956. W latach 1945-1956 budynek był siedzibą i więzieniem stalinowskiej policji politycznej ÁVH. W Rydze jest Muzeum Okupacji. W Wilnie jest Muzeum Ludobójstwa. W Berlinie jest Muzeum Stasi.

W Polsce są muzea starych peerelowskich pralek i telewizorów. Działa Komunistyczna Partia Polski. Komuniści i postkomuniści, aktywiści i sekretarze byłej PZPR zajmują ważne stanowiska w mediach, w instytucjach finansowych, w bankach, w szkolnictwie, a także w rządzie i w spółkach rządowych.

Komunizm zniszczył społeczeństwo i gospodarkę, zaanektował kulturę, naukę, język, opanował media, fabrykę słów i obrazów, ale nie odszedł do historii. Wpatrzeni w ekrany telewizorów śmiejemy się, rechoczemy. Czasami mam wrażenie, że słyszę Horodniczego z „Rewizora”: „Z kogo się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie”. Te słowa ze sztuki Gogola doskonale opisują stan naszej świadomości.

autor: Michał Mońko

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ