Wywiad z Januszem Januszewskim, kawalerem Orderu Odrodzenia Polski

order odrodzenia polski.jpg

Jan Lorek: Proszę powiedzieć coś o Krzyżu Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, który otrzymał Pan od Prezydenta, i jak doszło do tego.

Janusz Januszewski: Na order ten pracowało wiele osób zarówno z mojej rodziny, jak też moi bliscy znajomi i koledzy z oświęcimskiej oraz chełmeckiej solidarnościowej opozycji, z którymi współpracowałem. Korzystając z okazji, dziękuję mojej żonie za lata cierpliwości i podtrzymywanie mnie na duchu. Dumą napawają mnie słowa Prezydenta: „Dziękuję za niezłomność w tym zakresie, dziękuję za głoszenie prawdy bez strachu i bez obawy, często mimo procesów sądowych”. (…)

Razem z Panem odznaczenia odbierało jeszcze ponad 20 osób. Jak czuł się Pan w tym gronie? Jak przebiegała sama uroczystość?

Czułem się wyróżniony, bowiem wraz ze mną w tym dniu odznaczenia otrzymali tacy znani ludzie jak pan Krzysztof Wyszkowski, legenda opozycji, który otrzymał Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski, pani Ela Królikowska-Avis, polska dziennikarka z Londynu aresztowana pod koniec lat 60. roku, Andrzej Sobieraj, były przywódca pierwszej „S” z Radomskiego Regionu oraz cała plejada wspaniałych znanych mi ludzi. Order przypiął mi oraz uścisnął rękę i pogratulował sam Prezydent Andrzej Duda!

Proszę powiedzieć, jak to się stało, że został Pan internowany i wyjechał do Ameryki.

Jeszcze w sierpniu 1980 roku wraz z kilkoma kolegami z Państwowej Komunikacji Samochodowej prowadziłem trzydniowy strajk, solidaryzując się ze strajkującymi na Wybrzeżu. Później wraz z kolegami pomagałem w zakładaniu związku pierwszej „Solidarności”. Wcześniej miałem kontakty z Wolnymi Związkami Zawodowymi na Wybrzeżu oraz z Kazimierzem Świtoniem na Śląsku. Po 1976 roku wraz z nieżyjącym już Mirosławem Nowakiem organizowałem pomoc pieniężną dla represjonowanych w Radomiu. Zajmowałem się także dostarczaniem na nasz teren tzw. wydawnictw zakazanych. Po wyborach zostałem przewodniczącym „S”, a po wyborach regionalnych członkiem prezydium Zarządu Regionu Podbeskidzie w Bielsku-Białej. W momencie ogłoszenia stanu wojennego po chwilowym ukrywaniu się zostałem aresztowany i zatrzymany w komendzie MO w Oświęcimiu, a następnie osadzony w Zakładzie Karnym w Jastrzębiu Szerokiej. To tam właśnie wręczono mi decyzję o internowaniu. Po wyjściu z więzienia przeżywałem liczne problemy: usiłowano zwolnić mnie z pracy, często przetrzymywano na komendzie MO, rewidowano moje mieszkanie, zostałem pobity. Wreszcie na prośbę rodziców wyjechałem do Stanów Zjednoczonych otrzymując azyl polityczny.

Nawet tam, na pewno interesował się Pan tym, co działo się nad Wisłą. Kiedy zdecydował się Pan powrócić?

W USA od samego początku związałem się z organizacją, która zwała się Ruch Społeczno-Polityczny „POMOST”. Moje koło było w Bostonie. Założycielami tej organizacji byli młodzi Polacy zazwyczaj urodzeni na emigracji, ale kochający i czujący Polskę. Była to taka przeciwwaga dla Kongresu Polonii Amerykańskiej, z którym różnie bywało. Ojcem duchowym tej organizacji był sam Leopold Tyrmand – pisarz, wróg PRL-u oraz znany konserwatysta. To właśnie przez tę instytucję organizowaliśmy dla Polaków w Polsce różnoraką pomoc.

Mieszkając w USA, zawsze wmawiałem sobie, że do Polski powrócę, jeśli tylko dożyję, ale też wpierw swoim dzieciom zapewnię odpowiednie warunki. Dobry Bóg pomógł: dzieci wykształciłem, najstarsza córka jest prawnikiem, adwokatem, a młodsza została oficerem amerykańskiego lotnictwa (Air Force). Ja wraz z żoną powróciłem do Polski, zamieszkałem w swoim dawnym domu. W USA pozostały córki oraz wnuczki, które co rok wraz z żoną odwiedzam. Wróciłem do Ojczyzny tak, jak marzyłem. A Ojczyzna to Ziemia i Ojców groby, które tutaj pozostały.

Wiem, że posiada Pan pamiątki, które chciałby udostępnić. Co to jest i w jaki sposób można by pomóc?

Wśród licznych pamiątek tamtego okresu znajduje się wiele „zakazanych” książek, znaczków „Solidarności”, zdjęcia, znaczki pocztowe Solidarności Walczącej Kornela Morawieckiego, Krzyż wykonany z drewna oraz drutu kolczastego w więzieniu w Jastrzębiu-Szerokiej i poświęcony przez biskupa Bednorza, koszula więzienna wraz podpisami współtowarzyszących mi kolegów oraz liczne emblematy. Mam nadzieję, że kiedyś ktoś się tym zainteresuję i gdzieś w Oświęcimiu znajdzie się skromne miejsce, mini-muzeum, w którym mógłbym ten zbiór umieścić.

Podobne pamiątki gromadzi się w innych miastach w Polsce, co dobrze świadczy o tamtych władzach i ich pamięci. Powinniśmy zgromadzić pamiątki w jednym miejscu i zachować dla potomnych. Również przekażę starą i zasłużoną niemiecką maszynę do pisania „IDEAL Neumann”, którą nie tylko poszukiwała SB ale także Urząd Bezpieczeństwa w okresie stalinowskim w latach 50., a po wyjeździe do USA została zabezpieczona i ukryta głęboko w ziemi na wiele lat.

Na tej maszynie były pisane odezwy, ulotki i wytwarzane w prosty sposób matryce do domowej roboty powielacza.

Kiedy prezydentem Oświęcimia był Janusz Marszałek rozmawiałem z nim, aby znaleźć skromne miejsce dla tych pamiątek na oświęcimskim zamku, ale w mieście nastąpiła zmiana. Prezydent Oświęcimia Janusz Chwierut związany z PO nie jest dla mnie żadnym partnerem do takich rozmów, dlatego z najbliższymi mi kolegami zastanawiamy się, co z tym wszystkim zrobić. 

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ