Doradca prezydenta Reagana ds. sowieckich o 10 kwietnia 2010 r.

doradcaRegana.jpg

W mojej opinii skandalem jest brak międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Skandalem jest również fakt, że samo poruszanie tej kwestii jest uważane za politycznie niepoprawne. Wiem, dlaczego tak się dzieje – jeżeli dowiemy się, że w tej katastrofie brała udział Rosja, musimy uznać, że był to akt wojny wymierzonej w państwa NATO – mówi dr John Lenczowski, rektor Institute of World Politics, doradca prezydenta Ronalda Reagana ds. sowieckich, w rozmowie z Michałem Rachoniem.

Był Pan jednym z głównych doradców Ronalda Reagana do spraw sowieckich. Co według niego było największym zagrożeniem, jakie komunizm stawiał przed światem?
Ronald Reagan rozumiał komunizm lepiej od sowietologów, ponieważ sam doświadczył, czym on jest, jako jeden z amerykańskich liderów związkowych w Hollywood. Jak Państwo wiedzą, związki zawodowe w USA były w ogromnej mierze spenetrowane przez sowiecką agenturę, do tego stopnia, że jedna z najważniejszych central związkowych CIO znalazła się pod pełną kontrolą Sowietów, a prawdziwi liderzy związkowi musieli prowadzić przeciwko komunistom walkę wewnątrz swoich organizacji, aby utrzymać czystość ruchu związkowego w USA. Prawdziwi związkowcy rozumieli więc, jak okrutni i pozbawieni skrupułów byli komuniści. To właśnie dlatego związki zawodowe w USA były jednym z najpotężniejszych antykomunistycznych środowisk. Reagan nie tylko spotkał się z ich działalnością, lecz także studiował ich sposób działania.
Studiował te kwestie bardzo dokładnie i zrozumiał, że fundamentalną zasadą systemu komunistycznego była nie tylko sprawa militarnej inwazji. Zrozumiał, że jest to system głęboko opresyjny i korupcyjny, który nie respektuje ludzkiej wolności, godności, nie ma moralnej legitymacji, że jest po prostu plagą ludzkości. Zrozumiał, że to system oparty na kłamstwie, którego wyrazem była ideologiczna linia partyjna, ta zaś określała stopień konformizmu, a ten z kolei był częścią wewnętrznego państwowego systemu bezpieczeństwa. To prowadziło do prób kontrolowania umysłów, zachowań. Ten zestaw elementów był czymś w rodzaju rytmu wybijanego przez dobosza dla maszerujących żołnierzy. Ci, którzy nie maszerowali, mogli być karani przez systemowego sierżanta – czyli policję polityczną.
On poznał to na wielu poziomach, zrozumiał, że to jest głęboko ateistyczny system. Jego ulubioną książką był „Świadek” Whittakera Chambersa (wydana w 1952 r. autobiografia komunistycznego sowieckiego szpiega, agenta wpływu, dziennikarza „Time Magazin”). Ronald Reagan i wszyscy przedstawiciele konserwatystów w USA byli głęboko przejęci tą książką. Obraz komunizmu, który wyłania się z tej swoistej „spowiedzi” byłego szpiega, jest zupełnie inny od tego, do którego przywykliśmy. Chambers opisuje go nie na zasadzie prostej dialektyki i determinizmu ekonomicznego. Komunizm z tej książki to tak naprawdę wizja świata bez Boga, gdzie cały kod moralny komunizmu jest oparty na rewolucji. To, co było złe dla rewolucji, było złe, a to, co było dobre dla rewolucji, było dobre. Żadne obiektywne standardy moralne nie istniały. Ronald Reagan po tych studiach zrozumiał, że wojna światowa to był w zasadzie konflikt moralny, konflikt między dobrem a złem. Tak też nazwał świat sowieckie imperium – „imperium zła”.

Stany Zjednoczone przez cały XX w. były celem ideologicznego ataku ze strony komunistów, jednak nigdy nie uzyskali oni realnego wpływu politycznego i władzy za oceanem. Udało im się to w kilku państwach w Europie, m.in. we Włoszech, ale w USA nie. Dlaczego?
W Stanach partie socjalistyczne praktycznie nie funkcjonowały. Dzisiaj partia demokratyczna wydaje się bardzo socjalistyczna, ale przez lata, a szczególnie podczas zimnej wojny, taka nie była. Członkowie tej partii, nawet lewicowi, wspierali podstawowe wolności gospodarcze i polityczne. Moim zdaniem najważniejsze jest to, że USA pozostały kulturowo blisko wiary i religii dłużej niż Europa. Powstawały co prawda partie komunistyczne, ale nie były tak liczne, i był to efekt np. wielkiego kryzysu, ale byli też ludzie głośno ostrzegający przed tym, co niesie ze sobą komunizm. Z drugiej strony dzisiaj jesteśmy w USA dotknięci kulturowymi działaniami komunistów sprzed lat. Reprezentanci np. szkoły frankfurckiej uciekali z Europy do Nowego Jorku, zostawali wykładowcami na amerykańskich uczelniach, takich jak choćby Columbia, i wprowadzili do nauczania tzw. multikulturalizm. Teoria ta w swojej istocie nie jest jednak apoteozą różnych kultur, które funkcjonują w obrębie USA, lecz rodzajem historycznego redukcjonizmu. Autorzy teorii krytycznej opartej na teorii marksistowskiej zaatakowali zachodnią cywilizację i historię USA. Ten historyczny redukcjonizm doprowadził do tego, że zwykli Amerykanie są przekonani, iż ich prawdziwa historia oparta jest na niewolnictwie, zabijaniu Indian oraz łamaniu praw kobiet i mniejszości. Jeżeli teraz ktokolwiek tutaj tak myśli, to, podkreślam, jest to wersja kompletnie zakłamana. To jest ogromnie niesprawiedliwe przekształcenie. Oczywiście te fakty są składową naszej historii, ale tylko jedną z wielu. Musimy pamiętać, że Stany Zjednoczone są częścią zachodniej cywilizacji, jedynej w historii, która rozwinęła zdolność analizowania własnej świadomości, to dar starej cywilizacji hebrajskiej – patrzymy na własne działania i grzechy, próbując wyciągać z nich wnioski. Chrześcijanie zinstytucjonalizowali tę zdolność: wyznanie win, pokutę i wszystko to jest wpisane w DNA naszej cywilizacji. Znamy więc swoje błędy, ale mamy zdolność poprawiania ich, nasza historia powinna być więc celebrowana, powinna być źródłem naszej siły, a nie potępienia.

Elementy wdrukowane w sposób myślenia części zachodnich elit są zbieżne z kalkami propagandowymi, które narzucała Zachodowi sowiecka propaganda. Zauważa Pan zbieżność ze współczesną propagandą rosyjską? Czy mają one coś wspólnego z tamtymi historycznymi technikami z czasów stalinowskich?
System różni się, bo nie ma marksistowskiej ideologii. Wtedy mieliśmy do czynienia z marksizmem i komunizmem, które były dla polityki fundamentalne. Te ideologie były podstawą dla historii wiedzy, teorii ekonomicznej i socjologii marksistowskiej. Wszystkie te ideologiczne elementy były powiązane z całą administracją i policją polityczną. To jest ten marsz, w którym wszystkie te elementy szły według jednego rytmu jak w wojsku. We współczesnej Rosji mamy do czynienia z kontrolą mediów, nie jest ona oparta na marksizmie, lecz na specyficznych metodach Putina i jego gangu. Te metody, jeżeli chodzi o propagandę, dezinformacje dotyczące działań wojennych czy całego systemu oszustwa, pochodzą z czasów sowieckich – to tamte reguły gry.

Czyli to jest prosta kontynuacja tego systemu, tylko pozbawiona elementu ideologicznego?
Istnieją pewne wyróżniki – marksizm i leninizm to także program ogólnoświatowego przekształcenia społecznego ładu. Obie ideologie posiadały całą teorię dotyczącą międzynarodowych relacji opartych na relacjach między proletariatem. To miał być nowy rodzaj międzynarodowych stosunków opartych na relacjach między „narodami” w nazwie, ale reprezentantem proletariuszy mogła być tylko partia. Prawdziwe centrum było w Moskwie – to miał być nowy porządek. Dzisiaj istnieje kompletnie nowy system. Ten współczesny system w Rosji przypomina dużo bardziej tradycyjny program autorytarnego państwa. Putin chce odbudować potęgę w rejonie na zasadach rosyjskiego imperium. Bardziej zachowuje się jak car niż jak komunista. Nim już był, jako czekista nauczył się, jak wprowadzać porządek, używając metod tamtego systemu, dzisiaj definiuje cele swojego państwa jako imperialne.

Czyli jego rządy, jeżeli chodzi o infrastrukturę, są prostą kontynuacją tamtych metod? Czy komunistyczne służby z perspektywy czasu nie wygrały po prostu rywalizacji z partią komunistyczną wraz z upadkiem ideologii komunizmu?
Niekoniecznie – KGB zawsze była kontrolowana przez politbiuro. Nie wiemy, czy istniał realny spór pomiędzy partią a KGB, czy był to tylko element strategicznej dezinformacji. Za czasów Gorbaczowa ponad 2 tys. osób w partii zostało usuniętych za korupcję. Wiele wątków jeszcze nie zostało zbadanych. Tutaj zaszła ogromna zmiana. Moim zdaniem jedna z przyczyn upadku komunizmu to spadek dyscypliny samych komunistów. Członkowie partii przestali być zdyscyplinowanymi robotami ideologii, a stali się ludźmi z ludzkimi potrzebami i słabościami. Paradoksalnie ten ludzki element przejawiał się właśnie korupcją.

Chodzi o zachodni styl życia? Chcieli w nim uczestniczyć?
Chodziło także o czarny rynek, ekonomię. Mafię.

Trwa debata o właściwej przyczynie obalenia komunizmu. Czy był to proces kontrolowany przez rosyjskie służby specjalne?
Myślę, że Moskwa zaczęła się bać perspektywy zjednoczonej Europy, która miała powstać, i ostatecznie powstała w 1992 r. Rosjanie się tego obawiali. To się stało dokładnie wtedy, kiedy Reagan zaczął wywierać ekonomiczno-militarny wpływ na Rosję, co zapoczątkowało w tym kraju ogromny kryzys ekonomiczny. Prawdziwy kryzys polegał na kryzysie militarnym Rosji, który z kolei generował rozwój nowoczesnego uzbrojenia w tym czasie w Stanach Zjednoczonych. Rozwinęliśmy system obrony przeciwrakietowej, komputerów, technologię Stealth i wiele innych.
Jedyne co mogła zrobić Rosja w tym wypadku, to ukraść te technologie na Zachodzie. Wytworzyliśmy specjalny system ochrony, który miał temu zapobiec także w przypadku Japonii. Sowieci zawsze się bali, że będą od tego odcięci. Wiedzieli, że nie mogą się rozwijać sami, wyłącznie za pomocą własnych środków. Wiedzieli, że są zależni od Zachodu, od obcych technologii. Zdawali sobie sprawę, że potrzebują wsparcia i dofinansowania z zewnątrz. Cała dyskusja o Gorbaczowie skupia się na ekonomicznych reformach przeprowadzanych w Moskwie, a nie mówi się o najważniejszym – o decentralizacji ekonomicznych decyzji biura politycznego.
Potrzebowali ekonomicznego wsparcia. Inne państwa Europy Wschodniej były osłabione tym systemem, który do niej nie pasował, który coraz bardziej uwierał.
Honecker, Husak, Nicolae Ceaușescu to byli prymitywni kryminaliści w źle dopasowanych garniturach. Moskwa zadecydowała: musimy ich przedstawić jako atrakcyjne, dobrze ubrane gwiazdy – trzeba było dostosować ich PR do zachodnich gustów, tak żeby utrzymali się wewnątrz systemu.
Gorbaczow był wybrany, bo był takim sympatycznym gościem, był tak przedstawiany. To byli tzw. nowi komuniści. Proszę spojrzeć, co się stało w Czechosłowacji. Intuicyjnie wyczuwałem w tym coś podejrzanego w 1989 r. To zrobiło na mnie wrażenie, jakby było wcześniej przygotowane. O tym już się mówi, że ten plan polegał na wznieceniu protestu studentów, w wyniku którego do władzy dojdą ludzie, którzy będą lojalni wobec Moskwy. Przyznał to po latach Havel: chodziło o upozorowanie śmierci studenta przez czechosłowackie służby, co miało wywołać masowe demonstracje przeciwko reżimowi Husaka. Zastąpić go miał lokalny klon Gorbaczowa, ciągle lojalny względem Moskwy, tylko w lepszym garniturze i bardziej akceptowalny dla Zachodu. Ale ktokolwiek to miał być, planu nie dało się ostatecznie w pełni kontrolować, bo Sowieci uruchomili mechanizmy społeczeństwa obywatelskiego, nad którymi nie byli w stanie zapanować.
To stało się w Niemczech, Bułgarii i Rumunii. W Rumunii wybuchły demonstracje w całym kraju. Wiemy, kim byli ludzie zaangażowani w ich organizację. Generał Militaru, który, jak się okazało po latach z książki Iona Paccepy, generała rumuńskich komunistycznych służb, był agentem sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, a Ion Iliescu, który przejął władzę, studiował wcześniej razem z Gorbaczowem. Myślę, że tzw. liberalizacja wschodniej Europy była właściwie przygotowana przez Sowietów, ale ci nie byli jednak w stanie zapanować nad siłami, jakie uwolnili.

Jakie to ma znaczenie dla krajów wolnego świata? Czym kieruje się Wladimir Putin? Twierdzi przecież, że upadek Związku Radzieckiego to największa katastrofa XX w.
Myślę, że kieruje nim głęboki resentyment do państwa czekistów, do tzw. supermocarstwa. Nie wiem, jak Putin jest związany z marksizmem, leninizmem. Kiedyś zapytałam o to specjalistę Stanisława Lewczenko, uciekiniera z KGB. On odpowiedział mi, że są dwa punkty widzenia na tę sprawę. Niektórzy przyjmują całą tę dawną ideologię naiwnie, inni wykorzystują ją cynicznie do tego, żeby wzmacniać władzę. Dobry czekista powinien zająć miejsce gdzieś pomiędzy tymi dwoma postawami.
Musimy wiedzieć – marksizm i leninizm są nie tylko teorią, są też rodzajem przewodnika po tym, jak używać władzy. Ci, którzy w te teorie wierzą, stają się specjalistami od władzy. Putin może stać po cynicznej stronie tego spektrum, jak wielu ludzi. Wierzę, że to są ludzie, którzy są zainteresowani władzą, władzą Rosji i swoją osobistą władzą. Komunistyczne metody są dla nich bardzo użyteczne. To jest ideologia władzy, oni wiedzą, jak tych metod używać.

Jak z Pana punktu widzenia wygląda sprawa współpracy Rosji i Niemiec?
Historia niemiecko-rosyjskiej współpracy jest bardzo długa. Myślę, że Niemcy i Rosjanie chcą mieć swoje kondominium w tzw. Intermarium. Niemcy uważają, że nie są w stanie budować takiej hegemonii jednostronnie, połączenie w tej kwestii sił z Rosją z punktu widzenia Niemiec upraszcza sprawę. Jeśli jednak Niemcy myślą, że mogą realizować taką hegemonię sami we współpracy z Rosją, to jest to polityka bardzo krótkowzroczna, bo uwolnienie narodów Europy Wschodniej sprawia automatycznie, że państwa położone w tej części świata stają się przynależne do świata Zachodu. Z drugiej strony Rosjanie ciągle mają coś takiego, co można nazwać „kulturą despotyzmu”, jeśli więc będą mogli umocnić swoje wpływy w Polsce lub jakiejś jej części, to to zrobią. Dlatego NATO ma teraz ogromną rolę do odegrania i jeżeli Polska będzie świadoma, że jest częścią Zachodu, będzie korzystała z parasola ochronnego.

Rosja wciąż jest nuklearną potęgą. Jakie jest realne zagrożenie państw bałtyckich i Polski z jej strony?
Rosjanie używają swojej potęgi militarnej najpierw jako argumentu w procesie „finlandyzacji” państw. To pokazuje jednak, jak wygląda życie w cieniu wielkiego giganta totalitarnego, który narzuca swoje weto w zasadniczych decyzjach za pomocą tzw. zdolności politycznego szantażu. To jest to, co chcieli zrobić Sowieci, ale i Turcja. Jeżeli oni odczują na wschodzie jakąś słabość i jeżeli poczują, że w regionie nie ma żadnych liderów, to na zasadzie psychologicznej reakcji reagują i starają się dezorganizować sytuację. Są gotowi, żeby np. wysłać w ten rejon „zielone ludziki”, tak jak na Ukrainę. Ich wpływy były tam silne już od lat 80. A teraz pojawiła się możliwość, pojawił się kryzys i wszystko to, co reprezentował Majdan. Rosjanie zdecydowali się na ten ruch, bo wiedzieli, że mogą sobie na to pozwolić. Nigdy nie przestali również penetrować Polski. To bardzo ważne, że NATO zdecydowało się wesprzeć Ukrainę. To jeden ze znaków, że śpiący gigant – NATO – się budzi. Moskwa musi to zrozumieć.

Proces budzenia się NATO rodzi również zagrożenia?
To może też być potencjalnie bardzo niebezpieczny moment – Moskwa może zadecydować, że ruszy, ponieważ NATO – tak mogą myśleć – nie jest militarnie gotowe, by temu zapobiec. W gazetach mogą pojawić się tytuły w stylu „Czy warto umierać za Litwę?”. Rosja może pomyśleć: NATO dopiero się rozkręca, może nie jest w stanie zatrzymać jeszcze prawdziwej inwazji? To może być niebezpieczny moment. Chińczycy też myślą podobnie. Wydaje im się, że są silniejsi, niż jest w rzeczywistości. To bardzo niebezpieczne, kiedy ktoś myśli, że jest silniejszy, niż faktycznie jest.
Wymagania Rosjan są wysokie, a stoją nad przepaścią, są u progu demograficznej katastrofy. Rosja właściwie popełnia powoli samobójstwo. Myślę, że Putin to rozumie i jeżeli rzeczywiście będzie chciał odbudować swoją siłę, może zadecydować, że coś zrobią. To niebezpieczny moment dla Polski, dla krajów bałtyckich.
Ludzie, którzy żyją w uśpionych dobrobytem zachodnich państwach, powinni się obudzić i napić mocnej kawy. NATO się budzi, choć równie dobrze Rosja może zrozumieć, że konflikt na Ukrainie za dużo ich kosztuje, zarówno militarnie, jak i politycznie.

Czy Polska nie powinna zostać objęta także ochroną nuklearną?
Nie widzę do tego przeciwwskazań. To może zapewnić prawdziwą ochronę. Pakistan ma broń nuklearną, Iran też, dlaczego Polska ma jej nie mieć? Myślę, że teraz Polska stała się centrum nowej strategii. Być może Ameryka weźmie to pod uwagę. Polscy politycy powinni do tego doprowadzić.
To staje się potrzebne. Polska powinna mieć specyficzny rodzaj broni nuklearnej. Nie jestem ekspertem, ale uważam, że Polska mogłaby dysponować bronią neutronową [rodz. słabszej broni jądrowej o mocy nieprzekraczającej kilku kiloton – przyp. red.]. Neutronowe bomby nie zabijają przez wybuch, wyzwalają jedynie niewidzialne zabójcze promieniowanie. Jeżeli jest coś takiego jak humanitarna broń jądrowa, to to jest właśnie broń neutronowa. Nie niszczy miast dookoła, można jej działanie koncentrować ściśle na polu walki. Za czasów Cartera byliśmy bardzo blisko wprowadzenia takiej broni w Niemczech. Sowieci przeprowadzili wtedy ogromną kampanię propagandową przeciwko, jak ją określali, „neutronowej bombie”. Prezydent Carter ugiął się pod tymi naciskami, mimo że kanclerz Schmidt zgodził się na nią. To był wielki skandal dla amerykańskiej dyplomacji. Chińczycy ją rozwijają, nie ma powodów, dla których Polska i NATO nie powinny ich gwarantować, aby realnie zabezpieczać wszystkich swoich członków.

Pytanie, które w Polsce jest najważniejsze od pięciu lat. Jak Pan myśli, co wydarzyło się w Smoleńsku? Jak na katastrofę zareagowało NATO?
Od pierwszych minut katastrofy mam podejrzenia, że Rosjanie w tej kwestii grają, faulując. Ich zachowanie pozostaje niejasne. Rosjanie naruszyli miejsce katastrofy. Pozbierali kawałki – zrzucili je w jedno miejsce, wystawili je tak, że niszczały od deszczu, śniegu i słońca. Ścięli drzewa. Uniemożliwili przeprowadzenie rzetelnego śledztwa w tej sprawie. Próbowali ukryć okoliczności tego zdarzenia. Skoro Rosjanie nie byli, jak twierdzą, zaangażowani w sabotaż tego samolotu, dlaczego nie pozwolili międzynarodowej komisji na sprawdzenie? Dlaczego nie powiedzieli: „Proszę, macie tu wszystko, a my nie mamy niczego do ukrycia. Jest nam przykro, że Polacy stracili tak ważnych ludzi, ale my nie zrobiliśmy nic złego”. Nie zrobili tego. Ukryli całą sprawę, wmawiając opinii publicznej, że to samolot rzekomo zderzył się z drzewem. Według naukowców i ekspertów kolizja skrzydła samolotu z drzewem spowodowałaby ścięcie brzozy. To są prawa fizyki, fakty dowiedzione przez naukowców. Samolot rozpadł się na 60 tys. kawałków – to po prostu się nie zdarza w normalnych wypadkach. Wiele ciał było rozerwanych na kawałki. Mój znajomy lekarz, śledczy w sprawach katastrof lotniczych, zwrócił mi uwagę na to, że skóra ludzka to bardzo odporna substancja. Ciała, nawet przy bardzo spektakularnych katastrofach, pozostają w jednym kawałku. Rozpad ciał na tak małe fragmenty mogła spowodować tylko eksplozja bomby. W tej sprawie istnieje jeszcze wiele innych dowodów naukowych na różnych poziomach dostępności, ale one są systematycznie pomijane. Nie wiem, dlaczego do Polski nie trafiły od razu czarne skrzynki. Otworzono pokładowe komputery – powinno się to odbyć w towarzystwie co najmniej czterech oficjeli, w towarzystwie reprezentantów autorów tych systemów. Wszystkie te elementy wskazują na nieczystą grę. Czy nieczysto grali Rosjanie czy ktoś inny? Tego nie wiem. Ale faktem jest, że te sprawy powinny być przedmiotem śledztwa.
W mojej opinii skandalem jest brak międzynarodowego śledztwa w tej sprawie. Skandalem, moim zdaniem, jest również fakt, że samo poruszanie tej kwestii jest uważane za politycznie niepoprawne. Wiem, dlaczego tak się dzieje – jeżeli dowiemy się, że w tej katastrofie brała udział Rosja, musimy uznać, że był to akt wojny wymierzonej w państwa NATO.

I to z takich powodów rządy państw Zachodu nie chcą o tej sprawie rozmawiać?
Tak właśnie jest. Rozmawiałem o tej sprawie z kongresmenami, z reprezentantami kanadyjskich służb i politykami, którzy mają wiele sympatii do Polski. Oni często powtarzali: „Dlaczego my mamy wychylać głowy i żądać międzynarodowego śledztwa w tej sprawie, jeżeli sami Polacy tego nie chcą?”.

Czy jest zatem odpowiedzialnością polskiego rządu wyniesienie śledztwa w sprawie Smoleńska do rangi międzynarodowego problemu w dyskusji z sojusznikami?
Tak. Jeśli międzynarodowe śledztwo kiedykolwiek ma się rozpocząć, to stanie się to właśnie w ten sposób.

Czy zatem USA, Kanada, inne państwa mogą być w posiadaniu danych wywiadowczych, zdjęć satelitarnych, nagrań lub innych danych, które mogą stanowić dowody w tej sprawie?
To możliwe. Niektóre z tych danych mogłyby być zbierane za pomocą narzędzi i metod, które nie są szeroko znane w świecie i stanowią tajemnicę służb, które je posiadają. Wówczas informacje tego typu opracowuje się w sposób, który zapewnia ochronę interesu narodowego danego państwa. Ale szczerze mówiąc, tak wielka część źródeł i metod pracy amerykańskich służb wywiadowczych zostało ujawnionych przez Edwarda Snowdena, że powstaje raczej pytanie, cóż jeszcze pozostało do ukrycia. W mojej opinii jeśli USA posiadają tego typu informacje, to powinny podzielić się nimi z Polską, ale to Polska musi skonfrontować się w tej kwestii z rzeczywistością.
Ważne jest też myślenie, że sprawa Smoleńska jest fundamentalną kwestią polityczną, i nie jest uczciwe sprowadzanie jej do emocji Jarosława Kaczyńskiego, którego brat zginął w tej katastrofie. Waga tego zdarzenia jest tak duża, że powinno ono zostać ocenione przez państwo jako fundamentalne. Wiem też, skąd bierze się niechęć do zajmowania się tą sprawą – ze względu na potencjalne straszne wnioski, które każą zinterpretować to zdarzenie jako akt wojny. Wskazanie na winę Rosji w tym zdarzeniu jest często przedstawiane jako rzekoma prowokacja ze strony Federacji Rosyjskiej. Przepraszam bardzo, co jest prawdziwą prowokacją? Sabotowanie samolotu czy wskazanie sabotażysty?

źródło: niezależna.pl

fot: niezależna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ