Socjologiczna inżynieria odwrotna. „Jeśli plan Morawieckiego ma odnieść sukces, niektóre jego elementy powinny być wsparte właśnie elementami SIO”

morawiecki 4.jpg

inżynierii odwrotnej (inaczej mówiąc: wstecznej) coraz głośniej – między innymi w badaniach nad świadomością i sztuczną inteligencją, ale nie tylko.

Okazuje się bowiem, iż niekiedy cofając się – najszybciej można iść do przodu. O takiej inżynierii (było nie było: sztuce budowania) mówi się o wtedy, gdy próby skonstruowania jakiegoś urządzenia, rozwiązania jakiegoś problemu, mimo nakładu pracy i ponoszonych kosztów nie przynoszą oczekiwanych efektów. Wtedy, bywa, ktoś puka się w głowę i mówi: nie marnujmy energii na wywarzanie drzwi, które są już otwarte.

Rozkodować – JAK to działa

Inżynieria odwrotna to zabiegi mające na celu swoiste rozkodowanie działającego już „czegoś”. Piszę „czegoś”, a nie po prostu jakiegoś obiektu, gdyż – tu jest punkt ciężkości niniejszego tekstu – chodzi także o byty w pewnym sensie niematerialne; takie jak instytucje społeczne, wzorce kulturowego działania, ba społeczne formy wrażliwości i style myślenia.

W ramach inżynierii wstecznej bada się coś (może to być też program komputerowy), o czym wiemy, że dobrze działa, ale zasady konstrukcji nie są dla nas do końca jasne – np. z braku dokumentacji. Idzie też o ustalenie, w jaki sposób, przy jakim nakładzie środków owo coś wykonano. Po co się to robi? To chyba jasne – by zbudować odpowiedniki, często nie gorsze, a nawet lepsze. Pod tym względem niedościgli są Japończycy. Niektórzy twierdzą, że są kiepscy przy samodzielnym wymyślaniu innowacji, ale perfekcyjni w udoskonalaniu produktów wykoncypowanych przez inne nacje. Ale nie o Japończyków, ani o doskonałość tu chodzi.

Chodzi o Polaków. O to byśmy nie marnowali czasu na znajdowanie rozwiązań metodą prób i błędów w sytuacjach, gdy taką robotę już ktoś inny wcześniej wykonał.

Korzyści spóźnionego przybysza

W socjologii mamy pojęcie: „korzyści spóźnionego przybysza”. Kraj, który później od innych wkracza na ścieżkę budowy gospodarki rynkowej, demokracji, tworzenia uniwersytetów albo nowych technologii nie musi know how właściwego dla tych rozwiązań wypracowywać od nowa. Może skorzystać z wzorów, które już wcześniej, czasem w długim procesie kulturowej ewolucji, zostały wypracowane i w życie wcielone.

Kłopot w tym, że wiele instytucji społecznych nie powstało w wyniku inżynierskiego planowania, ale wyłoniło się w procesie zawikłanej ewolucji kulturowej. I nawet gdy skutecznie one działają, to często wcale bliżej nie wiadomo, na czym to dokładnie polega. Stąd m.in. niepowodzenia międzykulturowego eksportu demokracji do krajów z odmiennych kręgów cywilizacyjnych.

Nadal mimo wysiłku tysięcy badaczy, wielu eksperymentów i licznych prób modelowania w niewielkim stopniu potrafimy opisać architekturę wielu społecznych konstrukcji: struktur, procesów, instytucji, grup interesów, przemian wartości, wyobraźni społecznej, wzorów skutecznego zarządzania i przywództwa, procesów narastania rewolucyjnych wybuchów czy nagłych przemian sympatii wyborczych.

Złudzenie twórców

Ponieważ to my ludzie, swoimi działaniami tworzymy społeczne konstrukcje, często ulegamy złudzeniu, że wiemy-co-czynimy. Nie zauważamy, jak wiele rzeczy robimy „na automacie”.

„Kod genetyczny” społecznego świata nadal jest daleki do odczytania (i być może to wcale nie jest złe; dlaczego – to na inną opowieść).

Zadanie

Dziś Polski nie stać na to, by nasze nauki społeczne nie skierowały poważnego wysiłku na inżynierię wsteczną rozkodowującą te rozwiązania instytucjonalne, dzięki którym kraje o względnie niewielkim potencjale – takie jak Finlandia, Szwajcaria czy Izrael – w historycznie często niesprzyjających warunkach potrafiły „wybić się na niepodległość”. Właśnie z tej perspektywy na szczególną uwagę zasługuje książka Krzysztofa Kłopotowskiego „Geniusz Żydów na polski rozum”.

Oczywiście nie chodzi tylko o Żydów. Chodzi o wzniesienie polskiej pomysłowości i przedsiębiorczości na poziom sprawności systemowej. Jak? Na przykład – powracam do motywu, który już na tych łamach sygnalizowałem – przez wypracowanie form współpracy woli politycznej, która wyraża interes narodowy, z potencjałem „obliczeniowym” prywatnego biznesu.

Jeśli ambitny plan wicepremiera Mateusza Morawieckiego ma odnieść sukces, niektóre jego ważne elementy jak najszybciej powinny być wsparte elementami SIO – socjologicznej inżynierii odwrotnej.

prof. Andrzej Zybertowicz

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ