Lepsza anarchia niż monarchia!

herb piastów dol.jpg

Tej maksymie Polacy hołdują niewzruszenie od pokoleń, nie bacząc na konsekwencje, a były one nie byle jakie.

Skąd w Polakach to zamiłowanie do anarchii, na taką skalę niespotykane w żadnym innym kraju europejskim? Wielu naukowców twierdzi, iż jest to immanentna cecha Słowian. Może coś w tym jest, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, iż nasi pobratymcy na Wschodzie tak długo wojowali między sobą, nie mogąc wyłonić „lidera”, aż poddali się władztwu zewnętrznemu, dającemu początek dynastii Rurykowiczów.

Podobnie rzecz się miała ze Sławianami zachodnimi, zamieszkującymi tereny pomiędzy Łabą a Odrą. Ci też, ani nie potrafili się miedzy sobą „dogadać”, ani nie zaprosili nikogo z zewnątrz, kto by ich pogodził i zorganizował im państwo. Dlatego padli łupem napierających na nich plemion saskich. Nie pomogła im niebywała waleczność i bardzo rozwinięte poczucie tożsamości plemiennej.

Spokój i dobrobyt

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja na dawnych terenach Polski. Piastowie dosyć szybko i sprawnie podporządkowali sobie tereny pomiędzy Odrą, Bugiem, Bałtykiem i Karpatami. Stworzyli jedno z najstarszych państw europejskich. Od samego początku liczący się podmiot na politycznej mapie Europy. Dynastia Piastów wydała kilkunastu wielkich władców. O anarchii nie było mowy! Chociaż istniała, niekiedy ostra, rywalizacja o tron.

Po latach feudalnego rozdrobnienia, zwanego w Polsce rozbiciem dzielnicowym, Władysław Łokietek, koronując się na króla Polski w 1320 roku, ponownie przywrócił władzę centralną w państwie. On sam, a następnie jego syn, Kazimierz Wielki, nie tylko uratowali egzystencję Polski, ale uczynili z niej środkowoeuropejskie mocarstwo.

„Nie ma tego dobrego, co by na złe nie wyszło” – parafrazując znane powiedzenie. Polska po unii personalnej z Litwą stała się, już nie regionalnym, lecz europejskim mocarstwem. Państwo zapewniło sobie bezpieczeństwo, a społeczeństwo polskie – szlachta – mogło żyć w spokoju i dobrobycie.

Po rozgromieniu Krzyżaków, ziemie Korony przestały być niepokojone jakimikolwiek konfliktami i najazdami. Nastały w Polsce czasy „wsi spokojnej, wsi wesołej”, w przeciwieństwie do innych krajów, gdzie to „Inszy się ciągną przy dworze albo żeglują przez morze,…”.

Walka o władzę

Kto mógł zakłócić tę wiejską sielankę? Wróg zewnętrzy już nie, ale „dwór” – król, innymi słowy władza, która mogła nałożyć podatki czy zaciągnąć do wojska. Mógł się zbuntować chłop. Mieszczanin mógł się dorobić i stać się konkurentem, wkupując się w łaski u króla, a znamy przecież taki „gorszący” przypadek, kiedy to mieszczanin krakowski Mikołaj Wierzynek był organizatorem uczty monarchów. To walce z tymi zagrożeniami wewnętrznymi: królem, chłopem i mieszczaninem, poświęciły się „elity narodu”.

Wygaśnięcie dynastii Piastów po śmierci Kazimierza Wielkiego otworzyło „szeroki front” walki o władzę. Szlachta, wówczas jeszcze jako rycerstwo, główna siła polityczno-wojskowa w państwie, za wyrażenie zgody na objecie tronu Polski, począwszy od Ludwika Węgierskiego, domagała się przywilejów dla siebie. Na początku były to „ulgi podatkowe” – używając współczesnego języka, następnie zwolnienia ze służby wojskowej, później przyszedł czas na ograniczenia praw włościan aż do „przywiązania” chłopa do ziemi. Pozbawienie politycznych praw mieszczan wyeliminowało potencjalną „konkurencję” polityczną.

Ponad sto lat trwała walka, nieprzerwana walka, o „wolność i demokrację” – szlachecką. Zakończyła się ona „sukcesem” idei „wolności” przez uchwalenie Konstytucji Nihil Novi w 1505 roku. To zapoczątkowało de iure epokę republikańską w Polsce. Ten czas można by określić mianem niedoskonałej monarchii konstytucyjnej. De facto okres republikańskiej anarchii rozpoczął się wraz z wygaśnięciem drugiej dynastii na tronie Polski – Jagiellonów i nastaniem od 1573 roku ery królów elekcyjnych.

Polacy w nieposkromionym amoku wolności, a właściwie prywaty, którą dla „elegantszego opakowania” nazywali wolnością, zniszczyli cały dorobek dynastii Piastów i Jagiellonów.

Dumę szlachecką zamieniono w pychę, co potwierdza powiedzenie „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”, a w rzeczywistości stoczył się on do poziomu „folwarcznego parobka”, na politycznym folwarku Rosji, Prus i Austrii, jakim stała się republika, zwana I Rzeczpospolitą. 

autor: Jan Lech Skowera

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ