Recenzja spektaklu „Crazy God”

cr.jpg

Ciężkie łańcuchy, taniec derwiszy i przejmująca muzyka. Na dużej scenie Teatru Polskiego we Wrocławiu 1 lipca odbyła się premiera najnowszego spektaklu Teatru Pieśń Kozła, przygotowanego z okazji jego 20-lecia. Widowisko można zobaczyć jeszcze dziś wieczorem – to ostatnia szansa w tym roku!

Spektakl zaczął się tak, jak zaczyna się koncert muzyki symfonicznej. Artyści zasiedli na żelaznych krzesłach, z których każde jest unikatowym dziełem sztuki, stanął przed nimi dyrygent, lecz jedynymi instrumentami były ich własne głosy. Muzyka, stworzona przez młodą kompozytorkę Katarzynę Szwed, od razu wprowadziła w nastrój „Crazy God” – przejmujący, mroczny, niepokojący, oddziałujący również na poziomie sensualnym, momentami wręcz bolesny.  Muzyka, dźwięki, taniec czy elementy opery płynnie przeplatały się i uzupełniały, jak w symfonii, niosąc narrację.  Jednymi instrumentami muzycznymi były wibrafon, bębny i skrzypce. Stopniowo coraz bardziej wyrazisty i mocny stawał się również przekaz spektaklu. Wybrzmiał w nim egoizm, obnażone zostało szaleństwo i bezwzględność władzy, a także opresyjne formy obyczajowości, w tym tabu związane m.in. z relacjami rodzinnymi i seksualnością. Wszystko to zostało wykrzyczane dobitnym językiem lub pokazane w sposób surowy i wyrazisty. „Crazy God” to obraz Molocha – przerażającego, bezwzględnego uzurpatora, dławiącego potrzebę prawdy i piękna, stwarzającego wielki teatr kłamstwa.

Ostra warstwa tekstowa „Crazy God” była inspirowana „Hamletem” Szekspira, brutalnym dziełem Heinricha Müllera „HamletMachine” oraz poematem „Skowyt” Allena Ginsberga. Czwarty element narracji stworzyły teksty Alicji Bral, stanowiące współczesny kontrapunkt dla wymienionych dzieł. Nastrój spektaklu współtworzyła ciężka, żelazna scenografia, stworzona przez Roberta Florczaka. Oprócz 17 krzeseł jej stałym elementem były również czarno-białe wizualizacje – przepływające w tle teksty i słowa. Mocnym akcentem były też trzy wirujące koła, inspirowane człowiekiem witruwiańskim Leonarda da Vinci, które pojawiły się na scenie pod koniec spektaklu.

Chemia „Crazy God”

W najnowszym spektaklu Teatru Pieśń Kozła spotkało się 17 różnych talentów, artystów z różnymi umiejętnościami, z 12 krajów z całego świata – od Kuwejtu, przez Iran, Japonię i USA, po Wielką Brytanię, Norwegię czy Finlandię. To nie tylko aktorzy, lecz również tancerze, wokalistka, śpiewak operowy, skrzypaczka i perkusista. Całość, którą stworzyli na scenie, miała dynamiczny rys, charakterystyczny dla Teatru Pieśń Kozła i jego techniki koordynacji. Efektem tego spotkania talentów były też momenty zaskakujące. Jednym z najciekawszych był taniec, przypominający rytuał wojenny, który szybko przeszedł w rapowanie Ofelii. To był jeden z tych elementów, które pojawiły się spontanicznie w czasie prób i zostały dodane do spektaklu. 

Jesienią będzie nowa premiera

Premiera spektaklu Teatru Pieśń Kozła zainaugurowała 12. edycję Brave Festival (stało się tak po raz pierwszy). W tym roku „Crazy God” można zobaczyć tylko cztery razy (od 1 do 4 lipca). Z okazji swojego 20-lecia Teatr Pieśń Kozła przygotuje jeszcze jedną premierę, planowaną na jesień. Grzegorz Bral, zapowiedział, że będzie to spektakl oparty na „Burzy” Szekspira. W tym roku przypada rocznica 400-lecia jego śmierci. Spektakl „Crazy God” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Gminy Wrocław.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ