Małgorzata Wanke-Jakubowska: Maturzystom ku przestrodze

studencji.jpg

Nie tylko nabór, ale też intensywna promocja kierunków oferowanych przez uczelnie. Działy promocji opanowały tę sztukę do perfekcji i niczym operatorzy telefonii komórkowych do nowych taryf i aparatów, zachęcają do studiowania. Robią to naprawdę profesjonalnie, dlatego łatwo dać się skusić na chwytliwą nazwę studiów, za którą niewiele się kryje.

To, że na uczelnianych stronach internetowych, w kolorowych, pięknie wydanych ulotkach i folderach autorzy przekonują, iż proponowane studia są ciekawe, nowoczesne, dają wszechstronną wiedzę na wysokim poziomie, a absolwenci są poszukiwani na rynku pracy, od dawna wiadomo. Wszyscy tak piszą i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Tylko, że nic z tego nie wynika. Przecież lokata w banku, prezentowana w reklamie, też jest najkorzystniejsza ze wszystkich, lek na kaszel czy ból głowy także. Takie jest zadanie reklamy.

 

Jak w tym gąszczu reklamowych przekazów się nie pogubić? Co zrobić, by nie dać się nabrać, jak na podarunki i nagrody oferowane przez firmy, które organizują promocyjne spotkania? Jak rozsądnie wybierać?

Maturzystom radziłabym po pierwsze zastanowić się, co tak naprawdę chcieliby w życiu robić, jaki zawód chcieliby wykonywać. Nietrudno, gdy chcą być lekarzami, adwokatami, architektami, aktorami czy oficerami w wojsku. Wiadomo wtedy, co studiować, problem tylko w tym, żeby na te wymarzone studia się dostać. Gdy matura poszła znakomicie, wszystkie niemal uczelnie i kierunki stoją otworem. Gorzej, a to się niestety zdarza najczęściej, gdy młody człowiek ani nie ma sprecyzowanych zainteresowań, ani wizji zawodowej przyszłości, ani rewelacyjnych wyników z matury. Co wtedy?

Może zacznijmy najpierw od tego, czego nie wybierać. Na pewno nie warto iść „na lep” atrakcyjnej nazwy nowo powołanego kierunku, o którym nic w zasadzie nie wiadomo. Może się okazać całkowitą efemerydą i szkoda tracić trzy lub trzy i pół roku życia, żeby dopiero potem wybierać sensownie studia drugiego stopnia. Bardziej warto studiować kierunki tradycyjne, których absolwenci coś już mogą o nich powiedzieć. Czy jest po studiach praca w wyuczonym zawodzie lub pokrewnym? Jaki jest poziom wykładów i ćwiczeń? Nie warto wybierać kierunków, z których studenci masowo rezygnują, a po pierwszym stopniu, drugi wolą studiować na innej uczelni. To taki sygnał ostrzegawczy, aby od takich kierunków trzymać się z daleka. Najwięcej można dowiedzieć się od samych studiujących na drugim lub trzecim roku. To u nich można uzyskać najbardziej wiarygodną informację. Zachęcam, aby spróbować.

Nie warto studiować czegoś, czego się nie lubi. Wiadomo na przykład, że jest duże zapotrzebowanie na informatyków, a po studiach, a nawet i bez studiów, pracę dostaje się „na pniu”. Czy warto przy pomocy korepetycji najpierw dostać się na informatykę, a potem męczyć się na studiach, ledwo zaliczać egzaminy i kolokwia, też pomocą korepetytorów?. Z takiego studenta żaden informatyk nie będzie. I tak nie będzie pracował w tym zawodzie. Lepiej wybrać coś innego. Znam taki przypadek, dziewczyna dostała się przy pomocy korepetycji na informatykę na politechnice, wszystkie przedmioty zaliczała z korepetycyjnym wspomaganiem, a i tak po pierwszym roku wylądowała na prawie. Bo nie znosiła programowania. Czy będzie lubiła prawo? Nie wiem, ale egzaminy i kolokwia zalicza już bez korepetycji.

Warto też mieć świadomość, że dziś nie ma ani pracy do emerytury, ani też zawodu na całe życie. Sama kilka razy zmieniałam pracę i wykonywany zawód. Najważniejsze jest, aby zdobyć umiejętność uczenia się, uzupełniania kwalifikacji, nabierania nowych umiejętności. Lepsze są studia dające bardziej podstawową wiedzę i kompetencje, bo i tak w toku kariery zawodowej trzeba będzie kwalifikacje uzupełniać i zmieniać.

Firmy IT czy banki wolą na przykład zatrudniać absolwentów matematyki lub fizyki, niż tych, którzy skończyli byle jaką informatykę na marnej, prywatnej uczelni.

A poza tym, nie wszyscy muszą studiować. Czy naprawdę warto dla samego papierka, który coraz mniej znaczy, uczyć się w kiepskiej prywatnej uczelni, która w zasadzie tylko sprzedaje dyplomy za czesne? Albo studiować coś, co ani nie interesuje, ani wykształcenia przyzwoitego nie daje?

Warto to wszystko wziąć to pod uwagę, bo studia to nie to samo co proszek do prania (też reklamowany jako najlepszy). Proszek dużo łatwiej zmienić na inny.

 

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

źródlo: http://twittertwins.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ