Adam Maksymowicz: Chińska polityka surowcowa

surwce.jpg

Przyjazd do Polski chińskiego prezydenta Xi Jinpinga dał okazję do przyjrzenia się polityce surowcowej tego mocarstwa i jego doświadczeń w tej materii.

Polska jako kraj o scentralizowanej gospodarce surowcowej w jakiejś mierze przypomina chińską strukturę zarządzania. Gigantyczne holdingi i konsorcja górnicze w obu tych krajach mają wszelkie uprawnienia rynkowe, ale jednocześnie realizują wyznaczone przez rząd zadania.

Zasadnicza różnica polega na tym, że proces ten w Chinach mających za sobą kilka tysięcy lat kultury państwowej i administracyjnej przebiega całkiem dobrze zarówno w kraju jak i poza jego granicami.

My na krajowym rynku surowcowym też jakoś sobie radzimy, ale w skali globalnej już nie. Istnieje przepaść.

Operacje zagraniczne realizowane są zazwyczaj na zasadzie „kupowania kota w worku”. To, że po zakupie wygląda on całkiem inaczej aniżeli się tego spodziewaliśmy jest wynikiem złej polityki surowcowej. Polegała ona dotąd na zapowiadanych efektach, które zależne były nie od faktycznego rozpoznania złoża i możliwości jego zagospodarowania (jak to robią Chińczycy), ale od pozycji politycznej osoby głoszącej takie poglądy. Kto ma inne zdanie jest eliminowany z tego procesu, pomijany i nie dopuszczany do mediów, które nieustannie i nie za darmo głosiły „sławę i chwałę” każdego dobrze politycznie umocowanego menadżera.

Chińska szkoła surowcowa

Tam nie obowiązuje zasada, że rację ma ten, „kto wyżej stoi politycznie”. Szereg wyższych uczelni zajmujących się surowcami ma własne wydziały studiów nad surowcową gospodarką na świecie. Swoje okresowe analizy zgłaszają rządowi i to niezależnie od tego, czy ich o to ktoś prosi. Każda z tych instytucji chce, aby ich koncepcja została przez rząd zaakceptowana. Tak powstają całe tomy opracowań na ten temat. Urzędnicy i politycy przeglądają to, czytają i wybierają najkorzystniejsze opcje i propozycje. Analizy te w wielu przypadkach nawzajem się wykluczają i są sprzeczne w swoich wnioskach. I na tym polega ich siła. Byłyby one bezwartościowe, gdyby wszystkie dochodziły do tych samych wniosków.

Po blisko 20 latach międzynarodowego uczestnictwa Chin w globalnym rynku surowcowym widać, że chińska metoda doprowadziła do rozkwitu górnictwa na całym świecie poprzez początkowe, wydawałoby się, niczym nieograniczone zapotrzebowanie. Z tego powodu ceny surowców na początku drugiej dekady osiągnęły nigdy nie notowany poziom.

Nóż w plecy

Chiny potrzebowały dla swojego rozwoju prawie 45% najważniejszych surowców wydobywanych na świecie i płaciły za nie każdą cenę. Zdawano sobie jednak sprawę, że na dłuższą metę nawet duże chińskie rezerwy dolarowe zostaną wyczerpane. Mając rozeznanie w górnictwie poszczególnych surowców postanowiono zmienić tę sytuację.

Dobry moment sam się nadarzył dzięki nadprodukcji łupkowego gazu i ropy naftowej w USA, co zmusiło Arabię Saudyjską, głównego ich eksportera, do obniżki cen. To objęło również pozostałe surowce.

Chiny jakby czekały na ten moment i w tym samym czasie postanowiły dokonać manewru surowcowego, wbijając przysłowiowy nóż w plecy ich dotychczasowym cenom.

Pierwszym czynnikiem, który to umożliwił, były nadmierne zapasy surowców strategicznych dokonane jeszcze w czasie, kiedy ceny były bardzo wysokie. Do niezbędnego minimum ograniczono ich import rozumiany jako zakupy dokonywane za pośrednictwem giełdy. Tymczasem okazało się, że Chiny nadal zwiększają import, a ceny surowców mimo to spadają. Głoszono, zgodnie z prawdą zresztą, że Chiny mimo spowolnienia nie zrezygnują z dotychczasowego poziomu zużycia np. miedzi. Istotą importu tego metalu na poziomie około 8 milionów ton był „import wewnętrzny”. Polegał on na tym, że Chiny sprowadzały 7 milionów ton miedzi z własnych kopalń na całym świecie (Peru, Chile, Kongo, Zambia) i to na ogół w postaci koncentratu, z którego wytapiano miedź we własnych hutach na terenie kraju. Chiny zmniejszyły swoje zakupy poprzez giełdę do ósmej części tego, co było poprzednio. Nic więc dziwnego, że cena giełdowa miedzi, jak i innych surowców waha się ze stale malejącą tendencją.

Politykę tę nadal się w Chinach rozwija, umacnia i kontynuuje. Jest to sygnał, że ceny najważniejszych surowców przez wiele jeszcze lat będą bardzo niskie.

Miedziowa porażka i węglowa zagadka

Pytanie, czy Polska była przygotowana na taki lub podobny scenariusz chińskiej polityki surowcowej, jest retoryczne. Panowało przekonanie utrwalane przez polityków i media, że apetyt „chińskiego smoka” jest niczym nieograniczony i trzeba mu tylko dostarczać surowców, a ich ceny będą stale wzrastać.

Dotyczyło to eksploatacji węgla kamiennego oraz rud miedzi. Polskie kopalnie węglowe zbliżają się już do sędziwego wieku 100 lat, a rud miedzi przekroczyły połowę tego czasu. Póki ceny obu tych surowców rosły, wszystko było w porządku. Zyski przejadano albo jak w miedziowym zagłębiu wyprowadzano za granicę, zakupując pierwsze lepsze aktywa, ale za to po najwyższej cenie. Zadowolenie polskiej klasy politycznej i medialnej z tego, że stać nas na zakup czegokolwiek za gigantyczne pieniądze, był powszechny. Teraz okazuje się, że zagraniczne inwestycje są obciążeniem krajowego zysku i przynoszą straty. Z każdym dniem maleją szanse na ich wyprowadzenie z kryzysowej sytuacji.

Dzieje się tak na skutek wspomnianej polityki surowcowej Chin i wynikających z tego prognoz stałej tendencji coraz niższych cen czerwonego metalu. Podobna polska porażka w Kongo kilkanaście lat temu nikogo niczego nie nauczyła. Tym bardziej, że KGHM nadal tkwi w mirażach osiągania coraz większej produkcji, aż do 700 tys. ton Cu rocznie, co ma jeszcze bardziej obniżyć rynkową cenę miedzi. Efektem końcowym ma być zaliczenie miedziowej firmy do ścisłej światowej czołówki producentów miedzi. Obecna sytuacja na światowym rynku powoduje, że może być on osiągnięty kosztem coraz większego zadłużenia, ryzyka bankructwa i długotrwałego deficytu w obrotach handlowych.

Trochę inna jest sytuacja polskiego węgla kamiennego. Tu przy jego wysokich cenach przestano się martwić o przyszłość. Ta zaś powoduje, że przestarzała konstrukcja techniczno – przestrzenna polskich kopalń węglowych stała się niewydolna, nieekonomiczna i niebezpieczna. Powoduje to, że nowe projekty kopalń węglowych osiągające wydajność do 3 tys. ton rocznie na zatrudnionego są opłacalne w kraju. Problemem jest to, że projekty takie wypływają ze środowisk prywatnych jak Kopex czy zagranicznych australijskich i niemieckich.

Dlaczego państwowe górnictwo trzyma się kurczowo przestarzałych kopalń, których nic już uratować nie może, jest zagadką nie do rozwiązania.

Polska degradacja nauki

Od strony strategicznej przyszłością górnictwa nikt profesjonalnie się nie zajmuje. Jest to o tyle przykre stwierdzenie, że mamy wiele górniczych instytucji naukowych jak Akademia Górniczo-Hutnicza, Politechnika Gliwicka, Politechnika Wrocławska. Uniwersytety z wydziałami geologii, a przede wszystkim Główny Instytut Górnictwa i Państwowy Instytut Geologiczny. Instytucje te rozwiązują wiele problemów górnictwa, ale na ogół na płatne zlecenie. Końcowy jego efekt musi odpowiadać zleceniodawcy, gdyż inaczej nie przyjmie go i za niego nie zapłaci.

To degraduje naukę górniczą do załatwiania rzeczy drobnych, doskonalenia istniejących i będących na usługach przemysłowego lobby. O żadnym śledzeniu z własnej inicjatywy rynku surowcowego, analizowaniu działań inwestycyjnych za granicą i współpracy z podobnymi instytucjami dla polskiego rządu, nie ma nawet mowy. Górniczą strategią zajmują się urzędnicy, politycy i wszelkiego rodzaju decydenci. Ci, jak wiadomo, mają kolosalną wiedzę związaną z własnymi, osobistymi i zespołowymi interesami finansowymi i temu podporządkowują wszystkie swoje działania.

Jeżeli ten system „strategii” ma nadal się utrzymać, to katastrofa jest nieuchronna. Nie powstrzyma jej żadna urzędowa reforma, żadne przekształcanie starych kopalń i tworzenie na ich bazie nowych podmiotów prawa handlowego. Aby to zmienić, trzeba, na wzór chiński, strategicznego finansowania prac wyższych uczelni i instytutów naukowych dla potrzeb rządu. Wtedy i rząd będzie mądrzejszy i uczelnie będą bardziej przydatne. Dotychczasowe zlecenia dla nauki górniczej mogą być utrzymane, ale nie mogą stanowić najbardziej istotnego, jak ma to miejsce obecnie ich udziału rzeczowego, finansowego i naukowego. To ma być margines pracy naukowej. Jej głównym celem, zadaniem i powołaniem ma być doradztwo dla rządu, a wtedy nam wszystkim najbardziej się to opłaci.

Chińska polityka surowcowa jest wielce pouczająca zarówno dla nas, jak i dla całego globu.

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ