Andrzej Gelberg: Demokratyczne państwo prawne czy oligarchia prawników?

sady.png

W starożytnych Atenach („modelowej” demokracji ateńskiej) prawa do głosowania nie mieli niewolnicy, ludzie ubodzy oraz kobiety. Rządziła bogata mniejszość, czyli oligarchia, z biegiem czasu doprowadzając Ateny do upadku.

W zmilitaryzowanej Sparcie było uczciwiej, głosowano bowiem… okrzykiem. Która frakcja głośniej krzyczała, ta wygrywała. O rządach prawa i prawników nikt wówczas nie słyszał.

Rola prawników

Kilkaset lat później w starożytnym Rzymie było już inaczej. Wraz z postępującym upadkiem cesarstwo ulegało coraz większej biurokratyzacji, więc rola prawników rosła.

W IV wieku, czyli niedługo przed upadkiem cesarstwa zachodnio-rzymskiego, najbardziej opłacalnym wykształceniem była retoryka, przygotowująca do zawodu prawnika.

Im państwo rzymskie stawało się słabsze, tym bardziej było zbiurokratyzowane, a rządy prawników powszechniejsze. Sądy cywilne cieszyły się w schyłkowym okresie Imperium Romanum fatalną opinią – były sprzedajne, przeciążone procesami, często nieludzkie i uciekające się do tortur. Sytuacja uległa poprawie, kiedy cesarz Konstantyn przyznał młodemu Kościołowi kompetencje w sprawach sądów cywilnych.

W rzymskiej Afryce nie tylko chrześcijanie, ale także poganie unikali sądów cywilnych, zwracając się do sądów biskupich, dużo bardziej sprawiedliwych i nieprzekupnych.

Wraz z upadkiem Rzymu skończyła się dotychczasowa rola prawników. Państwa barbarzyńskie powstałe na gruzach Imperium opierały się o swoje prawa plemienne, które powoli wypierały prawo rzymskie. Ten proces został zahamowany w średniowieczu, bowiem kwestia dziedziczenia dóbr i podległości feudalnej wymagała wykształconych prawników.

Na pierwszych uniwersytetach powstałych w XI wieku wykładano więc prawo rzymskie. Rola prawników ponownie wzrosła, choć była cieniem tego co w starożytności.

Prawnicza dyktatura

Pod koniec XVIII wieku w Europie niespodziewanie pojawiła się dyktatura prawników – czyli rewolucja francuska zarządzana rękami adwokatów. Patologiczni mordercy, jak Saint-Just czy Robespierre, byli prawnikami. Rządy Dyrektoriatu to także były rządy prawników, czy jak je określał Napoleon Bonaparte – skorumpowanych szumowin prawniczych.

Co prawda epoka ta zaowocowała także francuską konstytucją, o kilka dni młodszą od polskiej Konstytucji 3 Maja, ale w sumie bilans rządów prawników dla był Francji smutny. Polska konstytucja nie musiała powstawać w cieniu gilotyny.

Przywileje i poczucie winy

Nie chcę przekonywać, że prawo jest zbędne, a prawnicy niepotrzebni. Władza sądownicza, zgodnie z monteskiuszowskim podziałem władzy, ma swoje ważne miejsce w państwie.

W PRL był z tym kłopot i o ówczesnych prawnikach trudno cokolwiek dobrego powiedzieć. Z jednym wyjątkiem ― adwokatów, którzy bronili w procesach politycznych. Wspominając tylko niektóre nazwiska: Władysława Siły-Nowickiego, Jana Olszewskiego, Stanisława Szczuki, Piotra Andrzejewskiego, Macieja Bednarkiewicza, Krzysztofa Piesiewicza, Wiesława Johanna, Zofii Adamowicz chce się stanąć na baczność i salutować.

Oczywiście, w większości wybory prawników w czasach PRL były inne. Jeden z najbardziej znanych obecnie prawników, prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński, był pod koniec lat 70. II sekretarzem POP PZPR w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego. Warto odnotować, bo to nie bez znaczenia, a może nawet jakoś symboliczne, że jest on ostatnim byłym członkiem partii komunistycznej w najwyższych władzach III RP.

Podobnie jak w schyłkowym Rzymie czwartego wieku naszej ery, władza sądownicza, sędziowie w szczególności, cieszą się obecnie w Polsce zasłużenie niskim zaufaniem społecznym.

Adam Strzembosz, pierwszy prezes Sądu Najwyższego (1990-1998) uważał, że środowisko sędziowskie po latach PRL oczyści się samo. Później Strzembosz powiedział, że pomylił się, środowisko sędziowskie ani myślało o oczyszczeniu. Mimo to nadal ma liczne przywileje, poczucie siły przeradzające się w pogardę dla demokracji, władzy wykonawczej i ustawodawczej.

Sędziowie mają dostęp do tajemnicy państwowej z… natury rzeczy, tak sobie wywalczyli. Urzędnik zanim otrzyma tzw. poświadczenie bezpieczeństwa, umożliwiające dostęp do tajemnicy państwowej, jest sprawdzany przez służby specjalne, sędzia uzyskuje ten dostęp bez tej procedury, z automatu.

Prezes Trybunału Konstytucyjnego A. Rzepliński uznał, że nie będzie przestrzegał zasady apolityczności i obowiązującej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym oraz art. 7 Konstytucji RP („Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”) żądając jednocześnie opublikowania wyroku TK, który zapadł w nieprawidłowym składzie, na podstawie nieważnych przepisów. Tym samym poszedł na wojnę z władzą wykonawczą i ustawodawczą. Czy jest w stanie ją wygrać?

Jak dowodzi historia, rządy prawników mogą być tylko chwilowe, społeczeństwo obywateli jednak się obroni. 

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ