Dziennikarstwo zeszło na manowce, niektórzy twierdzą, że zeszło na psy. Czy wobec tego, zamiast reedukować i edukować dziennikarzy, warto reformować media?

dzienikarstwo slajder.jpg

Dziennikarze pokazują trójkąt bermudzki: Sejm – rząd – Belweder. W studiach telewizyjnych siedzi celebra i ze wszystkiego się śmieje albo o wszystko się kłóci. Rola dziennikarzy sprowadza się do podsycania kłótni, dynamizowania debat. A tymczasem Polskę skrywa mrok informacyjny.

Hitem studia narodowego jest jarmarczny program za wielkie pieniądze: „Kocham cię Polsko”. Nie ustępuje mu program „Studio Polska”, prowadzony przez Macieja Pawlickiego z tygodnika „w Sieci”, i przez Katarzynę Matuszewską z lewicowej „Trybuny”. To hit ulicznej głupoty, przed którą trzeba uciekać. A newsy? Nie przedstawiają obiektywnego stanu rzeczy w obrębie faktów. Naśladują publicystykę, demonstrując aktywny punkt widzenia reporterów.

Głos dziennikarskiej kawiarni

Tymczasem w gazetach krzykliwe okładki sprzedają teksty dziennikarzy opiniujących. Nie ma reportaży. Nie ma czasu na podróże. Nie ma pieniędzy na hotele. Nie ma talentów. Nie ma relacji ze wsi, z miasteczek. Polska milczy, głos ma dziennikarska kawiarnia. Trzech, pięciu i już jest strefa wolnego słowa.

Nadawcy i wydawcy, właściciele anten i gazet traktują media jak fabryki smaru do wozów konnych. Pilnują biznesów, strzegą układów. Na łamach gazet i w studiach dominuje anarchia bez scenariusza. Bywali dawniej w studiu ludzie poważani, profesjonaliści, autorytety. Niedawno wrzeszczała albo bawiła się w studiu celebra. Teraz, od kilku tygodni, na debaty telewizyjne zapraszana jest ulica.

Każdy, nawet kloszard, może wejść do studia i się wymądrzać. Bo chodzi nie tylko o nową telewizję, ale także o nowego człowieka telewizji. Ma to być człowiek bez tożsamości, prostaczek, okruch tłumu niezdolny do rozumienia idei państwa i narodu, człowiek nawet bez płci. Słowem, człowiek telewizji ma być bez znaków szczególnych i gdy stanie na tle ściany studia, widoczna będzie tylko ściana.

Obowiązek przekazywania prawdy

Na kulturę i antykulturę debaty ma wpływ przede wszystkim ograniczony poziom wiedzy dziennikarzy – performerów. Z tego wynikają uproszczenia, nacisk na stronę widowiskową i na elementy ekscytujące: wrzaski, śmiechy, obelgi. Debaty prowadzone są pod publiczkę, nieumiejętnie, bez przygotowania. W efekcie studio kojarzy się jedynie z zabawą albo z kłótnią.

Na czasie jest zatem pytanie, po co jest telewizja, po co są gazety, czym jest profesjonalne dziennikarstwo i do czego potrzebna ludziom informacja? Odpowiedź na to pytanie jest stara jak świat. Już w 1947 roku Komisja ds. Właściwego Funkcjonowania Mediów pod przewodnictwem Roberta Maynarda Hutchinsa, dziekana na Uniwersytecie Yale, ogłosiła raport:

„Społeczna odpowiedzialność mediów jest elementem misji zawodu dziennikarskiego i ważnym obowiązkiem dziennikarstwa obok obowiązku przekazywania prawdy. Dziennikarstwo powinno tworzyć forum dla publicznego krytycyzmu i kompromisu”.

Oczywiście, każde pokolenie tworzy swoje własne dziennikarstwo. Ale cel i podstawy tego dziennikarstwa są niezmienne. Zadaniem dziennikarstwa jest mówienie prawdy, tak by ludzie mieli informacje niezbędne do tego, by być suwerennymi. Podstawowym celem dziennikarstwa jest dostarczanie obywatelom informacji, których potrzebują, by się rządzić i być wolnymi.

Dziennikarstwo, zdaniem Toma Rosenstiela i Billa Kovaca, autorów książki “The Elements of Journalism”, musi wypełniać zobowiązania wobec społeczeństwa i strzec trwałych zasad i wartości:

–   Pierwsze zobowiązanie dziennikarstwa – wobec prawdy.

–   Najważniejsza zasada to lojalność wobec obywateli.

–   Istota dziennikarstwa – dyscyplina weryfikacji.

–   Zachować niezależność od tych, o których się pisze.

–   Niezależne monitorowanie władzy to obowiązek i zadanie.

–   Konstytuować forum dla publicznego krytycyzmu i kompromisu.

–   Rzeczy znaczące uczynić interesującymi i istotnymi.

–   Tworzyć newsy zrozumiałe i w proporcji.

–   Dziennikarze powinni ćwiczyć swoją osobistą świadomość.

–   Obywatele także mają prawa do newsów.

W komentarzu do zasad dziennikarstwa Tom Rosenstiel i Bill Kovac stwierdzają: „Niektórzy czytelnicy mogą pomyśleć, że czegoś tu brakuje. Przykładowo, gdzie jest tu bezstronność? Gdzie równowaga? Gdzie obiektywizm? Po usystematyzowaniu zebranego materiału stało się dla nas oczywiste, że pewne dobrze znane a nawet użyteczne idee, jak uczciwość, bezstronność, równowaga są zbyt nieokreślone, by wynosić je na poziom samej istoty profesji dziennikarstwa”.

Funkcjonariusze, konfidenci i dziennikarze

Dziennikarstwo powinno tworzyć aktywną wspólnotę, której udaje się pogodzić sprzeczne poglądy i konkurencyjne interesy. O dziennikarzach z „Trybuny” i z „Przeglądu” nie mówię, bo oni zatrzymali się na roku 1951. Ale czy tygodnik konserwatywny, ten i tamten, wypełniony kawiarnianymi opiniami, zwany tygodnikiem opinii, tworzy forum krytycyzmu i kompromisu? Skądże!

Dziennikarze, wysiadujący opinie w kawiarniach, mówią, że kompromis śmierdzi poddaństwem. Oni zaś, jak powiadają, stawiają „słowo na ostrzu noża”. No, czasami wchodzą w alianse z „Trybuną”, z aktywistami dawnej PZPR.

Problem w tym, że dziennikarstwo wymaga słuchania, wsłuchiwania się, pośredniczenia w komunikowaniu, a nie stawiania słów na nożu. Niektórzy praktycy mediów doszli do przekonania, że dziennikarstwo polega na prowadzeniu i wzmacnianiu rozmów, które ludzie prowadza. Dziennikarstwo jest swego rodzaju wmieszaniem się do rozmów w pociągu, na targu, w kolejce po chleb.

Dziennikarze są swego rodzaju interlokutorami (interloqui – wmieszać się w rozmowę). Dziennikarstwo jako prowadzenie i wzmacnianie rozmów wpisało się w myślenie ludzi mediów, którzy profesjonalnie uprawiają dziennikarstwo. Profesjonaliści, a nie kawiarnia, twierdzą, że trudno oddzielić pojęcie dziennikarstwa od pojęcia budowania wspólnoty, społeczności, a w końcu demokracji. Rola dziennikarstwa jest fundamentalna, gdy chce się osiągnąć wolność, demokrację.

Forum Dziennikarskie jako opozycja wobec dziennikarstwa reżimowego powstało w auli SDP. Powołałem to Forum 7 sierpnia 1980 roku, pięć dni po powrocie z Gdańska. Dwa tygodnie później przy Zarządzie Mazowsza powołałem Komisję ds. Informacji oraz Komisję ds. Cenzury i przewodniczyłem tym Komisjom.

W tym czasie założyłem też i byłem przewodniczącym Wolnych Związków Zawodowych Dziennikarzy, Pisarzy i Wydawców (do 17 września). Moim zastępcą był Krzysztof Wyszkowski, założyciel i jeden z liderów Wolnych Związków Zawodowych w Gdańsku.

W ciągu strajkowego lata tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego, począwszy od strajku w Sanoku i Mielcu, Polska wypowiedziała wszystko, o czym nie mogła mówić przez dziesiątki lat PRL. Od połowy sierpnia tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego do trzynastego grudnia tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego pierwszego, cały kraj od Gdańska po Nowy Targ zasypywany był ulotkami, broszurami, gazetkami.

Dziennikarze prasy RSW, a było ich kilkudziesięciu, tworzyli wolne media i byli szpicą, forpocztą rewolucji Solidarności. Trzeba dziś odróżnić dziennikarzy funkcjonariuszy i konfidentów od dziennikarzy wolnego słowa w zniewolonym społeczeństwie.

Zabawimy się na śmierć

Dziennikarze profesjonalni, zaangażowani w czasach Solidarności w tworzenie wolnych mediów, zostali w stanie wojennym pozbawieni prawa wykonywania zawodu, a wielu z nich – także ja – otrzymało zakaz wykonywania pracy umysłowej, wydany przez Sztab Informacyjno-Propagandowy KC PZPR.

W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym, gdy jeszcze funkcjonowała rządowa cenzura, miliony ludzi wyposażonych w wolny przepływ informacji angażowało się w tworzenie nowej władzy i nowych zasad życia politycznego, społecznego i gospodarczego w Polsce. Gdy słyszałem, że dziennikarstwo jest stronnicze, cytowałem Normana Mailera: „Obiektywne dziennikarstwo jest największym kłamstwem”.

Dzisiaj znowu jawi się pytanie, po co jest dziennikarstwo? Może tradycyjna definicja dziennikarstwa została obalona przez nowoczesne technologie, no i wszystko jest dzisiaj postrzegane jako dziennikarstwo? Niewątpliwie druk, telegraf, fotografia, telefon, radio, kino, telewizja i Internet po kolei przyśpieszały tempo kultury. Powstała globalna wieś McLuhana.

Technologia ukształtowała nową organizację firm informacyjnych, nowy system, w ramach którego znajduje się dziennikarstwo. Zagrożeniem dla dziennikarstwa nie jest już cenzura, ale technologie, pieniądze i socjotechnika. Narzędziem destrukcji jest tworzenie fałszywych stron newsowych, finansowanie tzw. osobowości medialnych, chętnych promować politykę za pieniądze.

Niezależne dziennikarstwo może też rozpłynąć się w środowisku komunikacji komercyjnej i w korporatyzmie. Może też być tak, że spełni się słynne już powiedzenie Neila Postmana, że obserwowane zmiany, dążenie do coraz bardziej atrakcyjnego informowania za pośrednictwem mediów, doprowadzi do tego, że „zabawimy się na śmierć”.

A jednak mówi się, że media, to światło. „Dajcie światło, a ludzie sami znajdą swoją drogę” – mówi sentencja. Ale niektórzy chcą prowadzić ludzi w mroku. Dzienniki telewizji publicznej (narodowej) odstraszają brakiem profesjonalizmu. Długie newsy naśladują publicystykę, nie mają matematycznej czystości informacyjnej.

Papież Jan Paweł II powiedział o dziennikarstwie: „Musi być postrzegane jako misja w pewnym sensie święta, realizowana ze świadomością, że potężne środki komunikacji zostały nam powierzone dla dobra wszystkich”.

Strefy i opcje

Wydobyte z komunistycznej opresji dziennikarstwo miało wspomagać budowę wspólnoty obywatelskiej i demokracji. Ale już na jesieni 1981 radio, telewizja i gazety zostały zdominowane przez propagandę, biznes i rozrywkę. Powstały medialne strefy: prawicowa, mainstreamowa, liberalna, a ostatnio powstała nawet strefa wolnego słowa. Z tego może wynikać coś, czego aż strach się bać: poza tą strefą jest słowo zniewolone, a może w ogóle nie ma słów.

Dziennikarze stref, opcji i sortów rozrywają wspólnotę narodową, atomizują społeczeństwo, rozsiewają lęk. Wolni i zniewoleni, z lewa i z prawa, pilnują swoich stref, bo to przecież kawałek chleba. A żyć trzeba. W tym pilnowaniu dziennikarze podobni są do ptaszków, które swoje strefy oznaczają śliną, moczem, odchodami. Do oznaczania nadają się też pewne słowa – klucze, pewne znaki – wytrychy. Pamiętam rzekomo prawicowych pampersów z wytrychami słów w gębie.

Nowoczesne technologie, poza Internetem, nie zamieniły radia, telewizji i prasy w forum publiczne. Technologie i koszty podróży sprawiły, że dziennikarze przestali penetrować Polskę. Kuźniami tekstów stały się kawiarnie. Cena filiżanki kawy – tylko 12 złotych. Rynek mediów został zalany tygodnikami opinii, w których dziennikarze mówią z kawiarni, jak jest w Polsce, a Polska milczy.

Opinie wspierane są opisami sensacji, dziwów, skandali z przeszłości. To ma być historia Polski, zamiast opisów dzisiejszej Polski. A przecież zadaniem dziennikarstwa miało być odebranie języka, zawłaszczonego przez reżimowe media. Odebrany komunistom język miał być oddany tym, którzy przez dziesięciolecia musieli milczeć. Nie został oddany.

Ci, którzy milczeli w czasach PRL, nadal milczą. Głos mają środowiska liberalne, postkomunistyczne i powiewająca prawicowymi rekwizytami celebra, znana z tego, że jest znana.

autor: Michał Mońko

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ