Polska kontra USA w polityce węglowej: Stany Zjednoczone, które miały i nadal mają najbardziej wydajną i ekonomicznie dochodową gospodarkę, stale musiały dostosowywać się do realiów rynkowych

kopalnia weglowa.jpg

Obecna sytuacja w Polsce do złudzenia przypomina czasy PRL, kiedy „rząd i partia” dbały o kopalnie węgla kamiennego w zupełnym oderwaniu od globalnej sytuacji w tej branży.

Stany Zjednoczone, które miały i nadal mają najbardziej wydajną i ekonomicznie dochodową gospodarkę, stale musiały dostosowywać się do realiów rynkowych. U nas nic z tych rzeczy. Tam mimo stukrotnie wyższej wydajności jednego górnika w wydobyciu węgla największe na świecie kopalnie bankrutują.

Rząd USA sprzyja polityce ich eliminacji ze swojej gospodarki. Zaostrza prawne przywileje pozwoleń na korzystanie z terenów federalnych. Podnosi ich ceny, do reszty rujnując dochodowość blisko 40% amerykańskiego węgla kamiennego.

Przyjęte moratorium wstrzymujące na najbliższe lata udzielanie pozwoleń na budowę nowych kopalń dopełnia obrazu antywęglowej polityki rządu.

Niechlubne tradycje

Polskie władze państwowe odwrotnie. Troszczą się, aby branża się rozwijała, nikt nie stracił pracy, a wydajność jednego górnika była najniższa na naszym globie.

Ministrowie negocjują dniem i nocą z górnikami, aby tylko byli zadowoleni z rządowej „opieki”. Priorytetem w takim postępowaniu jest mityczne „bezpieczeństwo energetyczne”.

Polskie elektrownie w 85% wytwarzają prąd elektryczny z krajowego węgla. Tak było za Bieruta, Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego. Nikt sobie w Polsce nie wyobraża, że teraz mogłoby być inaczej i że można by porzucić tę „chlubną” tradycję.

Przykład węglowych europejskich potęg takich, jak Francja. Belgia, Niemcy czy Wielka Brytania nie ma dla naszych decydentów żadnego znaczenia. Kraje te przez wiele lat podejmowały trudne decyzje o zamykaniu swoich kopalń, gdyż musiały bez przerwy do nich dopłacać, ze względu na znacznie tańszy import tego paliwa.

Media polskie nie przyjmują do wiadomości, że w USA czy nawet w Rosji, Chinach, Australii, Indonezji i w innych krajach polityka węglowa dostosowywana jest zarówno do lokalnych jak i globalnych cen rynkowych.

Obecnie tylko w wyjątkowych wypadkach buduje się nowe podziemne kopalnie węglowe i to na ogół znacznie płytsze i lepiej zorganizowane aniżeli w Polsce.

Pies ogrodnika

Przekazany do konsultacji społecznych „Projekt polityki energetycznej do 2050 roku” zakłada stopniowy spadek roli węgla brunatnego, stopniowy spadek znaczenia tego paliwa od 2020 roku aż do jego całkowitego zmarginalizowania do 2034 roku. Dzieje się tak, mimo że energia z węgla brunatnego jest najtańsza. Argumentem ma być ograniczenie emisji dwutlenku węgla, co jest przyczyną raczej najmniej istotną. Rzeczywistość jest taka, że wobec powszechnych protestów żadna nowa kopalnia tego paliwa nie może powstać w naszym kraju. Branża węgla brunatnego akceptuje te plany, bo nie ma innego wyjścia przynajmniej w obecnej sytuacji. Przypomina to polskie przysłowie o psie ogrodnika, który sam nie zje i drugiemu nie da.

Przeciwnikiem węgla brunatnego, którego zasoby w naszym kraju starczyłyby na setki lat są w właściciele gruntów, pod których powierzchnią występują te złoża. W przypadku ich wydobywania nie mają nic poza odszkodowaniem. Protestują więc, bo nie chcą gdzie indziej zaczynać życia od nowa, Wspierają ich w tym miejscowe władze gminne, które z powodu „ochrony złóż” nie mogą rozwijać żadnych inwestycji na tym terenie.

Rząd, zdając sobie sprawę ze skali oporu i niemożliwości przełamania go, rezygnuje z tej branży powodując wzrost kosztów wytwarzanego w kraju prądu elektrycznego.

Wyjściem z tej sytuacji byłoby naśladowanie gospodarki USA, czyli skreślenie w polskim prawie geologicznym i górniczym art.10 p.5, który mówi: „Prawo własności górniczej przysługuje Skarbowi Państwa”. Ten zapis zobowiązuje do kontynuowania tradycji PRL-u. Najważniejsze kopaliny są więc własnością rządzących państwem urzędników, dawniej jednej partii, a teraz dla odmiany kliku, ale zawsze z tym samym skutkiem. Po prostu politycy mający dostęp do ogromnych bogactw naturalnych nie chcą ich oddać prawowitym właścicielom, którymi są posiadacze gruntu. Likwidacja tego zapisu spowodowałaby, że przyszli inwestorzy górniczy musieliby negocjować prawo wstępu na te tereny z ich właścicielami. Byłoby to niezwykle trudne i czasem uzyskanie pozytywnego efektu mogłoby być niemożliwe. Jednakże efekt ten byłby znacznie bardziej prawdopodobny, gdyby właściciel gruntu obok odszkodowania za mienie na powierzchni uzyskiwał cząstkę dochodu z odpowiadającej mu kubatury wyeksploatowanego złoża.

Dla przykładu węgiel brunatny na złożu „Legnica” – grubość pokładów 25 m. Cena tony węgla 200 zł. Wartość 1 m kwadratowego złoża to 25 m x 2 ciężar właściwy x 200 zł, co daje sumę 10 000 zł. Jeden procent tej sumy to 100 zł. To przykładowa rekompensata za prawo eksploatacji dla właściciela gruntu. Od jednego hektara byłaby to suma 1 mln zł. Kilkuhektarowe gospodarstwo miałoby zabezpieczenie w przypadku ryzyka przeniesienia się na inny obszar.

Tak jest właśnie w USA, gdzie z tego tylko powodu wszyscy pragną budowy nowej kopalni i nie zdarza się, aby właściciele terenów przeciwko temu protestowali. Likwidacja tylko tego jednego przepisu pozwoliłaby na swobodny rozwój branży węgla brunatnego

Droższa inwestycja

Krytycy takiego rozwiązania argumentują, że każda inwestycja górnicza będzie w takim przypadku znacznie droższa. Z tego powodu energia elektryczna z węgla brunatnego także zdrożeje. Tak będzie. Jednak górnictwo, gdzie indziej powinno szukać oszczędności, a nie kosztem obywateli, którzy mieli nieszczęście zamieszkać nad potrzebnymi nam kopalinami.

Ci winni być ich prawowitymi właścicielami, tak jak dzieje się to w USA.

Koszty winny być sprawiedliwie rozdzielone pomiędzy użytkowników ziemi i użytkowników energii. Obecne prawo daje przywileje użytkownikom energii kosztem właścicieli ziemi nad złożem. W ten sposób „droższa inwestycja” jest rekompensatą za udostępnienie terenu, który jest czyjąś własnością.

Obecne prawo wymusza jej wykup dla potrzeb inwestycji górniczych, bez odszkodowania za udostępnienie prawa do złoża, wszak jest ono „własnością górniczą należącą do Skarbu Państwa.” Kolejnym argumentem ma być stwierdzenie, że Polska to nie USA. Owszem nie w sensie fizycznym terytorialnym, ale dlaczego nie prawnym? Czy nie powinniśmy brać przykładu z najbardziej rozwiniętej gospodarki świata? Czy nie dokonaliśmy przełomu politycznego w 1989 roku, czy nadal ma triumfować ustawodawstwo z czasów totalitarnych i komunistycznych? Czy nadal ma istnieć prawo do przemocy i gwałtu na własności prywatnej?

Likwidacja art. 10 p. 5 prawa geologicznego i górniczego będzie dowodem poszanowania prawa własności również w zakresie złóż wszelkiego rodzaju kopalin.

Prawo geologiczne i górnicze niezgodne z Konstytucją RP

Wspomniany zapis o „własności górniczej przysługującej Skarbowi Państwa” wydaje się niezgodny z treścią art. 64 Konstytucji RP, który mówi, że „Każdy ma prawo do własności… Własność może być ograniczona tylko drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności”.

Niestety, obecne prawo geologiczne i górnicze we wspomnianym art. 10 ust. 5 narusza konstytucyjny zapis właśnie w odniesieniu do „istoty prawa własności”, gdyż za kopaliny zalegające pod terenem prywatnym nie przewiduje żadnego odszkodowania. Jednoznaczne orzeczenie w tej sprawie winien wydać Trybunał Konstytucyjny. Pozytywne stwierdzenie TK przełoży się natychmiast na poparcie dla inwestycji górniczych w Polsce wszędzie tam, gdzie złoża zalegają w korzystnych warunkach.

Wszelkie protesty ucichną, gdyż wielomilionowe dodatkowe odszkodowania dla byłych właścicieli gruntów będą wystarczającą rekompensatą za ewentualne utrudnienia spowodowane odstąpieniem prywatnych gruntów na potrzeby węgla brunatnego. Prawdopodobnie nastąpi odwrócenie obecnych protestów w stronę zainteresowania się inwestycjami górniczymi.

Będzie to korzystne dla samego górnictwa oraz dla społeczeństwa, które będzie miało określone zyski już przed rozpoczęciem inwestycji. Dlatego naśladowanie prawa własności w USA wydaje się być celowe i pożądane.

autor: Adam Maksymowicz

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ