Małgorzata Wanke-Jakubowska: Problem aborcji wraca

dziecko w lonie.jpg

Śmierć dziecka w Szpitalu Świętej Rodziny w Warszawie, które przyszło na świat na skutek nieudanej aborcji i umierało przez kilkadziesiąt minut bez pomocy, odgrzał na nowo temat aborcji eugenicznych. Zbiegło się to z rozpoczęciem zbierania podpisów pod społecznym projektem całkowicie zakazującym aborcji i penalizującym jej przeprowadzanie. Znów na ulice wyszli demonstranci domagający się swobodnego dostępu do zabiegów usuwania ciąży. Tylko z jeszcze bardziej wulgarnymi hasłami niż kiedyś. Takie, jak na tegorocznej manifie 6 marca, należały do bardziej umiarkowanych. Padło też wiele niemądrych słów z ust osób publicznych.

Środowiska pro-life nie ustają w wysiłkach i konsekwentnie mniej więcej raz na dwa lata składają – jak zapowiedzieli – kolejne projekty ustawy ograniczającej prawo do aborcji. Bez względu na to, kto rządzi, czy akurat jest, czy nie ma kampanii wyborczej, czy to początek, środek, czy sam koniec kadencji parlamentu. Żaden czas, z punktu widzenia interesu politycznego rządzących, nie jest dobry dla tego rodzaju decyzji. Zatem każdy termin jest jednakowo i dobry, i zły. Tylko że tym razem szansa na uchwalenie ustawy zakazującej lub przynajmniej znacznie ograniczającej prawo do aborcji jest większa niż kiedykolwiek, do władzy bowiem doszły środowiska konserwatywne, które będąc w opozycji popierały tego rodzaju projekty. Stąd zapewne takie emocje, zwłaszcza że w sposób jednoznaczny głos zabrali w tej sprawie biskupi, a komunikat Episkopatu został odczytany w kościołach w całej Polsce.

I trudno się dziwić biskupom – z etycznego puntu widzenia w kwestii ochrony życia nie ma miejsca na kompromisy, każde bowiem życie ludzkie ma taką samą wartość i godność, a jak pisał Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae

Przerywanie ciąży i eutanazja są zatem zbrodniami, których żadna ludzka ustawa nie może uznać za dopuszczalne.

Papież dopuścił poparcie ustawy kompromisowej tylko w przypadku, gdyby jej odrzucenie oznaczało w konsekwencji przyjęcie całkowicie „permisywnego ustawodawstwa”.

Ustawa nie jest jeszcze w Sejmie procedowana, zanim trafi pod obrady, pod projektem musi się podpisać co najmniej 100 tys. osób, ale już rozpętała się istna histeria środowisk lewicowych. Nawet doszło do gorszącej sceny w warszawskim kościele św. Anny.

Smutne, że w tę narrację włączyły się byłe Pierwsze Damy, a jedna z nich wypowiedziała szczególnie niemądre słowa. Dedykuję jej historię pewnego człowieka o nazwisku Nick Vujicic i podaję link do strony http://www.zyciebezograniczen.pl/ Może udział w spotkaniu z nim w Krakowie 1 października na Tauron Arenie spowoduje rewizję poglądów i wycofanie się z tej wysoce niefortunnej wypowiedzi. Nagłe zaangażowanie byłych prezydentowych ma być – jak rozumiem – rodzajem presji na Agatę Kornhauser-Dudę, która w tej sprawie konsekwentnie milczy. I słusznie, nie jest bowiem politykiem i nie ma obowiązku wypowiadać się w kwestiach politycznej natury. Aspekty moralne są bowiem oczywiste.

Argumenty, także natury prawnej, przeciw wyjątkom zawartym w obowiązującym kompromisie aborcyjnym zawarłam w tekście opublikowanym 15 września ub.r. na www.TwitterTwins.pl „Nie dobry, tylko niedobry kompromis” http://twittertwins.pl/nie-dobry-tylko-niedobry-kompromis/. Mogę dodatkowo wspomóc się jeszcze jednym głosem sumienia, czyli wypowiedzią zmarłego niedawno ks. Jana Kaczkowskiego, którą zawarł w książce „Życie na pełnej petardzie” http://www.pro-life.pl/tak-dzialamy/wiadomosci/sp-ksiadz-jan-kaczkowski-o-aborcji. Trudno oskarżać go o brak empatii. A takie właśnie zarzuty wobec twórców i promotorów nowej ustawy padają.

Nie wiem, jakie będą losy tego projektu. Czy politykom po raz kolejny zabraknie odwagi i wystraszą się spadku popularności w sondażach? Albo otwierania zbyt wielu pól konfliktu naraz? A może będą żywić obawy, że po kolejnych wyborach wahadło przechyli się w drugą stronę i nastąpi całkowita liberalizacja prawa aborcyjnego? Tego nie wiem.

Ale wiem, co można zrobić już dziś, aby do takich zdarzeń, jak w Szpitalu Świętej Rodziny, nie dochodziło. Minister Zdrowia mógłby już teraz (zaproponowała to jako pierwsza moja siostra na Twitterze) wydać rozporządzenie do obecnie obowiązującej ustawy, wyłączające pewne schorzenia, takie jak np. zespół Downa, z dopuszczenia legalnej aborcji. Liczba takich zabiegów spadłaby o ok. 90 proc. Oczywiście nadal obowiązujące prawo byłoby niesprawiedliwe, nielogiczne, a nawet sprzeczne z Konstytucją (werdykt Trybunału Konstytucyjnego z 1997 roku), ale przynajmniej chroniłoby w znacznie większym stopniu nienarodzone życie.

Można też, przy dobrej woli, zawrzeć nowy kompromis, który zakładałby, że w przypadku ciąży będącej wynikiem przestępstwa lub ciężkiego uszkodzenia płodu (przy założeniu wydania przez Ministra Zdrowia rozporządzenia, o którym pisałam powyżej), aborcja nie byłaby karalna. Ale nie byłoby, tak jak jest obecnie, prawa do takiego zabiegu na koszt podatnika. To istotna różnica. Trzeci przypadek, czyli zagrożenie życia matki w obecnym stanie prawnym już ma wyłączoną karalność, nawet bez ustawy aborcyjnej, ze względu na przepisy o działaniu w stanie wyższej konieczności.

To prawda, że w obecnie obowiązującej ustawie wyjątki dopuszczające aborcję, dotyczą sytuacji życiowo bardzo trudnych, często wręcz dramatycznych. Dramatem jest przecież diagnoza o upośledzeniu mającego się narodzić dziecka, czy ciąży z gwałtu. Nikt nie przeczy. Dlatego wskazana jest szczególna delikatność w wypowiedziach na ten temat i potrzeba łatwego dostępu do wsparcia psychologicznego i pomocy materialnej. Państwo powinno mieć obowiązek świadczenia takiej pomocy, a w budżecie powinny być zagwarantowane na ten cel środki. Ważne jest też wsparcie organizacji pozarządowych, takich jak choćby Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci, które obejmuje opieką psychologiczną kobiety w ciąży z diagnozą głębokiego upośledzenia płodu,  a po porodzie – opiekę perinatalną.

I na koniec jeszcze ważna uwaga, którą kieruję przede wszystkim do feministek. Ciąża to nie jest tylko problem kobiet. To także, o czym warto przypominać, problem mężczyzn. To od ich odpowiedzialności, wsparcia, opieki zależy los nienarodzonego dziecka. Jakże często nie akceptują oni niepełnosprawności swojego potomka i porzucają w tak dramatycznej sytuacji swoje żony czy partnerki. O ileż łatwiej byłoby udźwignąć trudny los, gdyby go solidarnie dźwigać we dwoje. Ale dramat czy tragedia często, zamiast zbliżać – dzielą, o czym napiszę osobny tekst.

autor:  Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

źródło: http://twittertwins.pl

 

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ