Do psychiatryka za walkę o sprawiedliwy system prawny?

sady.png

W ciągu ostatniego roku opinia publiczna została kilkukrotnie zaalarmowana z powodu skandalicznych przypadków przetrzymywania ludzi na długoletniej detencji (przymusowym leczeniu psychiatrycznym w zakładach zamkniętych). Jest ona nierzadko zasądzana w postępowaniach karnych z powodu błahych czynów i to budzących wątpliwości, czy w ogóle miały miejsce.

10 lat ścigania pod pretekstem grożenia narzeczonemu byłej sympatii

Mariusz Cysewski, działacz KPN, tłumacz języka angielskiego (m.in. tłumaczył non profit Rodzinie Katyńskiej dokumenty potrzebne w procesie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu.), były więzień polityczny, publicysta, wielki propagator ław przysięgłych, został aresztowany w październiku 2006 r. przez Sąd w Tarnowskich Górach.

Zarzucano mu kierowanie gróźb karalnych wobec narzeczonego byłej sympatii, jednorazowe naruszenie jego nietykalności, a także grożenie jemu i ukochanej w celu wywarcia wpływu na ich zeznania w śledztwie.

Cysewski zaprzeczył zarzutom i przedkładał dziesiątki wniosków dowodowych, które miały dowieść, że nie popełnił przypisywanych mu czynów. Żaden nie został uwzględniony. Uzasadnienia postanowień sądowych były lakoniczne. Sądy konsekwentnie twierdziły, że Cysewski może popełnić przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu pokrzywdzonych, gdyż popełnieniem takich czynów miał grozić. W efekcie spędził w areszcie aż 10 miesięcy.

Już tydzień po aresztowaniu prokurator zarządził przeprowadzenie badań psychiatrycznych, tak jakby zakochanie było chorobą psychiczną. W dniu następnym dwie lekarki specjalistki w dziedzinie psychiatrii na jednostronicowej opinii stwierdziły u badanego zaburzenia i orzekły, że „istnieje duże prawdopodobieństwo popełnienia przez niego czynów o wysokiej szkodliwości społecznej”. Wywiodły stąd, że konieczne jest zamknięcie go w zakładzie psychiatrycznym. 11 dni po aresztowaniu prokurator wystąpił o umorzenie postępowania i detencję podejrzanego w psychiatryku. Sprawa nie jest zakończona do dzisiaj.

Badania psychiatryczne zamiast postępowania dowodowego

W przypadku Cysewskiego złamano podstawową zasadę postępowania karnego, że przed badaniem poczytalności podejrzanego należy przede wszystkim wykazać, iż czyn zabroniony miał w ogóle miejsce. Tymczasem zamiast sprawdzać, czy zeznania pokrzywdzonych o rzekomych groźbach są wiarygodne i jaka była szkodliwość domniemanych czynów, pospiesznie zarządzono badania psychiatryczne.

Jednostronicowa opinia psychiatrów zastąpiła postępowanie dowodowe. Gdy je w końcu zaczęto prowadzić, okazało się, że „pokrzywdzona” zaprzeczyła, że Cysewski jej groził. Czyli de facto, to opinia lekarzy była podstawą przetrzymywania w areszcie aż do sierpnia 2007 roku.

Cysewski – wbrew orzeczeniu psychiatrów – nigdy nie nastawał na „życie i zdrowie” „pokrzywdzonego” konkurenta. Prawie od 10 lat nie ma z nim żadnego kontaktu. Mimo to raz uruchomiona machina sądowo-psychiatryczna kręci się do dzisiaj.

Korowód indolentnych opinii psychiatrycznych

Cysewski od początku rzeczowo podważał treść opinii suponujących mu choroby. Liczba badań psychiatrycznych, którym zaczęto go wówczas poddawać, przerodziła się w swoistą nagonkę na niego, jako na działacza-demaskatora nadużyć w wymiarze sprawiedliwości. Gdy tylko uczestniczył w jakiejkolwiek akcji publicznej (np. skierowanej przeciwko pomnikom żołnierzy radzieckich w Polsce), to zaraz – oprócz zarzutów domniemanych przestępstw – otrzymywał skierowania do psychiatrów. Ci z kolei sporządzali sprzeczne opinie. Od takich, w których wskazywano na pełne zdrowie badanego, po diagnozy insynuujące mu różne choroby.

No cóż, wyglądało to na poszukiwanie niepoczytalności u M. Cysewskiego „na siłę”. W ramach tych „poszukiwań” poddano go 6-tygodniowej obserwacji sądowej w szpitalu w Lublińcu (styczeń/luty 2008).

Był to medyczny i prawny skandal. Do czasu rozpoczęcia obserwacji powstało pięć kolejnych opinii, z których cztery albo wykluczały jakiekolwiek zaburzenia, albo nie zawierały żadnej diagnozy. Mimo to biegli w Lublińcu z niezachwianą pewnością „rozpoznali” zespół paranoiczny, na który Cysewski ma rzekomo chorować już od 1994 r. Ukryto opinie z lat 1994-2007 świadczące o pełnej poczytalności obserwowanego. Nie podano przykładów urojeń (jak się wydaje, biegli przede wszystkim „mieli na myśli” zastrzeżenia Cysewskiego dotyczące funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości). Na tej podstawie stwierdzono, że opiniowany wymaga intensywnego leczenia.

Niezwłocznie (bez postanowienia sądowego) przystąpiono do przymusowej terapii (trwała ona 10 dni, w jej w trakcie m.in. podawano mu neuroleptyki). Powiadomiony o tym Sąd w Lublińcu nie zaakceptował łamania ustawy o ochronie zdrowia psychicznego i nakazał bezzwłocznie wypisać Cysewskiego ze szpitala.

Sąd w Tarnowskich Górach w czerwcu 2008 r. umorzył sprawę przeciwko Cysewskiemu. Na podstawie wyników obserwacji w Lublińcu stwierdził, że w momencie popełniania „czynów” miał on być całkowicie niepoczytalny. Zasądził też przymusowe leczenie w zamkniętym zakładzie, twierdząc za biegłymi, że Cysewski może „ponownie” popełnić „czyny o wysokiej szkodliwości”. Przypomnijmy, że chodziło o domniemane jednorazowe naruszenie nietykalności i domniemane groźby wobec jednej osoby.

Jak długo jeszcze?

Przez następnych 8 lat trwał i trwa nadal dziwny i niebezpieczny kontredans w wykonaniu prokuratora, psychiatrów i sędziów. Biegli przerzucają się wykluczającymi się opiniami, sądy raz uchylają postanowienie o detencji, innym razem nakazują nadal badać Cysewskiego. I tak bez końca.

W Tarnowskich Górach w lipcu 2013 roku powołano kolejnych biegłych. Cysewski odmówił dalszego udziału w „farsie”. Powołał się na prawa obywatela do poszanowania życia prywatnego, wyrok wydany przez Trybunał Konstytucyjny w lipcu 2007 r. oraz orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Biegli – wobec niemożliwości przeprowadzenia osobistego badania podejrzanego – wystąpili o przeprowadzenie obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Sąd najpierw ją zasądził, a potem to postanowienie uchylił. I wszystko jeszcze raz „od początku”.

Trzeba zapytać, jak długo jeszcze będzie to trwało? Kto podejmie kroki z urzędu, aby zaprzestać naruszania praw podsądnego do rzetelnego procesu? Przecież inkryminowane zdarzenia miały mieć miejsce prawie 10 lat temu. Kontynuacja ścigania wyraźnie wygląda na odwet na niewygodnym działaczu publicznym.

W opisanej sprawie nie ma żadnych czynów o wysokiej szkodliwości społecznej ani wysokiego prawdopodobieństwa popełniania przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu. I nie ma potrzeby powoływania psychiatrów, aby to ocenili. Tu jest potrzebny zwyczajny zdrowy rozsądek i uczciwość – przede wszystkim sędziów.

W państwach Zachodu, odwrotnie niż w Polsce, wątpliwości tłumaczy się na korzyść oskarżonego. Tam sprawa Cysewskiego nie mogłaby się nawet rozpocząć wobec tylu niejasności i sprzecznych, wzajemnie wykluczających się opinii.

Oskarżenie Cysewskiego przepadłoby przed każdą ławą przysięgłych w USA lub W. Brytanii. W Polsce jest dzisiaj odwrotnie – wystarczy „znaleźć haka”, by aferę ciągnąć dziesięć lat, a końca nie widać. Cui bono.

autor: Krystyna Górzyńska

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ