Rządu Platformy nie tworzyli idioci. To byli cwani próżniacy, którzy z próżniactwa uczynili polityczny program

Zagotowało się wśród wyborców PO i całej opozycji po ogłoszeniu rządowego programu Mieszkanie +. Najbardziej zabolało, że nie wpadła na to samo ich ukochana opcja, która rządziła osiem lat.

Owszem, przyznają, pod koniec kadencji i po katastrofie wyborczej Komorowskiego Platforma zaczęła sobie przypominać, że istnieją jeszcze jacyś ludzie poza partią i układem. Tyle, że  o jeden rok za blisko wyborów o tym sobie przypomnieli.

Najbardziej zrozpaczeni poputczycy byłego już rządu PO wpadli w rozpacz, że  wszystko zostało zaorane i po sukcesie tego programu partia obywatelska stanie się klubem kanapowych kawalerów, na co się zresztą zanosi. Notowania PiS poszybują w kosmos, a może nawet wyżej. Zaś opiniami Komisji Europejskiej PiS będzie mógł wytapetować toaletę na Nowogrodzkiej, albo zużyć owe papiery zgodnie z przeznaczeniem przybytku. Tak wieszczą dotychczasowi zwolennicy partii, nie wiedzieć czemu zwanej obywatelską.

„Byliście okrutnymi idiotami!” – – łkają niemal. „A wystarczyło poczytać badania, co Polacy o swojej sytuacji mieszkaniowej myślą, wystarczyło się porównać z innymi krajami UE” – wściekają się aż  klawiatura jęczy. „Mieliście to w dupie” – gorzko wypominają.

I dopiero w tym ostatnim zdaniu jest ziarno prawdy. Bo Platforma to nie są i nie byli idioci. Owszem, były tam elementy na miarę gangu Olsena, ale nieliczne. Popularny Sławek Nowak ze swoimi durnymi zegarkami to raczej wyjątek, niż reguła. Olbrzymia większość to kute na cztery łapy aferały, które na przekrętach zęby zjadły.

Cała góra Platformy to cwani politykierzy, zblatowani z mediami i grubym biznesem. Razem realizowali strategię rządzenia polegającą na „nicnierobieniu”, co przedstawili ogłupiałym lemingom jako cnotę. Donald Tusk na długo przed objęciem władzy przyznał się do przynależności do klasy próżniaczej. Wszyscy uznali to za świetny bon mot, lecz on to mówił na serio.

Począwszy od haseł w rodzaju „reformy małych kroków”; „nie róbmy polityki, budujmy stadiony”; „ciepła woda w kranie”; „liczy się tylko tu i teraz”. Z próżniactwa uczyniono program polityczny, a Polakom wręcz je przedstawiano jako rację stanu. Zblatowane media propagowały tezę, że naród ma dość reform i wyrzeczeń, potrzebuje relaksu po trudach transformacji, najlepiej przy grillu albo na boisku. Sam premier świecił przykładem.

O modernizacji kraju jedynie mówiono, nikt w rządzie PO nie traktował tego hasła na serio. Natomiast solidnie wypełniano zobowiązania zaciągnięte na rzecz sponsorów tamtej władzy. Media futrowano reklamami i ogłoszeniami spółek skarbu państwa. Oligarchowie finansowi i gospodarczy mieli ministrów na posyłki i na skinienie. Zmieniano prawo nawet dla pojedynczych osób, jeśli były przydatne dla rządowych machinacji.

Nie podjęto więc reform, jedynie je markowano. Tworzono fasady w rodzaju programu „Inwestycje Polskie”. Projekt „Mieszkanie dla Młodych” okazał się programem raczej dla starych developerów niż dla młodych małżeństw. Rząd koncentrował się na tuszowaniu afer i wymyślaniu piarowych chwytów oraz przykrywek dla wpadek rządu, jak nie istniejąca nawet na papierze tarcza antykorupcyjna.

Wyborcy Platformy dali się na to nabrać. Jeśli więc już ktoś był idiotą, to przecież ten, którego nabrano, a nie naciągacz. I to jest dość łagodna diagnoza, zważywszy, że być idiotą to fatalna rzecz, ale dać się nabrać idiocie, to ostatnia rzecz.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ